Aaaaa!

To miał być wyjazd jak wiele innych o tej porze, gdy każde branie jest fajnym zrządzeniem losu, a każda, nawet niewielka ryba cieszy. Po wczesnym ranku trudno było odgadnąć, jaka będzie aura, ale nie zapowiadało się na jakąś sensację. Ot, kolejny ni to jesienny, ni to zimowy dzień. Trochę zmarnowany po całym tygodniu pracy, nie zdobyłem się na wczesną pobudkę. Nad wodą byłem dopiero o 10.00. Wyglądało to słabo. Mały tłumek non stop zjeżdżających się ludzi. Niby nic w tym niefajnego, bo jak ryby są w łowisku i biorą, to trudno się dziwić, że jest wielu chętnych. Szkoda, że wieści dotarły do mięsnych, bo ma miejsce istne kleniobicie. Siaty, siatki, reklamówki. Przykro patrzeć. Wiem, że niektórzy nawet jeśli poprzestają na limicie, to zaliczają go od kilku dni z rzędu. Gdzie tu sens? Ryby nie za bardzo reagują na spinning. Nadal rządzi kukurydza, o czym wszyscy już wiedzą. Brania są tak „naiwne”, że ciężko momentami uwierzyć. Czytaj więcej [...]