Weekend jednego brania

No może przesadzam nieco, ale faktycznie w ostatni weekend wielu moich znajomych tak właśnie miało. Czy ktoś był w piątek, sobotę, czy niedzielę – spotkał się na ogół z totalną obojętnością ryb. W każdym razie za dnia było bardzo, bardzo cieniutko, co sam potwierdzam. Dawniej, przy takiej aurze jechałem w ciemno na Skawę, by zaliczyć z 70 okoni  20 – 30cm, parę, może nie szczególnie dużych  kleni, ale wystających z ręki, mieć przyłów w postaci małego szczupaka, pstrąga czy świnki. Po prostu połowić sobie. Ale to się już chyba nie wróci… Liczyłem się zresztą z tym, iż relatywnie bardzo wysokie temperatury [20 – 22 stopnie w cieniu] rozleniwią ryby do „szpiku ości”. Sobotę musiałem odpuścić ze względu na występ w Bielsku Białej, ale nawet wyjątkowo mnie to nie zmartwiło, gdyż chytrze wykombinowałem, że od poniedziałku temperatura poleci na łeb na szyję i dzień przed będą żarły.  Przewiozłem się na tym okrutnie, Czytaj więcej [...]

Kleniowe doświadczenia z W2

Rozmawiałem niedawno z Maćkiem, który na moje ostatnie wypady, na W2 stwierdził, że jest lepiej niż na W3. Ja tak daleko bym się nie posunął. Nadal obstawiam moją tezę, iż W3 jest dużo atrakcyjniejsze dla spinningisty i łatwiejsze jeśli mamy na myśli złowienie czegokolwiek wystającego z ręki.  Choć, rzeczywiście ostatnie moje wyniki, głównie ilościowe – mnie samego zdecydowanie zadowoliły. Ludzie często nie rozumieją mojego utyskiwania w temacie słabości Wisły. Przecież to najlepsze łowisko Okręgu. No, najlepsze – też jestem tego zdania, ale… Głównym moim nie tyle zarzutem, bo to nie wina rzeki, ale taką uwagą negatywną -  jest przede wszystkim generalnie mała ilość ryb. Dlaczego tak twierdzę? Najłatwiej mi się odwołać do znajomych, mieszkających i łowiących na wodach angielskich. Weźmy na tapetę nasz spinningowy chleb powszedni – klenie. Otóż tam, w danej rzece, praktycznie w byle jakim i w zasiądzie KAŻDYM miejscu łowi Czytaj więcej [...]

Liga spinningowo – muchowa 2019 – VIII tura – Wisła

Nie da się uciec w wędkarstwie od przypadkowości i elementu uśmiechu losu. Niby po opisywanej niżej turze, miałem takie wrażenie, że pokazała ona kto łowi, komu się zdarza i kto mniej umie, ale jak tak siadłem nad całością zdjęć i relacji niektórych, a i zastanowiłem się nad swoim przypadkiem, to  - nie czarujmy się – o ile ktoś nie ma rozkminionej wody na bieżąco, to ma się albo trochę więcej szczęścia, albo trochę więcej pecha. Oczywiście doświadczenie podbija jedno, albo pozwala podratować się w przypadku braku uśmiechu losu, ale... Bez wątpienia ta wiślana tura niektórych pozbawiła złudzeń, natomiast kilku osobom pozwoliła uwierzyć, że jednak coś tam złowią, mimo wcześniejszych niepowodzeń. W każdym razie ostatnia rozgrywka niesamowicie rozciągnęła stawkę, bo o ile wyniki poprzednich dwóch tur powodowały, że po dwie osoby zajmowały te same miejsca, to teraz całkiem się to zmieniło. A jaka była ta tura? No, powiem bez Czytaj więcej [...]

Duże ryby

Poniżej krótka recepta, jak złowić na naszych wiślanych wodach grubą rybę. Przepis jest tak prosty, że wręcz oczywisty, nie mniej dla mnie jako niewiernego wędkarskiego Tomasza, jest jakimś drogowskazem, bo całość podparta zdjęciami, z których prezentuję niektóre. Osobiście jestem okropnym sceptykiem w temacie powtarzalnego łowienia ryb dużych niezależnie od gatunku, gdyż uważam, że obarczone jest to głównie szczęściem. Podświadomie zaś wiem, że tak naprawdę wiąże się to z tym by być często nad wodą, w której takie ryby po prostu są. 12 – 15 lat temu sam łowiłem dużo boleni i nierzadko ryby wyraźnie 70+, gdyż one po prostu były. Obecnie, co często piszę - mam spory kawał do takiej wody i przekłada się to na brak wyników, choć w zeszłym roku trochę się odkułem [jakbym wyjął ryby, które pospadały to bym dopiero zadzierał nosa 🙂 ]. Napisał do mnie Pan Mateusz w imieniu swoim i dwójki kolegów, chcąc podzielić się swoimi Czytaj więcej [...]