Niedosyt

W wędkarstwie najfajniejsze jest to, że nie ma dosłownej powtarzalności. Każdy dzień jest inny, nawet przy podobnej aurze i tej samej wodzie, oraz tych samych przynętach. Ostatnie dwa wyjazdy były niezłe, a zarazem ciężkie i z dużym elementem niespełnienia. Jedną z przyczyn jest absolutny brak okoni. W poprzednich latach, jeszcze rok temu w optymalnych warunkach łowiło się ich lekko 30 – 50szt w tym zazwyczaj 10% to ryby koło 30cm. W tym sezonie jest na tym polu strasznie biednie. Okonie może nie super małe, ale łowi się kilka sztuk, czasem nieco ponad dziesięć. Nie ma tego efektu licznych brań, gdy non stop coś się działo i trzymało człowieka w aktywności. Na szczęście nie zawodzą klenie, a i inne gatunki robią nierzadkie, wręcz dołujące w swoim finale niespodzianki. Ale o tym niżej. Jeden dzień miał być poświęcony Wiśle, ale zapowiadane wichury skutecznie mnie do tego zniechęciły. Poza tym miało być, jak na starorzeczu jest najlepiej: Czytaj więcej [...]

Spokój

Nastał chyba mój ulubiony wędkarsko czas. Zaczyna się robić zimno, leje, ludzie marudzą, że kiepska aura. Nie wiem – dla mnie to najfajniejszy wędkarski okres w roku. Mam zresztą wielu znajomych, którzy twierdzą tak samo, z tym, że oni celują w ciężkim łowieniu dużych i bardzo dużych ryb. Ja z kolei uwielbiam, szczególnie w tym okresie wszelkiego rodzaju kameralne łowiska, gdzie ryba 40cm jest już często okazem, niezależnie od gatunku. Sporo ostatnio jeżdżę, poszukując nowych łowisk. Jak to często się zdarza, przypadkiem trafiłem na maleńką rzeczkę. Naprawdę śmiesznie małą. Kilka razy nad nią przejeżdżałem w drodze nad planowane łowisko i jej wielkość mnie zdecydowanie zniechęciła. Co można robić w cieku o szerokości 1,5m i głębokości ledwie 10-20cm? No, w rzeczce pstrągowej tej wielkości  to bym się skusił. Ale to na bank nie jest woda pstrągowa. Testowane łowisko okazało się kolejnym niewypałem, ale okoliczności znów Czytaj więcej [...]

Liga spinningowo – muchowa. VIII tura – starorzecze

Znów napiszę, jak po turze nad Wisłą: kto nie był – niech żałuje. Tym razem nie ze względu na jakiś szczególny klimat, a na wyniki. Biorąc pod uwagę zeszłoroczne i tegoroczne spotkania, pierwszy raz tak się zdarzyło, iż większość zapunktowała, a tylko jedna osoba nie miała kontaktu z rybą, dającą punkty. Było zwyczajnie bardzo emocjonująco, a na dodatek kameralność tej wody powodowała, że ryby łowiło się na oczach kolegów. Można było więc widzieć na co, kto łowi, jak prowadzi wabik, jakiej używa gramatury itd. Starorzecze ma taką specyfikę, że jego głównym atutem jest bardzo duża ilość brań ryb małych, przez co ciężko się nudzić, przy czym, by tę ilość kontaktów osiągnąć, potrzebne jest jednak bardzo specyficzne podejście. Sprowadza się ono do jednak wymuszonego przez warunki, jakie daje łowisko – lekkiego lub ekstremalnie lekkiego łowienia, przy stosowaniu odpowiednich przynęt, często na oko mało wiarygodnych i niekoniecznie Czytaj więcej [...]

Kiedy aura nie sprzyja

Ja już sam nie wiem jak usprawiedliwiać przed samym sobą fakt, że mało co łowię. W sensie fizycznego łowienia ryb, bo nad wodą, szczególnie w ostatnich 10 dniach byłem ze cztery razy. Fakt, że warunki atmosferyczne nie bardzo rozpieszczały. Nie mniej, jak pogadałem z Maćkiem, który prowadzi w naszej lidze, to widzę tylko dwie możliwości: - albo ma miejscówki naszpikowane rybami i niezależnie od warunków, zawsze jakieś są zainteresowane - albo jest lepszy ode mnie już nie o ligę, ale o wiele więcej Na bank kolega potrafi odnajdywać niesamowite miejsca. Ponieważ mam taką swoją teoryjkę, że mnie lepiej idzie spinningowanie w zimnej porze roku [wczesna wiosna, późna jesień], prze to zaczynam się napinać i jeździć nawet na dwie – trzy godziny, czego zazwyczaj nie robię, bo nie lubię. Cuda się nie działy, ale jakieś promyczki nadziei są. Pierwszy dzień nie tyle bez deszczu, bo rano padało, ale około 14.00 przestało. Nareszcie po 6 dniach! Czytaj więcej [...]