Przynęty Fishchaser – polecam

W połowie minionego sezonu napisałem, że zanosi się w moim wypadku na najsłabszy rok od kilkunastu lat. Potwierdzam to już perspektywy całego, minionego sezonu. W zasadzie tylko sam start i końcówkę 2017 miałem taką jak zazwyczaj.  Poza tym zawiodło wszystko: jazie tak wiosną, jak i jesienią, nie do końca udany powrót do wiślanych boleni, choć tu chyba sam siebie przekonałem, że faktycznie wcale nie tak trudno je łowić w bardzo późnej porze roku [gdybym znał lepiej wodę, to  pewnie bym jednak zapomniał o kleniach z podgórskich starorzeczy]; najsłabiej było jednak w temacie pstrągów, bo nie liczę tegorocznych wpuszczaków, dzikich zaś ryb miałem niewiele.

Głównym powodem powyższego stanu rzeczy było moje nadmierne przywiązanie się do dotychczasowo sprawdzających się wód, odcinków rzek itp. Nie wiem, czy słabsze wyniki wpłynęły na moją statystykę, ale jak nigdy, na nieco ponad 160 ryb wartych odnotowania, 71% z nich złowiłem na przynęty gumowe.  Zazwyczaj gumy w moich rękach faktycznie dawały najwięcej fajnych ryb, ale wynika to zapewne z preferencji łowienia UL, a do tego typu spinningowania, miękkie przynęty są raczej najbardziej efektywne, patrząc w skali wszystkich pór roku. Nie mniej nigdy aż tak mocno się nie zaznaczyły w moim łowieniu.

Był jeszcze drugi powód takiego stanu rzeczy – otrzymywałem od Pawła Nowaka przez cały sezon, co jakiś czas, coraz to nowsze przynęty jego produkcji. Przy czym ja mam tak: z dużą wdzięcznością przyjmuję takie niespodzianki, aczkolwiek nie łowię nimi na siłę, by sobie, czy komuś tam udowodnić, iż są skuteczne. Każdą z takich nadesłanych przynęt stosuję podobnie, jak inne i pozostaję przy nich na dłużej tylko, gdy w danej wodzie, pogodzie, porze roku, na dany gatunek [do wyboru, albo wszystko na raz] – w wyraźny sposób wybijają się.

W tym i w kolejnych dwóch wpisach przedstawię wabiki, które szczególnie w łowieniu UL uważam za jedne z najlepszych z jakimi miałem styczność. Albo jeszcze inaczej: gdybym miał zbudować ranking najlepszych gumowych przynęt do lekkiego łowienia, o możliwie największej uniwersalności, to przynęty Pawła postawiłbym w jednym rzędzie wraz z trzema innymi, wielkoseryjnymi już szyldami bez wskazania tej najlepszej.

To, co wg mnie wyróżnia prezentowane tu przynęty, to:

–  niepowtarzalność niektórych wzorów

– dosłownie nieskończona paleta kolorów i ich odcieni, choć w tym  przypadku, ja jestem bardzo umiarkowany

– niesamowita wręcz dbałość o detale, tak kolorystyczne, jak i „fizjologiczne”  [łapki, czułki, tchawki, faktura powierzchni, czy nawet stawy w odnóżach]

Współautorem tego, cieszącego ludzkie oczy i [na sekundę] rybie podniebienia produktu, jest żona producenta, będąca plastykiem. Estetyka wykonania jest tym, co przekonuje większość łowiących i sam do tej grupy należę, a gdy i ryby reagują bardzo pozytywnie, to czego jeszcze chcieć…

Trochę danych warsztatowych.

Odlane z dodatkami pyłów perłowych. Nawet czarne nie są do końca czarne tylko dają fajne refleksy. Dość trudno zrobić im ostre zbliżenie zwykłym aparatem, szczególnie przy anemicznym świetle. Część gum malowana acetonowymi farbami, które specyficznie rozchodzą się w plastisolu – one z czasem trochę ciemnieją, ale dają niezły efekt. Widać starania, żeby kolory były inne od tych, jakie można standardowo nabyć w sklepach. Niektóre gumy odlewane  z plastisolu z dodatkiem mikrobalonu. Nie są tak trwałe i nie da się zrobić kolorów transparentnych, ale  pływają i nadają się pod czeburaszkę i inne zastosowania „pływaków” –  we wszystkich gumach można osiągnąć różne stopnie miękkości w zależności od proporcji plastyfikatorów.

Posegregowałem miękkie przynęty Fishchaser na pięć grup, z których poniżej zaprezentuję trzy. Tu podzielę się swoimi spostrzeżeniami odnośnie wabików naśladujących, a w zasadzie będącymi wiernymi replikami larw jętek, ważek, widelnic itp. oragznizmów.

Zacznę od najmniejszych z nich. Larwy jętkopodobne.

