Dniówka na mrozie

Wydaje mi się, że ten rok może być w jakiś sposób przełomowy dla mojego bloga. Są dwie opcje, nawet dość konkretnie zaplanowane. Pierwsza – z końcem 2019 r dam sobie spokój, sprzedając domenę. Już w zeszłym roku miałem propozycję odkupienia szyldu „wędkarskie wakacje”. Wtedy podziękowałem, ale zostawiłem sobie otwartą furtkę. Nawiasem mówiąc, kiedy zaczynałem moją pisaninę, od razu założyłem, iż jeśli kiedyś odpuszczę, to aby poświęcony czas nie był zmarnowany, nazwa bloga musi być chodliwa np. dla łowiska komercyjnego, czy strony przewodnika wędkarskiego. A licznik z blisko 2,5mln odsłon i ponad 20 tys. różnych IP jest całkiem łakomym kąskiem dla takiej działalności. Drugi wariant działań to większa aktywność, tyle, że to uzależnione jest od znacznych nakładów czasu, którego mam ostatnio ekstremalnie mało. Uczciwie też mówiąc – nie chce mi się. Może i mam parcie na szkło, ale w innej jednak dziedzinie. Ten blog Czytaj więcej [...]

Impreza wyborowa

Zacznę od informacji, która mnie bardzo zaskoczyła. Marek Szymański dał mi znać, że cały trzon redakcji  zrezygnował z pracy w czasopiśmie Wędkarski Świat. Mniejsza z tym, czego jest to wynikiem, nie mniej od marca tego roku rusza nowy wędkarski magazyn Wędkarstwo 360. Jestem niezmiernie ciekaw dwóch kwestii: jak poradzi sobie na rynku WŚ i czy w ogóle będzie istnieć [znam osoby które zapłaciły prenumeratę roczną za 2019]; czy ugruntuje swoją pozycję Wędkarstwo 360, czego bym bardzo sobie życzył, gdyż chciałbym dla tego nowego tytułu pisać teksty i publikować fotki, podobnie jak miało to miejsce przez ostatnie lata w WŚ. Wg wstępnych zamysłów Wędkarstwo 360 ma poświęcać więcej miejsca metodzie muchowej, niż miało to miejsce w WŚ, a wędkarstwo sumowe będzie mieć swój stały, osobny dział. Czekam z niecierpliwością... Z innej bajki.  U mnie w kole, w ostatni weekend miało miejsce coroczne walne zebranie. Jak na koło do którego należę, Czytaj więcej [...]

Coś tam żyje…

Jak tu nie być 1 lutego nad wodą choćby tylko teoretycznie pstrągową. Miałem między 11.00 a 17.00 wolne w pracy, więc tak sobie ustawiłem wszystko by między 13.00 a 16.00 otworzyć sezon. Pogoda zachęcała: wprawdzie rano było u mnie minus siedem, a w południe ledwo 0,5 stopnia nad zero, ale coraz silniejsze słońce i rosnące obszary błękitu na niebie pozwalały założyć, że będzie cieplej. Faktycznie około 14.00 było realnie prawie pięć stopni i zero wiatru. Nastawiłem się na górny odcinek no kill i potem dolny fragment. Ledwo jednak podjeżdżałem, okazało się iż skończył tam właśnie jakiś wędkarz, a widząc, iż skręcił na dolny odcinek autem, to nawet nie miałem zamiaru się z nim ścigać. Zmieniłem plany i poszedłem na najpłytszy i najsłabszy fragment rzeki [środkowy]. I tu zaskoczenie. Jak wracałem z pracy to Krzeszówka wyglądała jakby rozpuszczono w niej tony kredy, co jest wynikiem chyba przepłukiwania urobku przez kopalnię w Czytaj więcej [...]