Kropki przed oczami – cz.I

Wstałem niedawno. Już w domu. Kropek, a raczej mroczków przed oczami już nie mam. Byłem cztery dni w stanie wędkarskiej, pstrągowej psychozy. Niestety tak wyczerpujący rytm dnia swoje robi. Pewnie z 15 lat temu dałbym radę, ale teraz już nie ta kondycja. By nie marnować czasu wstawałem o 3.00 – 3.30. Tura poranna - przeciętnie od 5.00 do 11.00 i potem wieczorna od 17.00 do 20.30. Sumienie nie wytrzymało i wziąłem ze sobą rodzinę, więc nie było szans przespać tych jałowych wędkarsko godzin około południowych i nabrać sił. Do rzeczywistości już wróciłem, ale kropki w głowie mam nadal. Zacznę od początku. Dwa lata temu zaliczyłem pstrągowe wody z prawdziwego zdarzenia. Nie z setkami rybek po 20cm, tylko z realną szansą na pięć dych. Wtedy ustanowiłem, jak na razie skromny jeszcze, prywatny rekord kropkowańca – 46cm. Dla przykładu powiem, że Karol, który mnie zaprosił w te strony w tym roku ma swoją życiówkę liczącą 57cm, a pewnie to Czytaj więcej [...]