Duże ryby – cz. II

Niektórzy pytają, więc winien jestem wyjaśnienie, co z ankietą odnośnie najgorszych łowisk Okręgu. Nie pokuszę się o takie oficjalne podsumowanie, mające jakąś tam wagę, gdyż sondaż nie spotkał się ze szczególnym odzewem. Wpłynęło zaledwie dwadzieścia jeden maili na ten temat, a liczyłem na przynajmniej sześćdziesiąt, może sto. Pewnie ludzie nie chcą się dołować, albo kopać leżącego. W każdym razie zainteresowania nie było. Być może uznaliście iż i tak nic to nie zmieni…

Jedyne, co wynika z tych nielicznych głosów, to brak zaskoczenia w temacie miejsca pierwszego: wszystko wskazuje na to, iż za najgorsze łowiska Okręgu Kraków uznalibyśmy tzw. rzeczki pstrągowe.

Sam wymieniłbym je na pierwszym miejscu i chyba nawet nie muszę pisać dlaczego tak jest. Prywatnie, na drugim miejscu wskazałbym Kryspinów [Zbiornik Na Piaskach] – nie wiem na czym polega jego „specjalność”  – wszak, by tam łowić, trzeba mieć tę wyższą opłatę. Jest to dla mnie, jako spinningisty o tyle dziwne, iż zbiornik ten to jakaś porażka w porównaniu z ogólnodostępnymi Bagrami.

Moje trzecie miejsce pewnie wielu zaskoczy – dla mnie to całokształt W2 i W3. Niby sam twierdzę, że to najlepsze łowisko Okręgu dla spinningisty, ale biorąc pod uwagę, jak tam winno być – jest co najwyżej na trójkę z plusem.

Ale miało być o rybach dużych. Jakiś czas temu prezentowałem okazy sandaczy złowione przez kilku wędkarzy, którzy zechcieli się z nami podzielić swoimi spostrzeżeniami. W niejaką konsternację wprowadził mnie kolejny mail od Pana Mateusza, tym razem koncentrujący się na szczupakach. Pomijam kwestię wielkości ryb [80+], już budzącą uznanie, to dosłownie „rozwaliło” mnie łowisko, w którym te 2-3 osoby osiągają takie wyniki.  I proszę mi wierzyć, bo prezentuję tylko kilka, tych lepszych fotek, ewentualnie takich, które nie do końca pokazują łowisko – tych zdjęć/ryb było naprawdę sporo.

(fot. M.H.)

Cytując Autora – szczupaków w wielkości 60 – 80cm złowili TYLKO w grudniu zeszłego roku około…30. Wg mnie to liczba zawrotna, biorąc pod uwagę wielkość ryb i nasze wody. Świadcząca o dwóch rzeczach:

– Pan Mateusz z kolegami są bardzo wysokiej klasy spinningistami

– częstej, śmiem twierdzić bardzo częstej obecności nad wodą

Dodałbym jeszcze czynnik dobrego łowiska, ale… Te ryby łowią w jednej z tych wód PZW Kraków, za które większość z nas nie dałaby 5zł, bo takie tam mieliśmy doświadczenia. Sam nie byłem tam od bodajże 2014r i  szczerze powiem – nawet po tych zachęcających wynikach, raczej się nie pojawię. No niech będzie – z raz wpadnę.

(fot. M.H.)

Tak podumałem trochę i doszedłem do mało odkrywczego, aczkolwiek chyba właściwego wniosku, jakim cudem taki wynik? Otóż przejeżdżam tam nie mniej niż dwa razy w tygodniu, rano i późnym popołudniem. Uświadomiłem sobie jak było te sześć  – siedem lat temu: szczególnie wiosną, koło 15.00  – kilkanaście aut w polu widzenia, w weekendy czasem kłopot z miejscem dla auta. A teraz? Złapałem się na tym, iż ilość wędkarzy nad tą woda gwałtownie spadała, do tego stopnia, że obecnie widuję tam jedno, góra dwa auta, a często nie ma nikogo. Jeżdżę przez dwa tygodnie i nie rejestruję nawet jednej wędki.

Z powyższego kolejny wniosek, który sprowadza wszystko do jednej rzeczy. Jest za duża presja. I nie mam na myśli że jest za dużo łowiących, tylko za dużo ryb zabierają wędkarze. Doprowadzono wodę do tak irytująco słabej kondycji, że wędkarze przestali tu zaglądać. A szczupak rośnie całkiem szybko i populacja się odrodziła.

(fot. A.K.)

Pytanie, kiedy jakiś mięsiarz zwietrzy temat? Bo po czymś takim koniec wody szybki i znów parę lat totalnej nędzy.

