Bicie głową w mur

Tak myślę, gdy zastanawiam się nad moimi doświadczeniami odnośnie macania się po latach z Wisłą W2. Oczywiście nie jestem w stanie obskoczyć całości tego odcinka, koncentruję się więc na jego części środkowej. Cóż, podtrzymuję moją sceptyczną opinię o tym fragmencie Wisły. Jakkolwiek, obserwując będących w polu widzenia wędkarzy gruntowych, to w ogóle zastanawiam się, po co oni tu jeżdżą. No, chyba, że założymy iż mam jakiegoś nieprawdopodobnego pecha i spotykam samych nieudaczników. Ale nie wierzę w taki przypadek. Faktem jest, że obserwowani przeze mnie grunciarze łowią pojedyncze kleniki.

Z perspektywy spinningu mam mieszane uczucia. Gdyby chcieć kogoś zachęcić do wędki, to taka osoba będzie zadowolona: masa brań klonków do 25cm. Naprawdę dużo. Gatunek ten w sposób nieprawdopodobny zdominował ten fragment Wisły. Sadzę, iż niemało jest ryb dużych 45+ i bardzo dużych, ale po pierwsze – mało tu mamy miejscówek, które rybę taką przykuły by na stałe, a poza tym strasznie ciężko się przebić przez mniejsze egzemplarze.

Na razie, przy ciepłej jeszcze wodzie i za dnia polegam na wszelkiego rodzaju smużakach, bo inne, większe wabiki są ignorowane, a mikro gumki to rój brań rybek jak palec. Poza wielkością/małością ryb – nie ma na co narzekać. Choć jedna rzecz mnie zadziwia. Maciek kombinując, jak zwiększyć skuteczność zacięć na przynęty powierzchniowe, innowacyjnie zastosował dość niekonwencjonalny wabik. Na chwilę obecną – przed najbliższą turą naszej ligi – nie zdradzę, co to. W każdym razie, na swoich fragmentach W3 zaczął mieć takie wyniki, że znów tylko cmokam z podziwu. Kumpel podzielił się ze mną swoją wiedzą i wabikiem. I wiecie co? Poświęciłem na  moich odcinkach W2 ze 3-4 godziny tej przynęcie i wierzcie lub nie – nie miałem na to brania. Jakby tutejsze klenie były innym gatunkiem. Choć mam jedno podejrzenie, skąd tak odmienne spostrzeżenia. Otóż kolega łowi jednak ryby wyraźnie większe, a ja z takimi nie mam tu w ogóle styczności.

Jak jest z boleniem? Choć staram się wybierać odcinki atrakcyjne dla danego gatunku i możliwie nieschodzone, to jednak nie zdarzyło mi się, bym poza incydentalnymi sytuacjami, obserwował, jak rok temu na W3 – rapy przepływające mi pod nogami. Ryb tych jest tu dużo mniej, a ich niewielkie zgromadzenia [po 3-5 sztuk] nie wiem czemu, znajdują się na leniwych odcinkach, bez zwarów i z równym dnem. Nie udało mi się żadnego skusić, a i tylko raz trafiłem na moment, że te ryby jako tako były aktywne [równoczesne pobicia w kilku miejscach].

Dodam, że łowienie okoni nie ma tu sensu. Ich zwyczajnie nie ma.

Jakiś przełom miały dać nocne eskapady. Liczyłem na dwie rzeczy:

– kontakty z dużymi kleniami

– uda się oszukać jakieś bolenie

I tu znów raczej rozczarowująco, choć biorę poprawkę, na jednak dość gwałtowną zmianę aury, jaka miała miejsce w ostatnich dwóch tygodniach. W moich stronach normą jest w nocy temperatura około 10 stopni. W każdym razie poświęciłem z 5 wieczorów do 23.00 i tylko raz było fajnie, ale z kolei wygnała mnie nieoczekiwana burza, po dosłownie może 90 minutach nad wodą.

Faktycznie w ten jeden wieczór miałem dużo brań małych kleni, ale wyraźnie większych niż w dzień. Najbardziej osłabia mnie to, że nic nie zmienia zastosowanie przynęty 11cm z potężnymi kotwicami. Walą w to 30-ki, mając trzy haki w pysku…

Trafiłem jednego pięknego już klenia, ale tylko jednego.

(fot. A.K.)

Poza tym przeciętnie 4 brania między 19.00 a 23.00. Tylko raz na kiju miałem najpewniej sandacza. Okaz toto nie był i może nie miał nawet tych 60cm.

Z boleniem w nocy to już całkowita klapa. Nie zaliczyłem kontaktu, choć wiem, że łowię w miejscu gdzie zawsze kilka pływa w dzień i nie sądzę, że opuszczają to miejsce w nocy. Może trafiłem na słaby okres, ale w ogóle noce są tu przygnębiająco ciche. Na wodzie z rzadka coś pacnie, a i to niemrawo. Fakt, że penetrowane fragmenty raczej suma nie przyciągną, nie mniej na porównywalnych odcinkach W3 można było nieraz dostać zawału 🙂

Ostatnio, tak byłem zniechęcony, że wybrałem się na cztery ostatnie godziny dnia, zabierając tylko kijek UL. Pojechałem na odcinek, gdzie byłem pierwszy raz. Powiedziałem sobie: dziś wyleczę się z Wisły W2. I co? Przekora losu.