(fot. A.K.)

Sprawiają wrażenie niezwykle delikatnych. Są jednak trwałe jak na takie małe kawałki miękkiego tworzywa. Jedyne czego nie lubią, to zmian główek. Dlatego dobrze mieć więcej takich przynęt na różnych gramaturach. Przy rybach bardziej temperamentnych [pstrąg, okoń], lepiej je dokleić do główki. Widziałem jak jeden wędkarz z niezłym sukcesem łowił na nie z główką 1,5g ale to było w dobrym dniu. Sam raczej nie stosuję cięższych główek niż 1g, a i to wyjątkowo.  Polecam w zestawieniu z najcieńszą plecionką i główkami 0,2 – 0,5g. Mój faworyt jeśli idzie o wczesnowiosenne płocie; znakomite na  pstrągi w cieplejszej porze roku, gdy ze względu na termikę, można bez bólu brodzić i niekoniecznie daleko rzucać.

(fot. A.K.)

Gdy testowałem je wiosną, miałem tylko te szare, najjaśniejsze. Dlatego nie wypowiem się o skuteczności innych barw. Myślę jednak, iż  podobnie jak w przypadku większych modeli, te naturalne chyba są najlepsze o czym niżej.

Jedynie, co mnie zaskoczyło in minus, to późnojesienne klenie: większe ryby jakby tego nie zauważały. Przynęta jest faktycznie filigranowa. Dł. całkowita 27mm, korpusu zaledwie 18mm.

Jej, wg mnie bardziej szlachetną wizualnie odmianą, jest poniższy typ.

(fot. A.K.)

Długość całkowita jeszcze mniejsza, detale dopracowane do granic. Bardzo, bardzo żałowałem, że otrzymałem je, gdy był już okres ochronny pstrąga. Z moich doświadczeń, zaledwie jednosezonowych, polecałbym na płocie, pstrągi, świnki, jelce, okonie, mniejsze jazie i klenie. Nie mam wątpliwości iż zaatakuje to świadomie i skutecznie każdy gatunek krajowych ryb poza może większym szczupakiem, sandaczem i sumem.

Drugi model, jaki chciałem polecić, to larwy ważki.

(fot. A.K.)

Realna wielkość żywych organizmów. 37mm długości całkowitej, 3cm korpus. Łowiłem na nie z dużą skutecznością pstrągi [na główkach 1 – 1,5g i żyłką 0,14mm; koledzy stosowali nawet 0,2mm i główki do 5g – wszystko zależało od typu wody, konieczności dłuższych lub krótszych rzutów i potencjalnej możliwości spotkania z czymś większym],

(fot. A.K.)

oraz klenie [żyłka 0,12mm i główki 0,7 – 1g].

(fot. A.K.)

Generalnie ważki sprawdzają mi się najlepiej w dwóch opcjach:

– z dna, kiedy są nieruchome – ryby wsysają je niewiarygodnie pewnie i zarazem często…niewyczuwalnie; gdy napina się linkę, ułuda zaczepu jest w pierwszej chwili stuprocentowa

– leniwie szybującej nad dywanem roślin wodnych – brania są już zdecydowane, ale w przytłaczającej większości bardzo miękkie

Choć zdarzają się pobicia godne bolenia.

(fot. A.K.)

Z innych ryb, relatywnie często łowiłem świnki i nie miałem ryby mniejszej niż 37cm, tak jakby małe się tym nie interesowały.

(fot. A.K.)

(fot. A.K.)

W zbrojeniu tych gumek ważne by łuk kolankowy haka nie wychodził  poza widoczne zawiązki skrzydeł. W innym wypadku usztywniamy korpus i pozbawiamy odwłok naturalnej pracy. Nie ma się co bać krótkich haczyków, bo naprawdę sporadycznie tylko zdarzają się tu twisterkowo – ripperkowe podskubywania ryb, ostrożnie już nastawionych do tego typu wabików [mowa oczywiście o miejscach z dużą presją].

Larwy te okazały się najlepszym wabikiem na okonki w niewiarygodnie małej rzeczułce, gdzie obok nitkowatych gumek były nie do pobicia.

(fot. A.K.)

Na marginesie dodam, że wielkość tych rybek wynosiła jakieś 300%  tych ze Skawy, Soły…

Co do kolorów: wszelkie odcienie szarości, zieleni i brązów przechodzących jakby w fiolet.

Trzeci typ to już nie  autorski wzór. Także ważka ale niemała. Gdy ostatnio spotkałem nad wodą wędkarza, też łowiącego na gumowe imitacje larw, gdy ją zobaczył, powiedział tylko „ale duża”.  Testowałem je tylko w wodach stojących [starorzecze i duża żwirownia]. Tylko dwa gatunki ryb tym się interesowały ale z zaskakująco dużym powodzeniem.

