Sowa

Miejscówka na odludziu darzy. Dzieje się w temacie większych gatunków tyle, ile nie doświadczyłem przez ostatnie 5-6 lat.  Z efektami różnie. Śmieję się i złoszczę równocześnie, bo sandacze jakby wiedziały, kiedy przyjeżdżam ze sprzętem na nie. Tak, dobrze myślicie – ani myślą się pokazać. Jak mam sprzęt nie tyle za słaby, co za miękki, to biorą. I spadają, nie zacinają się...Wygrywają na razie 5:0. Liczę ryby, które widziałem. Najmniejszy, zresztą ostatni jaki spadł, miał minimum 65cm. Pozostałe były większe. Kilku ryb nie zidentyfikowałem. Jak na 9 wyjazdów, to chyba niezły wynik? [myślę o ilości kontaktów] Mam już duży podbierak i odkąd go taszczę ze sobą, ani większego bolenia i tylko jeden spad większego sandacza. Wciąż czeka na chrzest 🙂 Tylko raz zdarzyło się, że nie miałem dosłownego kontaktu z czymś dużym [najczęściej bolenie]. W każdym razie jak jest słabszy dzień, to chce się tu być, gdyż te ryby, spore Czytaj więcej [...]

Liga spinningowo – muchowa 2018. VI tura- Raba

Zastanawiałem się, co napisać o naszej ostatniej, VI już w tym roku turze ligi, która odbyła się na Rabie między Gdowem, a Książnicami? Co napisać, żeby nie wyszło za bardzo malkontencko? Ale i tak wyjdzie. Są takie wody nad którymi zdarza mi się stanąć, popatrzeć i wiem, że nic tu po mnie. To rzadkie sytuacje, ale Raba zalicza się do tych łowisk. Dla mnie jest to łowisko sztuczne, gdyż – mam na myśli fragment, na którym rozgrywaliśmy całą zabawę – istnieje wyłącznie dzięki wyżej funkcjonującemu odcinkowi no kill. Gdyby nie relatywnie częste i obfite zarybienia, i troska strażników, to na wiele nie możnaby liczyć. A i tak cudów nie ma. Pomijając kwestię lipy z rybami, mnie najbardziej odpycha wygląd rzeki: nawet, jak czysta, to ma taki „nieżywy” sino – błękitny kolorek, czystego kamienia nie uświadczy, za to wszędzie rudo – zgniłozielone farfocle glonów i to co mnie przeraża – dno wyglądające jakby na nie narobił jakiś Czytaj więcej [...]

Nieplanowana noc

Tym razem będzie trochę dłuższy wstęp z krótką relacją. Muszę się jeszcze spakować na jutrzejszą turę ligi i obmyślić jakiś sensowny plan. Jadę bez treningu. Ale do rzeczy. Miejscówka, gdzie ostatnio złowiłem klenia życia [jak na razie], darzy nieobliczalnie, ale na ogół obficie.  Średnią wyjazdów mam taką, że zacząłem porównywać wyniki z poprzednich lat i ostatnim razem było tak fajnie…9 lat temu. Różnica teraz taka, że niestety w jedną stronę muszę jechać ponad 120km, a wtedy jechałem 25km… Choć teraz jest o tyle lepiej, że mam kontakty ze wszystkimi chyba wiślanymi rybami. No, nie złowiłem jeszcze brzany, ale to raczej tylko kwestia czasu.  Powiem tak: mam styczność z na tyle dużymi rybami, że nie schodzę w opcji „kompromisowej” poniżej żyłki 0,20mm, co i tak jak na tę miejscówkę jest poważnym ryzykiem, choć na razie z tego powodu nie płakałem. Zestaw „kompromisowy”  jest takim właśnie bardzo zgniłym kompromisem, Czytaj więcej [...]

Grubas

To niewiarygodne, ale nawet w naszych realiach są jeszcze miejsca, odosobnione enklawy, gdzie ryby, duże ryby po prostu są. Trzeba tylko masę czasu poświęcić na ich znalezienie no i mieć przy tym trochę szczęścia plus odrobinę doświadczenia. W miejscach tych nie ma problemu z porą dnia, fazą księżyca, czy stanem wody – czynniki te jeśli nawet oddziałują, to i tak zawsze coś się dzieje. Powód jest prosty: miejscówek nie nawiedza banda kretynów, którzy z całego sprzętu najpierw montują siatkę na ryby. Okazuje się iż nawet jeśli taka miejscówka jest dosłownie miejscówką i łowi na niej kilka osób, tak, że w zasadzie codziennie ktoś jest, ryby jednak biorą. Bo są. Ostatnio wręcz pokłóciłem się z jednym człowiekiem, który przyszedł na zarząd koła, a problem miał charakter kwestii ochrony stawu, gdzie ryby są de facto wpuszczane po to, by je złowić, zabić i zjeść. I ja to rozumiem. Nie rozumiem natomiast, dlaczego mam poświęcać czas Czytaj więcej [...]