W pierwszym rzucie smużaka zeżarł około 60cm boleń. Nawet nie zdążyłem zamknąć kabłąka. Z pół godziny potem około 50cm ryba spięła się tuż po zacięciu. Oczywiście ryb tych na 100% nie zidentyfikowałem, ale jakoś nie bardzo wierzę, iż miałem szczęście w ciągu pół godziny mieć na kiju klenie około 60 i 50cm. Zauważyłem też, że ataki boleni na smużaki są inne niż kleni. Znacznie szybsze, gwałtowniejsze i głośniejsze. Zresztą w innym miejscu, kilka dni wcześniej dwie niewielkie rapy zaatakowały luźno spływające dość duże woblery.

Wracając do ostatniego wypadu. Powściągliwie ale zadowalająco brały klonki. Tutejszy standard czyli 20 – 32cm.

Potem namierzyłem jazia. Bita 50-ka. Zwyciężyła moja ciekawość – nie zmieniłem wabika. Jaź jednak zdecydowanie wziął, choć nie udało się go zaciąć. Chwilę potem straciłem drugiego, trochę mniejszego. Kilkanaście metrów niżej kolejny wychodził trzy razy do wabika, ale nie wziął. Potem woda skoczyła z pół metra, a już była podniesiona drugie tyle i nic się nie działo. Tuż po 19.00, gdy kończyłem, myśląc, iż nic się już nie zdarzy, to zaliczyłem obcinkę. Z tych, po których ciężko cokolwiek rzec o wielkości ryby. I znów nabrałem nadziei, iż na tym W2 coś tam idzie wydłubać.

Ale inni łowią. Chętnie bym pokazał sandacze Tomka i znajomych, ale prosili, by w ogóle nie pokazywać fotek, do czego się stosuję. Chłopaki w każdym razie zaliczyli po kilka pięknych zębaczy – największy sandacz miał 78cm. Nie wiem czy w tym sezonie, ale jak się nic nie zmieni, to jednak w przyszłym roku trzeba będzie znów robić kilometry w dół Wisły…

Wielu znajomych, podobnie jak Wojtek z muchówką w ręku kończyło sezon pstrągowy, a zaczynało lipieniowy.

(fot. W.F.)

(fot. A.K.)

Doskonale radzi sobie Paweł na wodzie stojącej. Ostatnio miał trzy szczupaki 60+, co nie zdarzyło mi się od nie pamiętam kiedy. Łowi zębacze na bardzo duże jerki. Na lekką wędkę nadal łowi piękne wzdręgi, aczkolwiek widać, że ryby czują końcówkę lata, bo częstszą niż latem zdobyczą są liny.

(fot. P.K.)

I trafił przepiękną 40-kę karasia.

(fot. P.K.)

Pozazdrościć.

Ja z kolegami, powoli odliczamy do wieczorowo – nocnej tury na W3 w naszej lidze.

Przypominam o ankiecie, na Waszym zdaniem najgorsze łowiska spinningowe PZW Okręgu Krakowskiego. Swoje trzy typu ślijcie na mój mail.

4 myśli nt. „Bicie głową w mur

  1. Ponieważ ryby z którymi mam styczność w dzień są tak liche, to modlę się, że może w końcu coś bez zębów urwie mi tę 0,12mm. Co do wobków, to głównie Hegemona [takie „jajko” i konik polny]. Poza tym kilka innych. Ale nie ma to żadnego znaczenia. Na smużaki z ryb 40+ częściej mam brania boleni niż kleni niestety. Te z kolei trudno zaciąć delikatnym kijkiem, a na samozacięcie ciężko liczyć w ich przypadku, gdy wabik prawie stoi w miejscu.

  2. Łowię na Wiśle nr 3 od wielu lat i tu niestety też szału nie ma. Oczywiście odcinek odcinkowi nierówny… Owszem bolenie są, okoni troche też, małe bo małe ale są, natomiast kleni jest niewiele i głównie małe. Szczupak? Złowienie 2 sztuk na wypad to ogromny sukces, ale najczęściej mają po 30-50cm, nie więcej. Troche lepiej z gruntówką, można połapać fajne leszcze, ale już płotke trafić, choćby małą jest ciężko. Coraz częściej mam ochotę zmienić łowisko i przestać sponsorować ludzi którzy przez lata zaniedbań doprowadzili do czegoś takiego.

  3. Też tam lowie na W3 i szału nie ma. Ja już od dawna jestem za tym żeby nie opłacać tej karty bo to jest bezsens. Hajs w błoto. I tak nie biorę ryby.
    To powinna być połowa ceny.
    Tylko to nie mogę być ja jeden tylko 1000 osób sie sprzeciwić.
    Nie będę karpia i pstrąga teczowego opłacał kanibalom.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *