Liga spinningowo – muchowa. VIII tura – starorzecze

Znów napiszę, jak po turze nad Wisłą: kto nie był – niech żałuje. Tym razem nie ze względu na jakiś szczególny klimat, a na wyniki. Biorąc pod uwagę zeszłoroczne i tegoroczne spotkania, pierwszy raz tak się zdarzyło, iż większość zapunktowała, a tylko jedna osoba nie miała kontaktu z rybą, dającą punkty. Było zwyczajnie bardzo emocjonująco, a na dodatek kameralność tej wody powodowała, że ryby łowiło się na oczach kolegów. Można było więc widzieć na co, kto łowi, jak prowadzi wabik, jakiej używa gramatury itd. Starorzecze ma taką specyfikę, że jego głównym atutem jest bardzo duża ilość brań ryb małych, przez co ciężko się nudzić, przy czym, by tę ilość kontaktów osiągnąć, potrzebne jest jednak bardzo specyficzne podejście. Sprowadza się ono do jednak wymuszonego przez warunki, jakie daje łowisko – lekkiego lub ekstremalnie lekkiego łowienia, przy stosowaniu odpowiednich przynęt, często na oko mało wiarygodnych i niekoniecznie Czytaj więcej [...]

Kiedy aura nie sprzyja

Ja już sam nie wiem jak usprawiedliwiać przed samym sobą fakt, że mało co łowię. W sensie fizycznego łowienia ryb, bo nad wodą, szczególnie w ostatnich 10 dniach byłem ze cztery razy. Fakt, że warunki atmosferyczne nie bardzo rozpieszczały. Nie mniej, jak pogadałem z Maćkiem, który prowadzi w naszej lidze, to widzę tylko dwie możliwości: - albo ma miejscówki naszpikowane rybami i niezależnie od warunków, zawsze jakieś są zainteresowane - albo jest lepszy ode mnie już nie o ligę, ale o wiele więcej Na bank kolega potrafi odnajdywać niesamowite miejsca. Ponieważ mam taką swoją teoryjkę, że mnie lepiej idzie spinningowanie w zimnej porze roku [wczesna wiosna, późna jesień], prze to zaczynam się napinać i jeździć nawet na dwie – trzy godziny, czego zazwyczaj nie robię, bo nie lubię. Cuda się nie działy, ale jakieś promyczki nadziei są. Pierwszy dzień nie tyle bez deszczu, bo rano padało, ale około 14.00 przestało. Nareszcie po 6 dniach! Czytaj więcej [...]