Liga spinningowo – muchowa. IV tura – Kanał Łączański

Kolejna odsłona naszej zabawy za nami. Zmiana łowiska na bank cokolwiek wniosła. Jednak nawet tak kapryśna i niezbyt sprzyjająca spinningowi woda, jaką  jest Kanał Łączański, szczególnie o tej porze roku i tak był na bank lepszy niż wylosowana pierwotnie Dłubnia z Prądnikiem w obecnym stanie. Kilka słów o łowisku. Jego plusem jest to, że ryb jak na polskie realia nie jest mało i co ważne, są bardzo równomiernie rozłożone. Do tego kanał jeśli idzie o dno, jest poza kilkoma wyjątkami – identyczny na całej długości i wszyscy mają porównywalne szanse. Stanowi to także minus, bo ciężko się w tym odnaleźć. Woda sprawia wrażenie leniwej ale uciąg jest znaczny. Szczególnych miejscówek brak. W czerwcu trzciny i trawska na dwa metry z rojami komarów, za nic mającymi sobie wszelkie specyfiki. Roślinność zanurzona przy brzegach obfita. Rybostan jest wiślany z tym, że rybami punktującymi są dla spinningisty w zasadzie klenie i jazie. Tych Czytaj więcej [...]

Liga spinningowo – muchowa 2017. III tura – Raba

Już się bałem, że o kolejnej, trzecie już turze naszej zabawy w ligę spinningowo-muchową, będą mógł napisać jedno zdanie - wszyscy zerowali.  Faktycznie było to dla mnie najgorsze ze wszystkich doświadczeń, jeśli by brać pod uwagę wszystkie tego roczne i zeszłoroczne etapy. Bywało, że nie mogliśmy zapunktować, ale przynajmniej brały małe ryby. Ale takiej „kaszany”, jak na Rabie nie było nigdzie. Przy tym, co działo się, a raczej nie działo wczoraj, marcowa tura z kilkunastoma kontaktami jakie łącznie miała dwunastka startujących, to było istne Eldorado. W sumie  - nie byłem zaskoczony. O Rabie, nad którą się wędkarsko wychowałem i pamiętam jeszcze z lat 70-ych, mam coraz gorszą opinię. Odnosząc się do ostatnich lat, to bywam tam rzadko, ponieważ nie licząc odcinka no kill, szkoda czasu. Ryb wszystkich gatunków są tam ilości śladowe, nie licząc najcieplejszych, wakacyjnych miesięcy, kiedy cokolwiek się uaktywnia. Niestety, przy Czytaj więcej [...]

Bez zdjęć

Jest koło 15.00. Od jakichś 20 minut mój ponton holuje karp. Pięknie zeżarł sztuczną larwę ważki. Kłopot w tym, że mam wzdręgowy zestaw... Pływałem od 11.00  bez brania na pontonie. Lekki wschodni wiatr monotonnie marszczył wiślaną wodę. Wraz z trzema innymi łódkami, gapiliśmy się na siebie od czasu do czasu. Nie było kompletnie kontaktów. Ryby nie żerowały. Sporadyczne, nijakie spławy, bardzo rzadko ciapnie czasem o taflę niewielki boleń. Jest wspaniała, turystyczna aura: totalna lampa i pod czterdzieści stopni w słońcu. Nawet nie czuć gorąca, bo wiaterek zimny. Wyjątkowo można czesać teren przy samych brzegach, które są puste. Pierwsze godziny poświęciłem wzdręgom. Szału brań, typowego dla zbiorników stojących nie ma tu nigdy, ale ryby duże i bardzo duże jak na ten gatunek. Tymczasem zero. Być może powodem jest wyraźnie trącona woda. Perłowa gumka wielkości 4cm znika z oczu jakieś 25cm pod wodą, a co dopiero małe mikrojigi. Czytaj więcej [...]