Fishchaser – nowa odsłona

Poniżej przedstawię najnowsze przynęty firmy Fishchaser. Tak, tak – firmy, gdyż Paweł wraz z Darią oficjalnie otwarli firmę, produkującą przynęty wędkarskie  https://fishchaser.pl/.

Przynęty tej marki, mającej już stałych użytkowników, prezentowałem dwukrotnie, a  krótkie informacje pojawiały się co najmniej kilkanaście razy w moich tekstach. Używam wabików Fischaser  od trzech sezonów i w temacie przynęt miękkich są to wg mnie najlepsze wabiki do łowienia UL, które odkryłem dla siebie w ostatnich latach. Spokojnie stawiam je w jednym szeregu z masową produkcją dużych firm. Nierzadko Fishchaser bywa lepszy.

Jeśli ktoś czyta uważnie moje wpisy, wie,  że nie bawię się dyplomację i moje recenzje ZAWSZE wiążą się dla producenta z ryzykiem krytyki, a NIGDY nie chwalę czegoś ze względów, że tak powiem „politycznych”, gdyż nie bawię się jak na razie w pisanie tekstów sponsorowanych. Czyli krótko mówiąc piszę i o plusach i o minusach, jeśli takowe dostrzegę.

Dla mnie Fishchaser to głównie wabiki miękkie. Mam prawie wszystkie woblery Pawła projektu i mogę powiedzieć tylko tyle: są pięknie zrobione i pracują bez zarzutu. Nie łowiłem nimi jednak na tyle dużo, by coś więcej o nich powiedzieć . Co innego gumki – przeszły w moich rękach istny egzamin wszechstronności. Jak to się mówi – zjadłem na nich zęby.

W wodach stojących, na początku sezonu [czyli jeśli nie zamarzło to już od stycznia], oraz późną jesienią aż do zimy, a także na pstrągi w małych rzeczkach to wabiki pierwszego rzutu na moich zestawach. Są to po prostu przynęty niezawodne i jeśli na nie, nie mam brań, to są znikome szanse, że otworzę wodę w wyżej wymienionych okolicznościach czymś innym. No, może w wodach płynących latem czasem lepszy jest smużak na klenia, czy inny wobler/wahadło na pstrągi.

Na gumy Fishchaser nie złowiłem tylko suma, sandacza, jelca i bolenia [ten ostatni gatunek często na swoje gumy łowi ich producent]. Z kolei na wzdręgi, płocie, okonie, klenie i jazie w wodach stojących/bardzo wolno płynących oraz pstrągi w małych rzeczkach są to przynęty bardzo, bardzo rzadko zawodzące.

Na skuteczność gum Fishchaser składa się kilka czynników: oryginalność form, rewelacyjna i subtelna kolorystyka [w zasadzie bez ograniczeń; są oczywiście krzykliwe kolorystycznie wersje], oraz bardzo ciekawe podejście do twardości/miękkości przynęty, co ma ogromne, często największe znaczenie w łowieniu białorybu na spinning w wodach stojących. Nie wiem tego na pewno i w sumie jakoś nigdy nie pytałem Pawła o to, ale materiały [substancje] użyte do ich produkcji mają chyba też jakieś właściwości smakowo – zapachowe, gdyż trudno mi wytłumaczyć ich szczególną skuteczność, gdy na praktycznie identyczne wabiki innych firm brań miałem znacznie mniej [piszę to na podstawie doświadczeń z 2017r, gdy klenie łowiłem jesienią masowo]. Innymi słowy mamy w rękach unikatową i niepowtarzalną przynętę. Zarazem prostą i nie wydumaną, budzącą ufność ryb.

Jak napisałem wyżej – dla mnie to wabiki stworzone wręcz do łowienia UL w jego najlżejszych wersjach, ale spokojnie można je zbroić bardzo konwencjonalnie i łowić na typowe wędki, jakie mamy w naszym posiadaniu, oczywiście bez pójścia w ciężką ekstremę.

Jedna uwaga – gdy poniżej będę pisać o pstrągach, to zawsze będę myśleć o rybach dzikich/zdziczałych, a nie o wczoraj wpuszczonych „głupkach”, które rzucają się na wszystko i zawsze, i będzie dotyczyć to małych rzeczek o nizinnym charakterze.

Prezentacje zacznę od najmniejszych ripperków jakie ja w życiu widziałem. Śmiem twierdzić, iż są to najmniejsze wabiki na świecie tego rodzaju. Nie chodzi jednak o puste licytowanie się w materii rozmiaru wabika.

(fot. A.K.)

O ile rybki Minimaster i Micromaster mają jeszcze tu i ówdzie swoje wielkościowe odpowiedniki, to już czegoś takiego jak Nanomaster nie spotkałem. Ponieważ prototypy najmniejszego modelu miałem chyba od końca lata zeszłego roku, nie połowiłem nim za wiele. Są to na bank wabiki rewolucyjne na płocie i wzdręgi w przypadku, gdy woda już ciut się ogrzeje [kwiecień], co z dużym prawdopodobieństwem pokażę w tym sezonie. Oczywiście nie można ich zakładać na typowe główki jigowe, bo albo zniszczymy wabik, albo go unieruchomimy, totalnie usztywniając. Najlepiej stosować je na małych muchowych bezzadziorowych haczykach z główkami wolframowymi. No i oczywiście jeśli żyłka to raczej nic więcej niż 0,12mm. Sam będę stosować  jednak plecionkę 0,04mm. Zresztą wzdręgi brały mi na Nanomastery  jeszcze w listopadzie zeszłego roku, tyle, że ryby były już niezbyt szybkie i lepiej sprawdzały się wabiki pełzające po dnie. Bardzo żałuję, że nie miałem ich już w lipcu, gdyż stanowiłyby prawdopodobnie ogromną konkurencję dla smużaków, prowadzone tuż pod powierzchnią. Cóż – przekonam się o tym w tym sezonie i coś mi mówi, że będzie co pokazać. „Nanosy” mogą okazać się świetnym okoniowym wabikiem w określonych sytuacjach [pierwsze dni masowego wylęgu narybku w danej wodzie], oraz na bardzo grymaszące pstrągi, jeśli ktoś nie bardzo lubi dłubać robactwem w dnie, tylko ściągać wabik w błystkowo – woblerowym stylu. W tak konwencjonalnym ujęciu może to  być także zabójcza przynęta na grube wiosenne i jesienne jazie, dość sceptycznie patrzące nawet na naprawdę niewielkie przynęty.

Minimastery znakomicie sprawdzały mi się w 2016r na pstrągach, na Rudawie – fakt, że przy tym gatunku nie był to wabik na który dało się wyjąć kilkadziesiąt ryb, ale miarowe kropki wydobywałem nimi na kompletnie bezpłciowych i płytkich łowiskach, gdy po pierwsze szybsi wędkarze zajęli już lepsze odcinki, po drugie – nie miałem ochoty i możliwości na jakieś spławy wabika a`la nimfa, tylko prosto – rzucałem sobie pod prąd i zwijałem szybko pod powierzchnią. Jedynymi zaczepami okazywały się być ryby.

Microlarvae jętka

(fot. A.K.)

Z tym wabikiem mam o tyle kłopot, że ze wszystkich gumek Fishchaser, używałem ich najmniej. Na tle innych wabików producenta wypadają w moich rękach ciut słabiej, ale mam je zawsze przy najlżejszym łowieniu, gdyż mam wrażenie, że nie trafiłem jeszcze na sposób ich prezentacji [myślę o kleniach, czy świnkach]. Co innego pstrągi – jętki te prowadzone na główkach 0,3 – 0,5g były rewelacyjne. Najczęściej rzucałem je idąc wodą pod prąd w głębokie zastoiska i pozwalałem na prawie luźnej lince [zazwyczaj plecionce] albo ślimaczo toczyć się po dnie w moją stronę, albo krążyć swobodnie po zastoisku. Działało o każdej porze dnia i porze roku, oszukując relatywnie duże ryby dla danej wody. Nigdy nie próbowałem łowić na nie pstrągów w większych typowo górskich rzekach, gdyż niezmiernie rzadko jestem nad takimi odcinkami, gdzie te ryby żyją i wolno łowić na spinning. Odnośnie wzdręg, płoci, leszczy, krąpi, linów, karasi wabik ten ma tę przewagę nad większymi gumkami w tym stylu, że mały rozmiar w zasadzie nie stwarza trudności w zasysaniu przynęty przez niemrawe ryby w zimnej porze roku. Minusem jest mała waga, [a trudno je dopalić większym obciążeniem, bo nie będą zachowywać się naturalnie], więc sprawdzają się gdy do ryb nie trzeba daleko rzucać.

W przypadku kleni – bo to ostatni gatunek, któremu poświęciłem więcej czasu z tymi wabikami, bywało różnie. Mam wrażenie, iż późną jesienią kleń zwraca uwagę na ciut większe kąski. W każdym razie podobnie jak niżej prezentowane chruściki, musiał to być „ten” dzień. Obecne larwy są ciut większe niż pierwowzory i moim zdaniem to znakomite posunięcie.

Microlarvae chruścik

(fot. A.K.)

Już im kiedyś wystawiłem tak świetną opinię, iż nie chcę się powtarzać. Powiem tylko, że to przynęta wybitna, ale w dni gdy ryby z jakichś powodów niekoniecznie mocno żerują, albo interesuje je drobny pokarm. Żałuję tylko, że nie dane mi było sprawdzić nowych wersji kolorystycznych [myślę o tych krwisto-czerwono-czarnych, co zdjęcie nie do końca oddaje] na pstrągach, które „wyparowały”…  Dla kropkowańców zbroiłem je w główki 0,5 – 1g; na klenie 0,3- 0,5g. Jak napisałem –  w te szczególne dni – istny, jako to mówią – ogień.

Microlarvae widelnica

(fot. A.K.)

Dla mnie w subtelnych, ciemnych kolorach na czele z fioletem – kleniowy killer jeśli te ryby żyją w danej wodzie stojącej. Są bardzo delikatne, ale dość długie i spokojnie można je założyć na główki i 5g z większym hakiem, choć moim zdaniem to trochę obniży ich fantastyczne zachowania w wodzie. Niedowiarkom proponuje lekko [0,5 – 0,8g] uzbroić tę gumkę w krótki haczyk i położyć na stromym pniu zatopionym w wodzie. Popatrzcie, jak to się zsuwa w toń, a potem spada na dno i jeszcze grzebie łapami. Ja tym [i wcześniejszymi ważkami] po prostu rzucam i czekam. Ryby zasysają bezkrytycznie [klenie, wzdręgi]. Pstrągów nie łowiłem, bo mi było szkoda gumek – nie mam wątpliwości, że zadziałają. Przynęta to większa i łatwiej wpada w oko linom, karpiom, okoniom czy karasiom. Trzeba tylko bardzo, bardzo spokojnie animować jej ruchy.  Dla cierpliwych, ale bardzo skuteczne.

Pijawka i mikropijawka

(fot. A.K.)

Dla mnie po prostu „glizda”. Tymi większymi łowiłem niewiele i tylko pstrągi. Wyniki fajne, jak na krakowską pstrągową lipę w małych rzeczkach. Uważam, że to wabik zdecydowanie do prowadzenia z nurtem [w toni, lub tuż nad dnem jako pijawka, albo turlany po dnie – dżdżownica].  Ryby słabo na to reagowały tylko w bardzo ciepłe wieczory przy niskiej wodzie, gdy były zainteresowane owadami na powierzchni. Nie łowiłem, ale podejrzewam iż nieźle będzie kusić okonie w chyba każdych warunkach, czy klenie przy brudniejszej wodzie [prowadzona w dryfie po dnie].

(fot. P.N.)

Małych modeli nie miałem okazji jeszcze testować.  Wyglądają bardzo obiecującą, ale to już wielkość, a raczej małość wabika dla koneserów finezyjnego łowienia [malutkie główki].

Nie próbowałem, bo nie lubię łowić na trok boczny, ale obie wersje wielkościowe na bank dadzą radę – myślę, że zbrojenie ich w pół, da świetne efekty jeśli idzie o ruch przynęty, szczególnie w wodach lub miejscach bardzo wolno płynących.

Na koniec absolutna nowinka – Drago worm.

(fot. A.K.)

Robala tego używałem słownie raz, nie ukrywam, że w dniu gdy ryby brały bardzo dobrze. Nie mniej w przypadku okoni był to wabik dnia – jedyny, jakim się seryjnie i nie przypadkowo interesowały; dla kleni po urwaniu ostatniej ważki, największy model też był zjadliwy. Są trzy wielkości [na fotce najmniejsza i największa], które spokojnie zainteresują poza sprawdzonymi już dwoma gatunkami, ryby takie jak wzdręgi, liny, karpie, oraz pstrągi. Nie mam pojęcia jak zareagują na nie płocie, które spinningowo są trochę nieprzewidywalne i wg mnie znacznie bardziej wybredne niż krasnopiórki. Zwróćcie uwagę na kolorystykę – często przedostatni segment [czasem 2-3] ma jaśniejszą i zarazem matową barwę niż całość. Daje to świetne efekty wizualne przy animacji wabika. Ja zakładałem je na bardzo lekkie główki, nie mniej przy głębszej wodzie, prądach wodnych mogą być wyraźnie cięższe, byle krótkie.

(fot. A.K.)

Jakiekolwiek usztywnienie korpusu jest na pewno stratą atutów tego wabika, gdzie korpus zgina się jakby samodzielnie, faluje i drga. Na pewniaki do tej przynęty: dla kleni polecałbym największe wersje w ciemnych barwach, na wzdręgi najmniejsze i średnie wersje z fioletem i czerwienią na czele, a na pstrągi każdy rozmiar i kolor w zależności od pory roku i warunków wodno-termicznych.

Jestem pewien, iż będę mieć z tymi przynętami sporo świetnych dni w nadchodzącym sezonie.

6 myśli nt. „Fishchaser – nowa odsłona

  1. Miałem okazję testować wszystkie miękkie przynęty Pawła i wszystkie są super (a jestem bardzo wymagający jeśli chodzi o przynęty i to, jak mają się w wodzie zachowywać).

    Dla mnie absolutnym hitem jest larwa widelnicy, która w wodzie zachowuje się wspaniale i porusza się jak żywy organizm, i to nawet wtedy gdy nie nadajemy jej żadnych ruchów. Dodatkowo bardzo ciekawa jest ich kolorystyka.

    Pzdr-Krzysiek

  2. Brakuje larwy chruścika w kolorze białym lub mleczno białym. W wodach dominują lawy chruścika w kolorze zielonym, żółtym, jasnozielonym.Widziałem larwy chruścika w kolorze białym. Kolor fiolet i czerwony to na pstrągi tęczowe. Widziałem larwy chruścika firmy Perchik, które w rzeczywistości larwami chruścika są tylko z nazwy , nie z wyglądu, w rzeczywistości imitują larwę żylenicy. Przynęty te wymagają drobnej przeróbki i drobnego pomalowania by przypominały larwy chruścika. Znam strumyk , gdzie jest od zatrzęsienia chruścika w domkach.

  3. Oglądałem stronkę, fajniutka. Na pewno przed ligą coś kupię. W kilku miejscach brakuje mi podania wymiarów przynęt, tam gdzie jest tylko jeden rozmiar, np. w przypadku Micromastera. Przydałby się też kolor mix, 10/20 sztuk w różnych kolorach w jednym rozmiarze. 10 sztuk w jednym rozmiarze i tym samym kolorze to dla mnie za dużo. Ogólnie świetna propozycja. Dobrze że na nią trafiłem przed zakupem foxrage arrowfishy waterkingów fishupów i innych 🙂

    • Dzięki serdeczne za wszelkie komentarze dotyczące strony. Sklep ma zaledwie dwa tygodnie, więc pewnie jeszcze coś „wyskoczy” a my będziemy udoskonalać, kombinować, tak żeby było ładnie, łatwo i przyjemnie 🙂 Rozmiar Micromastera został uzupełniony w części opisowej produktu. Standardowo rozmiarówkę można też znaleźć w sekcji informacje dodatkowe. Większośc przynęt pakujemy po 5 szt, resztę w opakowania 10 szt. „Mixy” zapewne się pojawią za jakiś czas, będą też serie limitowane i inne niespodzianki, wszystko jednak po kolei. Jak mawiał klasyk ” krok po kroku” 🙂 Powodzenia w Lidze!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *