Kropki przed oczami – cz.I

Wstałem niedawno. Już w domu. Kropek, a raczej mroczków przed oczami już nie mam. Byłem cztery dni w stanie wędkarskiej, pstrągowej psychozy. Niestety tak wyczerpujący rytm dnia swoje robi. Pewnie z 15 lat temu dałbym radę, ale teraz już nie ta kondycja. By nie marnować czasu wstawałem o 3.00 – 3.30. Tura poranna - przeciętnie od 5.00 do 11.00 i potem wieczorna od 17.00 do 20.30. Sumienie nie wytrzymało i wziąłem ze sobą rodzinę, więc nie było szans przespać tych jałowych wędkarsko godzin około południowych i nabrać sił. Do rzeczywistości już wróciłem, ale kropki w głowie mam nadal. Zacznę od początku. Dwa lata temu zaliczyłem pstrągowe wody z prawdziwego zdarzenia. Nie z setkami rybek po 20cm, tylko z realną szansą na pięć dych. Wtedy ustanowiłem, jak na razie skromny jeszcze, prywatny rekord kropkowańca – 46cm. Dla przykładu powiem, że Karol, który mnie zaprosił w te strony w tym roku ma swoją życiówkę liczącą 57cm, a pewnie to Czytaj więcej [...]

Sklonować się

Ktoś, kto nie łowi zawodowo, a wędkarstwo ma we krwi, to trochę wariuje jeśli ma ciut więcej czasu. Szczególnie gdy jest ciepła pora roku i wody dosłownie gotują się od życia. Oczywiście mam na myśli rybie życie o ile takowe ma miejsce na poziomie co najmniej średnim z punktu widzenia nas wędkarzy. Właśnie mam teraz taki czas, że momentami trochę trudniej podjąć mi decyzję, gdzie jechać niż potem złowić w wybranym miejscu coś konkretnego. Człowiek chciałby się sklonować i najlepiej być wszędzie, cokolwiek przyjdzie mu do głowy, a zarazem by te odczucia sumowały się w jednym jestestwie… Ot, takie z lekka filozoficzne marzenie. Niżej, wybrany wycinek tego, co było ostatnio moim udziałem. Rzeczka wydawała się jeszcze mniejsza niż zazwyczaj, a to za sprawą girland traw, dzikich jaśminów i pokrzyw. Słownie, miejscami może metr otwartego lustra nurtu. Na ogół woda do pół uda, lekko zmącona po przechodzących deszczach. I zimna! Czytaj więcej [...]

Liga spinningowa – III tura

10 lipca odbyła się III tura naszej zabawy w ligę spinningowo-muchową. Cały tekst mógłbym zatytułować „w oparach absurdu” lub coś w ten deseń, a wszystko za sprawą świadomości, że pstrągowe zawody, poważne lub takie na luzie, na przytłaczającej większości krakowskich wód „górskich”  PZW może wygrać jedna jedyna ryba i to ledwo wymiarowa. Tak było i tym razem. Dzień ten upłynął dla niektórych osób pod znakiem pożegnania się z jednym, z ulubionych kijów… Pierwotnie mieliśmy się ścigać w połowie ryb na Szreniawie. Pewnie byłoby to jako tako sensowne, gdyż moi Czytelnicy informowali mnie, jak się sytuacja klaruje i w prawdzie bardzo wybiórczo, na niektórych, krótkich odcinkach dało się w ostatnich dniach łowić w miarę pewnie ryby do 35cm, sporadycznie były kontakty z większymi. Nastawiłem się więc, że będzie bardzo mało brań, jednak jest szansa, że nie skończy się to jedną 30cm rybą jak na Rudawie w maju. Niestety, Czytaj więcej [...]

Maraton

Zanim przejdę do głównego tematu, podzielę się moimi spostrzeżeniami co do Rudawy. Tak, zgadza się – dobrze czytacie. Z racji tego, iż mam ciut więcej czasu, poświęciłem, a właściwie straciłem pół dnia nad tą rzeką. No, ale jak człowiek jest niedowiarkiem… Sam się chciałem przekonać, jak faktycznie wygląda kwestia tej rzeki pod względem inwazji okoni. Tak naprawdę nie miałem wątpliwości, że to co mówią/piszą wędkarze jest prawdą. Chciałem jednak „dotknąć” rzeczywistości osobiście. W pierwszy dzień  lipca  koło 15.00 doczołgałem się do łąkowego biegu Krzeszówki na wysokości Pisar. W cieniu z 30 stopni. Z ulgą ląduję w wodzie. Jest wyraźnie podniesiona; także złamana na jakieś 25%. Mozolnie wiążę przynętę na cieniutkiej plecionce i widząc mały bałagan z linką wrzucam luźny koniec do wody. Chwilkę manipuluję przy kołowrotku gdzie niesforne zwoje trochę się poplątały. Nagle coś delikatnie ale wyraźnie Czytaj więcej [...]