Można…

Jestem świeżo po walnym zebraniu koła, do którego należę. Kolejny raz utwierdziłem się w tym, iż warto było powalczyć ze starym, betonowym zarządem trzy lata temu. Wszystko, co poniżej nie będzie jakimś hura optymistycznym tekstem,  ani naiwnym peanem o tym, jak jest super. Ja nadal jestem ogromnym sceptykiem odnośnie PZW w kształcie i działaniach jakie ma. Nie mniej na ile czas pozwala, angażuję się w działalność mojego koła, gdyż widzę efekty i mam chyba nie ułudne poczucie realnego wpływu na choćby najbliższe wody.

Wpis ten zamieszczam z kilku powodów:

– by dać nadzieję wątpiącym, iż  można zmienić nawet najbardziej zaskorupiały zarząd, tkwiący mentalnie w latach 70-ych

– uświadomić, że najbardziej śmiały wniosek można przeforsować, byle go sensownie uargumentować i nie bać się tego przedstawić ogółowi

– kształt koła, okręgu, wreszcie całego PZW jest zależny od ludzi zarządzających na danym szczeblu, gdyż to oni są w stanie namówić  do swojej wizji pozostałych, lub wręcz ją narzucić

Tu, żeby ktoś nie miał złudzeń – zarząd koła w którym jestem to przekrój ludzi bardzo różniących się wizją wędkarstwa czy kierunkiem w którym ono powinno zmierzać. Często są to różnice, mam wrażenie, trudne do pogodzenia. Staramy się jednak nie koncentrować na nich, a bardziej, na tym co nas łączy. A tu w sposób wg mnie naturalny ukształtowały się dwie drogi działania:

– dotyczące polityki łowisk specjalnych koła, gdzie wpuszcza się ryby głównie aby je zabrać, wyłowić i zjeść

– podejścia do łowisk ogólnodostępnych, szczególnie rzek, gdzie lansujemy daleko większą powściągliwość, co do zabierania ryb

Oczywiście przytłaczająca większość ludzi w kole zabiera ryby, mam wrażenie, że zawsze, gdy jest okazja. Nie mniej jest coraz więcej  osób, które odchodzą od tego. Część, chyba trochę nieszczerze, bardziej aby być  „trendy” [ale dobre i to], a cześć jakby przekonała się, uwierzyła, że to najtańszy i zarazem pewny sposób na pełne wody i udane wypady nad nie.

Nie będę opisywać tu całego, formalnego przebiegu wszystkich punktów spotkania, które miałem zresztą okazję poprowadzić, choć pochwalę się iż mamy w kole „podlodowego” mistrza okręgu i spławikowego mistrza okręgu, mamy najbardziej aktywną ekipę SSR w okręgu, a bawiący się w ligę spinningowo-muchową Wojtek, jest w ścisłym gronie osób z komórki ds. ochrony wód, stworzonej przy Zarządzie Głównym PZW.

Skoncentruję się jednak na punkcie „wolne wnioski”. To jest ten czas na walnym zebraniu, gdy każdy może złożyć swoją propozycję, dotyczącą chyba wszystkich płaszczyzn związanych z wędkowaniem. Te wnioski spisuje wybrana wcześniej komisja uchwał i wniosków;  po zebraniu wszystkich propozycji, odczytuje je po kolei i każda  jest poddawana głosowaniu.

Dla ludzi z kół „zabetonowanych”, przebieg i wynik dzisiejszych głosowań w moim kole byłby czymś niezwykłym. By mieć punkt odniesienia powiem, że frekwencja wyniosła 17% [42 osoby],czyli znacznie mniej niż w latach poprzednich [zazwyczaj 25%]. Spadek tej wartości wynika najzwyczajniej z tego, iż do naszego koła ciągle zapisują się nowe osoby, które przenoszą się do nas [często mając znaczne odległości do pokonania], ale zachęca je do tego względnie szybka obsługa, znacznie mniejsze kolejki i  – nie mam wątpliwości – inna atmosfera. Jakby ją nazwać? – bardziej otwarta na różne poglądy w temacie ryb. Poza tym, jeśli ktoś lubi rywalizację, to poziom organizacji i rozmach zawodów w moim kole jest naprawdę imponujący.

Jak wyglądały więc głosowania nad poszczególnymi wnioskami? Pominę te niekontrowersyjne, które siłą rzeczy nie wzbudziły emocji.

