Duże ryby…

Niestety nie moje, tylko moich kolegów. Podeprę się nimi z dwóch powodów. Pierwszy – czasem przy opisach naszej zabawy w ligę, wspominam, że jeden czy drugi uczestnik łowi duże ryby. Drugi powód, to fakt, iż niestety, pech jaki mnie prześladował nad wodą, był wręcz filmowy. Przykład pierwszy. Piątek po południu. Musiałem w pracy zostać dłużej. Norma w dzisiejszych czasach. Wypadłem z roboty jak z procy i po nieco ponad godzinie jestem nad wodą. Bez przynęt, kołowrotków. No zero. Wracam z mocnym postanowieniem, że na dziś wystarczy… Godzinę później idę najszybciej jak się da po dzikiej wiślanej burcie. Staram się nadrobić choć parę minut. Trach! Nie na kiju, nie na drucie, a na jakimś anemicznym badylku wyrywam w spodniobutach, tuż pod kolanem dziurę wielkości palca. Zaliczyłem grubo ponad 100km. Ciśnienie tak mi skoczyło, że myślałem, iż własnej głowy będę szukał w krzakach. Przykład drugi. Cały majdan załadowany, silnik, Czytaj więcej [...]

Dostatecznie

Zazdroszczę wędkarzom zdolnym łowić po pracy. Fajrant, pyk i godzinka – półtorej nad wodą. Tak w drodze powrotnej do domu. Ma to ten plus, iż statystycznie częściej trafia się na „ten” dzień, albo „ten” moment. Znam kilka takich osób. W skali roku mają fajne wyniki. Też tak próbowałem. No, nie dałem rady. Najczęściej było tak, że z tych powiedzmy dwóch godzinek robiły się cztery, albo i więcej. Wracałem z różnym nastawieniem, ale zawsze zmęczony. I nie ma tu recepty, bo jak nie brały przez planowana godzinę, to jeszcze kwadrans, jeszcze jeden zakręt, a jak brały, to kto by przerywał świetną passę?.. Mam tak, że nawet po festiwalu brań, czasem, nawet sporych ryb [zdarza się 🙂 ], jestem tak „rozmontowany” psychicznie, mimo iż w świetnym nastroju, że do pracy szedłbym odpocząć... Wiadomo jak to się kończy. Te moje przypadłości skutkują tym, że w ciepłej porze roku uprawiam raczej całodniowe maratony, tyle, że z konieczności Czytaj więcej [...]

„Zjadliwa” guma Izumi

Ech… sezon nas nie rozpieszcza, póki co. Nawet trzecią turę z maja przełożyliśmy na czerwiec. Ponieważ nadal nie jestem w stanie skompletować stadka krasnopiór do mojego stawku [mam na razie tylko dwie], bo od dwóch tygodni żadnej nie złowiłem, przestawiłem się na szczupaki.  Tu kilka dygresji: - jeśli jest tak jak u mnie w stawie, to umiarkowanie drapieżny białoryb wisi 20-50cm pod powierzchnią i na niewiele reaguje; nawet nie uciekają, jak mają w zwyczaju; twierdzę,  iż podobnie jest w dzikich zbiornikach z tym, że ryby stoją znów dalej od brzegu i reagują ewentualnie  na najlżejsze drobiny, którymi za nic nie osiągnie się takiego dystansu; co więcej – ze względu na aurę, jaką teraz mamy, nie będzie chyba nawet tej podpowierzchniowej kumulacji krasnopiór, tylko jak się woda w końcu ogrzeje, to podzielą się, jak mają w zwyczaju, w małe stadka i rozpłyną po zbiornikach na tarło – odnośnie tego gatunku, to na cuda już nie liczę z Czytaj więcej [...]

Liga spinningowo – muchowa 2017 – II tura

Ale się porobiło. Druga tura naszej ligi okazała się być totalną klęską, podobnie jak dla jakiejś pół setki spotkanych wędkarzy. Ja nie wiem co jest, ale wszystkie w zasadzie tury zeszłoroczne prześladowało jakieś fatum, bo na nich wszystkich złowiliśmy zaledwie…16 punktowanych ryb. A większość z nich miała miejsce na wodach gdzie łowię raczej częściej niż rzadziej i jednak ryby wystające z ręki zdarzają mi się nierzadko. Na razie tegoroczne rozgrywki źle wróżą, bo jak nazwać to, że podczas pierwszej tury wszyscy zerowaliśmy, a teraz punktowała słownie jedna ryba? I to w bardzo sprzyjających okolicznościach. Nie, nie myślę o pogodzie. Ta była, a raczej nadal jest paskudna. W moich stronach od dwóch tygodni jest zimno, jak diabli, a przez ostatni tydzień padało albo lało. Wszystkiemu towarzyszył non stop lodowaty, silny zachodni wiatr. Dziś jest „lepiej”: kiedy piszę ten tekst, jest totalna lampa i dla odmiany łeb chce urwać wschodni Czytaj więcej [...]