Liga spinningowo – muchowa 2017. Podsumowanie.

Liga spinningowo - muchowa, mimo że jest zabawą, to niesie ze sobą niemały ładunek rywalizacji. Gdybyście czasem mogli posłuchać, co mówimy po poszczególnych etapach, albo jeszcze lepiej, gdybyście mogli usłyszeć nasze myśli… Ile tam jest goryczy, rozczarowania, pewnie nierzadko zazdrości, a na pewno złości i pytań „jakim cudem on/oni, a ja nie”? Pewnie niektórzy zauważyli, iż w pierwszych turach wystartował nas komplet. Zapewne, każdy z uczestników myślał sobie, że powalczy, zaliczy dobry wynik itd. Nie ściemniajmy – wewnętrznie mamy o sobie przeświadczenie, jakimi to nie jesteśmy świetnymi wędkarzami. He, he – sam tak myślałem. Tymczasem na pierwszych turach, jak pokazała rzeczywistość  - było ekstremalnie do kitu. W tym dostrzegam przyczynę, że parę osób złożyło broń. I jeśli to było przyczyną, to im się trochę dziwię, bo ryby to przede wszystkim jednak cierpliwość. Część ludzi uległa na pewno błędnemu myśleniu, Czytaj więcej [...]

Liga spinningowo – muchowa. X tura – starorzecze

Wiatr nieźle hula, choć w czapce-uszance i kapturze kurtki na głowie, tuż nad wodą, gdzie jest trochę niżej, zdaje się być absolutnie cicho. Na fioletowym niebie jest tylko ćwiartka księżyca, ale przy nieznacznie zachmurzonym nieboskłonie, daje trochę światła. W otulinie gęstych drzew i krzewów, panuje jednak ciemność, rozpraszająca się bardzo opornie. Smołowatość nocy nieznacznie łagodzą tylko nieliczne, małe, mieniące się złotawo plamki wody, do których jakoś dociera anemiczne światło naturalnego satelity oraz leżąca, centymetrowa warstwa śniegu, który spadł dosłownie kilka godzin wcześniej. Woda stoi jak zaczarowana i tylko momentami do uszu dochodzi subtelny, aksamitny wręcz plusk, a po sekundach, te ledwo podświetlone plamki wody, marszczą delikatne kręgi, będąc dowodem, że słuch nas nie mylił. Nic jednak nie zapowiada, że starorzecze będzie dziś kipieć o świcie, jak zazwyczaj. Stoję w bezruchu od chyba 10 minut, czekając Czytaj więcej [...]

Jak było „dawno” temu…

Wpadło mi w ręce kilkadziesiąt nr Wiadomości Wędkarskich z dawnych lat. Najstarszy numer był z 1970r, najmłodszy z 1978r. Przeczytałem od deski do deski wszystkie.  Momentami się uśmiałem, częściej zdziwiłem. Jakkolwiek byłem już wtedy na świecie, to żadnych gazet nie czytałem. Zapoznając się z zawartością poszczególnych numerów, dotarło do mnie, że ówczesna, oficjalna myśl wędkarska była jednak inna niż dziś sobie wyobrażamy. Te egzemplarze, jedynego wtedy czasopisma dla wędkarzy, dla mnie są jakimś tam wytłumaczeniem obecnego stanu rzeczy. Po prostu mamy, co mamy, bo wcześniej było jak było... A jak było? O tym poniżej. Pierwsza rzecz, jaka rzuciła mi się w oczy to niebywale wysoki poziom tekstów. Redaktorów charakteryzuje świetna erudycja, elokwencja. Krótko mówiąc, barwnie i lekko posługują się piórem. Myślę, że wtedy był to realny minus, biorąc pod uwagę poziom przeciętnego Kowalskiego. Zresztą i dziś wielu miałoby Czytaj więcej [...]