Zacznę od spławikowego mistrza okręgu – Sławka Radzika, który złożył wniosek, aby Zarząd Okręgu wprowadził osobną, obniżoną składkę dla łowiących w formule C&R, podobnie jak ma to miejsce w okręgu Zamość. Uczciwie powiem, że byłem zaskoczony, gdyż sam chciałem taki wniosek złożyć, ale mi umknęło i na mojej liście propozycji, nie figurował. Nie zdążyłem zapisać stosunku głosów [były dość liczne głosy wstrzymujące się i kilka przeciwnych], ale wniosek przeszedł! Przed  Panem Sławkiem chylę czoła w imieniu wszystkich wypuszczających ryby.

Następnie szef naszych strażników – Wojtek – złożył wniosek o przedłużenie odcinka no kill na Krzeszówce, do mostu przy trasie nr 79 [Kraków – Trzebinia]. Wniosek przeszedł stosunkiem głosów: 37 za, 4 przeciw i 1 głos wstrzymujący się.  „Mięsnym” nie tłumaczę, ale sceptykom powiem tylko, że wg info od blisko 50 wędkarzy, którzy zaczęli sezon 1 lutego 2018 na pstrągach w naszym okręgu, tylko na Rabie i Rudawie/Krzeszówce ludzie połowili, w najgorszym wypadku ilościowo. Pozostałe rzeczki Okręgu Kraków to ZERO, albo pojedyncze rybki [nie mam info z nad Szreniawy, wiec tu nie zabieram głosu]. Poza tym w sposób nie wprost odpowiem, dlaczego odcinki C&R mają sens, o ile są pilnowane. Zauważono, że mamy największą ilość patroli  SSR w okręgu. Zauważono jednak, iż jak na taką liczbę, jest bardzo mała wykrywalność naruszeń regulaminu. Tylko ja teraz zapytam: czego będą szukać nad wodą ludzie, naginający bądź nie respektujący zasad połowu, skoro od stycznia widzą nad rzeką patrole SSR, pomaga na danym terenie straż miejska i policja? Nasz no kill tylko 1 lutego dał ośmiu osobom…52 pstrągi [do 32cm, by być tu krytycznym].

Przy tym wniosku prezes Zarządu Okręgu – Pan Fornalik – jeszcze przed głosowaniem zapewnił, iż daje 99%, że to wydłużenie odcinka mamy uznane. M. in. w świetle działań, jakie udaje nam się tu realizować [także sprzątanie Krzeszówki, Rudawy i ich dorzecza].

Następne wnioski były spod mojego pióra, ale nie mam wątpliwości iż po myśli wielu wędkujących.

Pierwsza propozycja dotyczyła kwestii zintensyfikowania działań na rzecz dopuszczenia dla wędkarzy zbiornika w Dobczycach na Rabie. Pomysł przeszedł oczywiście jednogłośnie. Wprawdzie prezes Fornalik powiedział, że od września 2018r nic tu nowego nie pojawiło się na horyzoncie. Mnie zastanawia kwestia bierności wędkujących: woda odgórnie zakazana dla wędkarzy znika z ich horyzontów. Nie zadają pytań dlaczego? Od ośmiu lat stawiam ten wniosek, zwracając uwagę iż jesteśmy JEDYNYM okręgiem w Polsce, mającym taki zbiornik na swoim terenie i zarazem zakazane z niego korzystanie…

Podobnie, za ponownym dopuszczeniem do wędkowania rzeczek dorzecza Krzeszówki i Rudawy [Filipówki, Dulówki i Racławki] wszyscy głosowali jednogłośnie za.

Odnośnie zintensyfikowania działań na rzecz eliminowania kormoranów było porównywalnie. Wniosek przeszedł wynikiem 39 za, przy 3 głosach wstrzymujących się [nasze panie stwierdziły, że nie można wszystkiego wystrzelać]. Składam to na karb nieznajomości realiów. Po pierwsze nie chodzi o to, by wystrzelać wszystkie, albo choćby połowę. Problemem jest całkowite zachwianie równowagi między ilością tych ptaków, a zasobami wód. Skoro człowiek do tego dopuścił, to będąc nastawionym naprawdę proekologicznie do życia, uważam że ingerencja jest niezbędna. Jeszcze z końcem lat 70 -ych, było wg oficjalnych wyliczeń około 300-400 par tych ptaków na terenie…całej  Polski. Obecnie ocenia się iż w rejonie Krakowa [nie wiem jaki dokładnie obszar autorzy danych mieli na myśli], jest około 4 tys. tych żarłocznych ptaków [dzienne spożycie ryb sami ornitolodzy szacują w zależności od źródeł na 0,25kg do 0,5kg/dobę/sztukę.]

Następnie pod głosowanie poddano pomysł, obowiązku posiadania podbieraka, przez każdego łowiącego na wszystkich wodach „górskich”.  Temat zyskał aprobatę przy jednym głosie wstrzymującym się.

Dalej już było trochę trudniej. Zaproponowałem, rozważenie na wodach „górskich”, wprowadzenia obowiązku zbrojenia przynęt spinningowych wyłącznie w haki o pojedynczym ostrzu [zakaz zbrojenia w kotwice]. Za było 33, a 9 się wstrzymało.

I pozostały dwa najbardziej drażliwe zagadnienia.

Najpierw temat górnych wymiarów ochronnych dla wszystkich drapieżników, przy czym dla pstrąga potokowego sugerowano 45cm, a dla okonia 35cm. Za głosowało 35 zebranych, 6 się wstrzymało i jeden był przeciw. Zgłaszam ten wniosek od chyba pięciu lat. Jak na razie nasz okręg pod tym względem, powoli będzie w tej niechwalebnej mniejszości, bo zarządy innych okręgów postanowiły chronić największe szczupaki, bolenie, sumy, pstrągi czy okonie, a nie tylko sandacze i karpie, jak to jest u nas.

Kolejną propozycją, która wg mojej wiedzy pozytywnie już została zatwierdzona w kole, w Dobczycach, było wprowadzenie na okres dwóch lat całkowitego zakazu zabierania pstrąga potokowego. Chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego. W tym przypadku wniosek ten poparło 35 kolegów, przy pięciu wstrzymujących się i dwóch przeciw.

Jak widzicie wszystkie wnioski przeszły. Przy kilku było trochę tłumaczenia. Ale się dało.

Mam świadomość, iż teraz wszystko w rękach Zarządu Okręgu, ale wyobraźcie sobie, że w Okręgu Kraków podobne wnioski są pozytywnie zaaprobowane w kolejnych, powiedzmy – pięciu innych kołach… Wprowadzenie powyższych wytycznych po najdalej 2-3 sezonach diametralnie zmieniłoby obraz/stan naszych wód. Wyczynem byłoby złowienie metrowego szczupaka, a nie miarowego, celowałoby się w bolenie 80-ki jakby ktoś chciał się wykazać, a nie jak dziś  – cokolwiek 70+ budzi już uznanie [skąd inąd słuszne, bo to już duży boleń], pstrąg 40cm byłby standardem, a nie jak dziś [poza Rabą] – rzadkością.

Ja wprawdzie nie mam złudzeń, iż jakaś radykalna zmiana kierunków działań PZW  jest możliwa bez totalnej rewolucji na polskiej scenie politycznej, ale lokalnie coś tam można ugrać. I póki będę odczuwać tego pozytywne skutki, głównie w najbliższej mi okolicy, to będzie mi się chciało. Zachęcam innych by zebrać „pakę” i zmieniać, a przynajmniej postraszyć starsze pokolenie, które wg mnie nic nie zmieni, gdyż za bardzo przywykło do realiów w których żyło pół wieku z hakiem.

3 myśli nt. „Można…

  1. Fajnie Adam ze ludzie doceniaja Twoja prace i głosują za Twoimi projektami. Mam nadzieje ze wniosek Twojego kolegi Wojtka z przedłużeniem odcinka do mostu przejdzie, bo powino tak być już za pierwszym razem ustalania tego odcinka.

  2. Adamie, co do kormoranów, to nad Skawinką i Wisłą od kilku dobrych lat widuję ich po kilkadziesiąt sztuk. I też chętnie bym ich się pozbył. Trzeba się pozbyć tego czarnego dziadostwa jak najszybciej…

    • No to przebiję wynik: pod progiem Przewóz [Kujawy] w listopadzie 2016 doliczyłem do 150 i już mi się myliło w oczach. Stado miało jakieś 200 szt. a ryby wyskakiwały na żwirową łachę, jak kilkadziesiąt sztuk na raz płynęło do brzegu taką tyralierą. Niby zwierzaki i taka ich natura, ale przez chwile marzyłem żeby mieć tam jakiś ckm…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *