Jak w dżungli

Jak sobie postanowiłem, powoli przepraszam się z Wisłą, a tak naprawdę poznaję tę podkrakowską. Choć czasem się zastanawiam, czy to już nie tarnowska. Pewnie bym nie bił tyle kilometrów jakby nie wyniki.  Naprawdę fajne. Cieszy mnie, że mam dużo brań, coraz więcej ryb wyjmuję. Najbardziej motywuje fakt, iż wiele dużych ryb zwyczajnie widzę. Czy to oznacza, iż Wisła jest rybna? Nie, nie jest.  W normalnym państwie, gdzie zupełnie inaczej traktuje się ryby, wody, czy wędkarstwo w ogóle, w takiej rzece w każdym miejscu przy ciepłej porze roku, na byle co łowiło by się klenie 30 – 40cm, czy małe bolenie. Dopiero za dużym trzeba by się trochę nachodzić.  Nad Wisłą jest inaczej: ryby są skupione w miejscówkach, ewentualnie niedługich odcinkach. Trzeba je znaleźć i co jest oczywistością – te z łatwym dojazdem są tak zmasakrowane przez mięsiarzy, że na ogół łowi się ostatnie pojedyncze sztuki. Albo jak coś nowego przypłynie. Ostatnia Czytaj więcej [...]

Żyłka vs plecionka

Zbierałem się do napisania tego tekstu dwa lata. Jakoś nie mogłem sam siebie przekonać, że warto. Wszak napisano o tym chyba wszystko, co można. Szalę przeważyło spotkanie z Krzyśkiem – pozdrawiam przy okazji. Tematem łowienia były krasnopióry, ale jakoś potem zeszło na używanie plecionki i płynące stąd korzyści. Zacząłem się potem zastanawiać i stwierdziłem, że mimo wszystko w różnych opracowaniach parę detali umknęło. Dlatego poniżej zwrócę uwagę na kwestie już nieraz opisywane, aczkolwiek często w innym ujęciu, oraz kilka szczegółów rzadziej lub wcale nie rozważanych. Odnośnie plecionek skoncentruję się na cieńszych linkach, gdyż z grubymi to w ogóle nie mam jak na razie wiele wspólnego. Będą to oczywiście moje subiektywne spostrzeżenie i nie twierdzę, że jedyne słuszne. Wszak już kiedyś, akurat wtedy, to w przypadku wędek napisałem coś w stylu: kij trzeba też dopasować do swojego temperamentu, a nie tylko do tego, co, Czytaj więcej [...]

Liga spinningowo – muchowa 2018. V tura- Wisła

Nadal nie jestem w stanie zrozumieć kleni z Wisły poniżej Krakowa.  Ostatnie wyprawy przyjąłem już z pełną pokorą i uświadomieniem sobie, że albo nie umiem, albo żyję mitem Wisły sprzed 20 lat gdy zaczynałem. Nie chodzi mi o to, że wtedy było znacznie więcej ryb [naprawdę dużo więcej]. Chodzi mi o to, gdzie te ryby się łowiło. Fakt, że ja pewnie 99% wyjazdów nad Królową miałem na odcinki z pogranicza okręgów krakowskiego i katowickiego. I nie wiem czy uwierzycie ale ryby [średnie i duże] stały w książkowych miejscach. Samotny cypel, szumnie nazywany u nas główką – trafiając na coś takiego nigdzie się nie szło. Spokojnie można było tam stać/siedzieć i pół dnia. Kilkanaście kleni około 40cm,czasem jakiś boleń średniak i tabuny, tabuny okoni po 20-25cm.  Rafa – dla mnie rafa to żwirowisko z większymi, luźno leżącymi kamieniami nad którymi płynie mało wody, lub wręcz ta się sączy między większymi głazami No więc rafa Czytaj więcej [...]

Z jednej – trzy

Od czasu do czasu łamie mi się jakiś kij. Najczęściej przez moją nonszalancję, rzadziej przez jakąś tam rutynę i chwilowy brak ostrożności.  Najrzadziej przez urazy blanku, które przy intensywnej eksploatacji są nie do uniknięcia. Tak też było z kijkiem Jaala. Chyba trzy lata temu napisałem jego krótka recenzję.  Z perspektywy czterech sezonów podtrzymuję moją dość entuzjastyczną opinię tego produktu [biorąc pod uwagę jakość do naprawdę niskiej ceny], pod warunkiem jednak, że łowić będziemy głównie okonie. Jaala w moim odbiorze jest zrobiona z jakiegoś  tworzywa, lub mieszanki materiałów innych,  niż wszystkie moje kije. Objawia się to nieco nadmierną „gumowatością” wędki i mimo, iż w ręce, na sucho sprawia wrażenie kijka dość szybkiego, to jest to patyk dość wolny. A ma tylko nieco, nad 2m. Dlatego też na pstrągach, na które ją kupiłem nie sprawdza się aż tak dobrze, ale na małe ryby [do 40cm] i przynęty inne niż woblery Czytaj więcej [...]