Będę powtarzał jak zdarta płyta o tym jak jest w Anglii. Mają aż pięć milionów wędkarzy na areale wód daleko mniejszym niż w Polsce. Ilość ryb co najmniej dobra lub nawet znakomita. Tylko tam  podejście C&R to norma, standard, postawa wpisana niejako w tamtejsze wędkarstwo. Aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby u nas zaczęło łowić pięć milionów ludzi z naszymi przyzwyczajeniami. Nad brzegami istne wysypiska śmieci, a wody to dosłowne pustynie nawet w porównaniu  z  obecną, lichą sytuacją.

Podczas tych szczupakowych wypadów, także w cieplejszych porach roku, Pan Mateusz z kolegami mieli też ciekawe przyłowy w postaci sumów, czy sandaczy.

(fot. M.H.)

(fot. M.H.)

Trafiają się okonie, ale co ciekawe – chyba relatywnie rzadko – tak przynajmniej wynika z ilości zdjęć z tym gatunkiem, co tylko umacnia mnie w przekonaniu, iż dzieją się jakieś cuda w Okręgu Krakowskim, bo natrętnie wręcz obecny gatunek, jest w nieprawdopodobnym odwrocie.

(fot. M.H.)

Mając obecnie kontakt bezpośredni lub mailowy z dziesiątkami wędkarzy z naszego Okręgu, w tym takimi, za którymi mogę nosić kije, twierdzę, iż w skali krakowskich wód PZW, jeśli idzie o ryby typowo spinningowe,  w ostatnich latach nie zmieniła się tylko liczba kleni, nieznacznie przybyło boleni. Ilość sandaczy od lat jest podobna w kwestii ryb dużych, za to niewiarygodnie zmalała ilość łowionych ryb małych tego gatunku [takich do 40cm], od których jeszcze z 15 lat temu nie można się było opędzić.

(fot. M.K.)

Podobnie jak z sandaczem  i odwrotnie zaraz jest z brzaną – sporo drobnicy, mało ryb choćby 50+.

Myśląc o rybach co najmniej miarowych i większych, to słabo jest ze szczupakiem, ale jakby drgnęło na plus. Wędkarze co jakiś czas podsyłają mi całkiem zgrabne sztuki [najczęściej 80cm], jak prezentowana przez Pana Piotra, który zgłosił zresztą swój udział w naszej lidze, w przyszłym sezonie.

(fot. P. D.)

Wiem, że w zeszłym chyba tygodniu, na jednym ze zbiorników wyjęto szczupaka 86cm, czyli jak na nasze strony – dużą już sztukę; prezentowałem w poprzednim wpisie zębacza Pawła na 84cm, a ciut wcześniej kolega złowił średniaka [70cm].

(fot. P.K.)

Wojtek przedwczoraj wyjął rybę 69cm, czyli też na pewno coś powyżej średniej statystycznej w naszym Okręgu.

Za to nieprawdopodobnie spada liczba okoni i jazi [jest to dla mnie niezrozumiałe], a pstrąg to w zasadzie wyłącznie sztuczny byt z zarybień.

Piękne klenisko złowił w ostatni weekend Tomek. Mam wrażenie iż przynęty miękkie zaczynają dorównywać woblerom w przypadku kleni. W każdym razie jesienią nie są od nich gorsze.

(fot. T.M.)

W październikowych wypadach  prawie zawsze mam styczność z jedną – dwoma dużymi rybami. Najczęściej bolenie, ale zazwyczaj nie jestem w stanie na pewno rozpoznać gatunku gdyż nic nie widać. Nie bardzo jestem w stanie się przemóc, by stanąć nad wodą z mocniejszym zestawem, zaś moje skrajne UL powoduje, iż nie jestem tych ryb w stanie zaciąć, albo zaraz spadają. Przynajmniej na razie żadna nie urwała mi cieniutkiej plecionki. Choćby ostatni wypad. Zastałem ekstremalnie niską wodę. Na mojej „cud” miejscówce, gdzie zazwyczaj jest od pasa po żebra, było w najgłębszym miejscu tuż nad kolano! Ryby brały słabo. Niby miałem z 40 – 50 pewnych kontaktów, ale z wyjętych 17 klonków, żaden nie miał więcej niż 34cm, a trafiały się maluchy poniżej 20cm, co tu nie jest nagminne. Nie mniej wśród tych niemrawych podszarpywań, nieśmiałych zassań, w jednym momencie jak coś przywaliło w gumkę to oniemiałem. Tu nie chodzi o jakiś mega strzał w kij. Bardziej odczułem potężny nacisk od góry i od dołu na filigranową jaskółkę. Oczywiście zacięcie nic nie dało, choć kij wygiął się po przysłowiowy korek. Błyszcząca przynęta [muchowy flesz w środku korpusu], miała tak zniszczoną powierzchnię, ze stała się matowa, a trójwymiarowe oczy dosłownie wypłynęły na zewnątrz. Moje też wyszły z orbit 🙂

I kilka akcji w tym stylu miałem. Twierdzę, że w końcu trafię drapieżcę, który będzie miał mniej szczęścia, choć od dwóch wypadów mam ze sobą drugi dużo mocniejszy zestaw, którym zaczynam obławiać każde nowe miejsce.

 

10 myśli nt. „Duże ryby – cz. II

  1. Sum poluje nocą wiec może okoń jest najłatwiejszą zdobyczą. U nas na Warcie Pzw zarybiało sumem i jego populacja w ostatnich latach mocno wzrosła. Wydaje mi się że te ryby są obok zatrucia rzeki, kormoranów i mięsiarstwa są przyczyną kłopotów. Może u was jest podobnie?

  2. Mozliwe. Ale kiedys tez bylo ich duzo. Jak jeszcze lowilem wszystkimi metodami a nie tylko spinningiem to co rzut wisial sumek. Zwlaszcza w centrum. Moim zdaniem zamulila sie woda przez te lata na odcinkach miedzy tamami.
    A okonia i malego sandacza bylo sporo, choc ja twierdze ze jakby troszeczke populacja sie odradza. Bialorybu mamy duzo tak mi sie przynajmniej wydaje.

    No to bedziecie lowic suma 🙂 u nas tu w KRK plywaja kolosy. Ja slyszalem ze Warta jest dosc rybna, nawet bardziej od Wisly.
    Nie wiem jak tam u Was z sandaczem, ale bolenia na pewno macie sporo.
    Wszyscy narzekamy i bedziemy narzekac , ale jak widac po fotkach chlopakow mozna zdusic grube okazy jak sie przylozysz do konkretnej wody czy odcinka.
    Ja przecieram oczy co goscie lapia i zycze im aby mieli tak dalej.

  3. Ciężko porównywać te rzeki. Warta to strumyk przy Wiśle. Boleni jest rzeczywiście sporo. Dużo zmienił zbiornik Jeziorsko bo rzeka jest mniejsza i nie wylewa wiosną. Dużo starorzeczy wyschło. Głosno było o zatruciu Warty parę lat temu. Ale to nasza rzeka😉

    • Sum nie ma nic do rzeczy. Tak, jak Tomek napisał – 20 lat temu sumy też były liczne [wg mnie znacznie liczniejsze na W2 niż teraz], a okoni było ZATRZĘSIENIE. Powodem jest krótkowzroczność okręgu, niereagowanie na głosy [nielicznych jak mniemam wg PZW] wędkarzy, że dzieje się źle. Opiera się politykę działań na głosowaniach dziadów mentalnych, którzy ani nie rozumieją procesów w ekosystemie, ani nie dostrzegają zmian. Są zwyczajnie za głupi na to, a ci bardziej bystrzy – niechętni. „Ryba, panie ma być. A jak nie, to związek ma zarybić”. I finalnie zmiany w regulaminie za późne, a i nijak ich w skali powszechnej nie wyegzekwujesz. Do dziś pamiętam z lat 2005 – 2006 moje pyskówki z dwoma debilami z Olkusza, którzy pakowali na oko po 5-7kg okoni w siatę, potem przesypywali do plastikowej wanny w aucie i szli po kolejne 5kg [wtedy kumaty wędkarz, czyli łowiący nie ciężej niż 2g, wynik 5kg robił w 2-3 godziny i było to jakieś 20-25szt jeśli interesowały go tylko ryby 25+. Albo inna postawa: całe kupki, liczące dziesiątki zasuszonych okonków, które stare pryki wyrzucały za siebie, bo wpieniał ich kolejny okonek zjadający czerwonego – w końcu to rybny chwast – tak przecież pisały przez prawie półwieku ówczesne najbardziej poczytne teksty wędkarskie na czele z WW. A teraz związek robi rzecz , która 15 lat temu nie mieściłaby się w głowie ani inteligentowi, ani debilowi z wędką – od wielkiego dzwonu zarybia okoniem, bo ich nie ma…

  4. Zgadzam się z Adamem. Też wydaje mi się że sum nie wyrządza takich szkód w rybostanie jak wielu wędkarzy sądzi. Ale rozumiem tok myslenia wielu wedkarzy, zwlaszcza starszego pokolenia – łatwiej zwalić na suma czy kormorana, niż na siebie samych 🙂

    Co do samego artykułu – fajnie jest poczytać o dużych rybach. Jeszcze fajniej jest je łowić. Umiejętności umiejętnościami, ale do regularnego łowienia dużych ryb potrzebny jest przede wszystkim CZAS, i to jest decydujący czynnik. Setki godzin spędzonych nad wodą o różnych porach dnia i nocy. Wraz z tym czasem przychodzi znajomość wody, miejsc, najlepszych pór żerowania w danym miesiącu roku. Kiedy ma się absorbującą pracę, rodzinę, do tego jeszcze inne zainteresowania lub zobowiązania, ciężko być nad wodą nawet nie codziennie, ale choćby w miare regularnie. Osoby o których ja wiem, a którzy łowią regularnie duże ryby, to fanatycy, u których hobby przerodziło się w obsesje, co owocuje spedzaniem dosłownie każdej wolnej chwili nad wodą, zarywaniem całych nocy kosztem snu, a nawet wycofaniem się z innych obszarów życia społecznego. I to jest klucz do sukcesu. Nie wypasiony sprzęt czy umiejętności. Owszem, uważam że umiejętności i doświadczenie mają niebagatelne znaczenie, ale przy spinningowaniu nieduzych ryb w sposób zawodniczy, tzn.ilościowym. W przypadku łowienia okazów, nie odgrywają już takiego znaczenia.

    • Oczywiście że najważniejszy jest czas spędzany nad wodą, ale równie duźe znaczenie ma znajomość miejscówek i wody a bez poświęcena masy czasu można liczyć tylko na farta..
      A co do nazywania obsesją spędzania każdej wolnej chwili nad wodą to ja bym tego tak nie nazwał. Jak mam wybierać nad siedzeniem na d… w domu przed tv/pc albo wysłuchiwaniem zachcianek swojej drugiej połówki to wybieram nawet krótki wypad nad wodę. Wędkowanie wyłącza myślenie w tym pozytywnym znaczeniu, czyli zapominasz na chwile o całym syfie naokoło siebie. Nie każdy lubi jak to napisałeś „życie społeczne” niektórych odrzuca ludzka obłuda, sztuczność i woli ograniczać swoje kontakty z innymi do minimum. Tyle w temacie, pozdro

  5. Jeszcze mały dowód nie wprost na to, jak ignoranci z wędkami przy błogosławieństwie PZW zajeżdżają wodę: rozmawiałem w ostatnią sobotę z dobrym znajomym z sąsiedniego okręgu. Podał przykład zalewu Goczałkowice – zarządzanemu – UWAGA – przez spółkę rybacką. Wędkarze mogą wykupić u nich zezwolenie, ale łowić wolno WYŁĄCZNIE z brzegu. Ale gdyby ktoś chciał, to może jak nad morzem wykupić rejs wędkarski. Paru znajomych skusiło się na rejs za sandaczem. Nie złowili, bo akurat nie żerowały. Za to każdy złowił co najmniej 30szt okoni w wielkości 30+ a wśród nich ryby naprawdę duże. Wyobraźcie sobie, że wolno tam łowić z łódki, przy zapisach regulaminowych PZW – gwarantuję, że najdalej w dwa lata byłoby po rybach. Nie chcę być piewcą spółek rybackich, nie znam się na tym, ale jak widać brak PZW przy nawet działalności spółki rybackiej, byle, jak w tym przykładzie – sensownej i ryb opór.

  6. Dziękuję za odpowiedz w sprawie sumów. Marwił mnie ten temat. Jesli chodzi o wedkarzy zabierających każda rybę to pewno racja. Czesto jestem nad wodą i widać że pewne miejsca są zawsze zajęte. Jesli pomnożyć to przez iles tam dni w roku to wyniki mogą być przerażające. Żadna woda tego nie wytrzyma. Ciężko z tymi ludzmi gadać bo czesto są mrukliwi😃. Nie wiem czy to kwestia wieku czy denerwuje ich spiningista kręcący sie w pobliżu. Dobrze że ludzie są wygodni i że nie wszedzie da się dojechać samochodem.

  7. Odnoście Goczałkowic i zarządzania przez Rybaków – to jest firma, nastawiona na zysk i raczej nie krótkoterminowy, więc dba o swoje główne źródło dochodu – ryby w wodzie. Jakby to wyglądało, gdyby było tam dopuszczone łowienie z łodzi, odpowiedź jest bardzo prosta – bardzo podobnym zbiornikiem jest Siemianówka. W długi weekend kilkaset łodzi na wodzie. Na 3tyś hektarów wędkarze pływają sobie po zestawach. Tysiące ryb dziennie są zabierane. Koniec jest bliski.

  8. To może ja w kwestii powyższego szczupakowego eldorado- niewielka presja tego miejsca uchroniła je od nadmiernej eksploatacji, ale to prawda, są tam rybki ładnie odpasione i fajnie reagujące na odpowiednie przynęty, jedna z ciekawszych pozycji na zakończenie sezonu : )

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *