Przynęty Fishchaser- c.d.

Tym razem będzie w większości o przynętach, które sprawdzałem mniej spektakularnie – tzn. – mniej na nie łowiłem lub ryby były na tyle nieduże, że niekoniecznie chciało mi się robić zdjęcia, licząc na coś większego. Prozaicznie także – brakło czasu. Zacznę od ripperków. Jest ich, podobnie, jak innych gum produkcji Pawła chyba niezliczona ilość kolorystyczna, ale też – UWAGA – duże zróżnicowanie elastyczności. Oznacza to, iż dany model kolorystyczny może być w różnych „odcieniach” twardości gumy, przy zachowaniu tych samych gabarytów. Nie jest to przypadkowe, tylko świadome sterowanie proporcjami składników tworzywa. Niezależnie od barwy, po pewnym czasie prawie wszystkie lekko ciemnieją, co wg mnie jest raczej zaletą. Relatywnie dużo korzystałem z tych najmniejszych. Są niezwykle miękkie. Mają wszystkie cechy uznanych gum Mikrofish, choć ogon mają zdecydowanie bardziej masywny. Przynęta znakomita pod jazia i klenia na wody Czytaj więcej [...]

Przynęty Fishchaser – polecam

W połowie minionego sezonu napisałem, że zanosi się w moim wypadku na najsłabszy rok od kilkunastu lat. Potwierdzam to już perspektywy całego, minionego sezonu. W zasadzie tylko sam start i końcówkę 2017 miałem taką jak zazwyczaj.  Poza tym zawiodło wszystko: jazie tak wiosną, jak i jesienią, nie do końca udany powrót do wiślanych boleni, choć tu chyba sam siebie przekonałem, że faktycznie wcale nie tak trudno je łowić w bardzo późnej porze roku [gdybym znał lepiej wodę, to  pewnie bym jednak zapomniał o kleniach z podgórskich starorzeczy]; najsłabiej było jednak w temacie pstrągów, bo nie liczę tegorocznych wpuszczaków, dzikich zaś ryb miałem niewiele. Głównym powodem powyższego stanu rzeczy było moje nadmierne przywiązanie się do dotychczasowo sprawdzających się wód, odcinków rzek itp. Nie wiem, czy słabsze wyniki wpłynęły na moją statystykę, ale jak nigdy, na nieco ponad 160 ryb wartych odnotowania, 71% z nich złowiłem na przynęty Czytaj więcej [...]

Ostatnie łowy 2017

Mam wrażenie, że dni ulubionego starorzecza są policzone. Końcówka roku, mimo, że rewelacyjna, to z dnia na dzień była coraz słabsza, aż do wyników typowych dla większości naszych wód – było słabiutko. Dodatkowe uczucie pustki potęguje zerowa w zasadzie ilość okonia większego niż 10cm. Nie do wiary! Tam była taka fajna wymienność: dzień kleniowy, albo okoniowy. Dnia bez licznych brań nie miałem, aż do tego sezonu. A jak było fajnie, to oba gatunki zajmowały człowieka w co drugim rzucie. Wprawdzie obserwując stałych bywalców, część z nich dokonuje samoograniczeń i mimo, że ryby zabierają, to w znacznie mniejszej ilości niż widywałem to w latach poprzednich. Kilka osób przestało zupełnie zabierać zdobycz z tej wody. Niestety, nadal jest paru ćwoków, którzy są w stanie wykorzystać limit do granic. I kłopot w tym, że są tam 4-5 razy w tygodniu. Jak powiedział mi jeden wędkarz, w pierwszych 2-3 dniach po świętach, dziennie wyjeżdżało Czytaj więcej [...]