(fot. A.K.)

Guma tak naprawdę tylko wydaje się spora: ma 5cm długości całkowitej, a korpus  bez tchawek i „czułków” liczy 37mm. Robi wrażenie jednak większej, chyba głównie przez szerokość korpusu.

Już kleń 30cm nie ma żadnych kłopotów, by to wciągnąć, zaś takie 40cm i większe to po niby spokojnym ataku, mają ważkę głęboko w paszczy.

(fot. A.K.)

Ryba ze zdjęcia głównego, połknęła ważkę tak głęboko, że nie miałem sumienia jej mordować, by wpuścić więcej światła już prawie w przełyk, aby mieć zdjęcie.

Podobnie, jak w przypadku modeli poprzednich świetna do niemrawego pełzania po dnie, ale znacznie lepsza od wcześniej prezentowanych do szybowania. Gdy nie przesadzimy z długością haka [powinien dojść najdalej do pierwszych żebrowań korpusu], to przynęty te mają fantastyczny, spokojny ślizg. Tu bez kłopotu da się stosować już linki grubsze i większe obciążenia, choć raczej bym nie przesadzał, szczególnie w zimniej porze roku.

Co do kolorystyki – poza tym, co pisałem wyżej, to w tym modelu rewelacyjnie sprawdził mi się kolor biały.  Szczególnie w głębokich miejscach, albo na granicy dnia i nocy.

(fot. A.K.)

Polubiły go też szczupaki. No właśnie. Ciężko tu coś powiedzieć, bo to zaledwie 6-7 przypadków w dwa tygodnie, ale wszystkie dotyczyły ryb ewidentnie 60+ z czego dwie, które dały się zobaczyć, były już ponad naszą typową średnią, bo bez wątpienia zbliżały się pod 80cm. Także poza jednym, pozostałe skusił ten biały model. Ja jednak twierdzę, że to nieopatrzony wabik, gdyż łowiąc intensywnie także ripperami, zaliczyłem tylko jedną obcinkę i to akurat szczupaka góra 50cm… Wszystkie brania były w przypadku zębaczy, w tym szybującym locie.

Tu sprzedam mały trik, wymagający jednak troszkę zachodu, bo trzeba całość zrobić nad wodą. Korpusy tych ważek są puste. Dobrze zrobić, choćby haczykiem, od strony brzusznej w tyle korpusu – malutką dziurkę. Strzykawką z cieniutką igłą wtłaczamy w korpus wodę do momentu aż zauważymy, że wycieka przez zrobiony wcześniej otworek. Ostrożnie,  by nie wycisnąć wody, zakładamy główkę, możliwie małą. Przynęta leci daleko, a opad wydaje się być …nieskończony. Klenie są w każdym razie bezradne jak na razie:). Jedynym kłopotem bywają tu główki. Trzeba mieć do dyspozycji takie z zadziorami i jak amunicję snajperską  podczas II wojny, trzeba je przeselekcjonować i wybrać te z największymi.

Ja stosowałem krótki, bezzadziorowy haczyk do troka bocznego z szerokim kolankiem i nanizanym na niego wolframowym koralikiem o gramaturze zaledwie 0,2g. W zasadzie był mi potrzebny tylko do tego, by przynęta płynęła naturalnie: brzuch do dna, plecy do powierzchni. Na żyłce 0,12mm rzucałem tym bez wysiłku do 15m. To działa.

Na koniec jeszcze cudeńko z gatunku przynęt hybrydowych. Połączenie korpusu zrobionego w typowo muchowy sposób plus „guma”.

(fot. A.K.)

Wabik nie jest najmniejszy, choć sprawia wrażenie bardzo filigranowego. Znów muszę poczekać do lutego, gdyż było już po sezonie pstrągowym, gdy nadeszły. Mam ich kilka i tak w nie uwierzyłem, że bałem się kusić nimi klenie, z których kilka dużych poszło mi w krzaki. Ale pokażcie mi pstrąga, który się temu oprze?

(fot. A.K.)

Zainteresowani mogą liczyć na kontakt z producentem przez FB. Wystarczy wpisać Fishchaser w google i na pierwszym miejscu wyskakuje strona FB.

Jedna myśl nt. „Przynęty Fishchaser – polecam

  1. Czekałem na te teksty. Sam mam nieco przynęt od Pawła i uważam je za rewelacyjne. Pozwolę sobie zauważyć, że oba modele larw ważek ma w ofercie jeszcze kilku rękodzielników (tą większą nawet w kilku rozmiarach). U mnie sprawdziły się na okoniach, na tą większą fioletową miałem dwa szczupaki (spadły jednak w holu), a na inne kolory zdarzyły mi się też pstrągi. Okonie chętnie podnoszą je leżące na dnie. To będzie jedna z moich podstawowych gum na te rybki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *