Zimno…

Ostatnie dni były ciężkie wędkarsko. Głównie za sprawą aury, ale nie tylko. Dwukrotnie dokonałem gwałtu na mojej wędkarskiej psychice i pojechałem na pstrągi [Krzeszówka/Rudawa]. Chciałem się zorientować, czy doniesienia znajomych i nieznajomych, mówiące o bardzo słabych wynikach, znajdą odbicie w moich wypadach. Rozpoznanie było też istotne ze względu na pierwszy etap naszej ligi spinningowej. Najzwyczajniej, zacząłem mieć obawy, czy taka zabawa ma sens na tej wodzie. Cóż – choć wydaje mi się to nieprawdopodobne w świetle tego, co było jeszcze rok temu, to z dużym przygnębieniem muszę przyznać, iż poza odcinkiem no kill ustrzelenie czegokolwiek miarowego jest tu mało realne. Ryb generalnie jest ekstremalnie mało w porównaniu do tego, co było przed zatruciem. Nawet palczaków, przez które czasem ciężko było się przebić do tych większych jest nieporównywalnie mniej. W tej chwili  można przejść i 300m bez choćby stuknięcia malucha, Czytaj więcej [...]

Dwa brania

W miniony weekend w końcu poczułem wiosnę, prawdziwą wiosnę i ciepełko. Chyba dziadzieję, bo non stop mi zimno. Na szczęście w ostatnie dni było nawet gorąco, także za sprawą ryb. W końcu wyrwałem się na jazie. Trafiły mi się dwie piękne ryby. Niby nie jakieś mega okazy, ale duże. Z tymi jaziami to mam tak, jak niektórzy z pstrągami [zazdroszczę im]: mam tak fajne łowisko, że ciężko tu o trafienie czegoś poniżej 45cm, choć bywa. No i te pół metra jazia jest dla jednych tak nieosiągalne jak dla mnie taki pstrąg, na najbliższych mi wodach. Więc nie były to jakieś super-hiper ryby, ale jednak uczciwy metr jazia w dwóch sztukach. Przyjąłem to z tym większą radością, iż w zeszłym sezonie miałem słownie jednego jaźka 40+, a i to z jakiegoś starorzecza, natomiast z tego, konkretnego łowiska – zero. Tyle, że mój jaziowy sezon trwał  w 2015r zaledwie miesiąc, a słownie to cztery wypady. Niestety – najlepszą tu - moim zdaniem jesień Czytaj więcej [...]

Nietypowo

Będzie o wzdręgach, ale nie tylko, więc proszę nie przerywać czytania. Na mikrojigi intensywnie łowię szósty sezon. Jestem przygotowany, że taki pyłek celowo lub nawet przypadkiem wciągnie każdy gatunek ryby. Co roku mam kilka przypadków, gdy takie maleńkie „coś” atakuje jakiś zdesperowany szczupak, ale na ogół są to osobniki malutkie – do 30cm. Jak sięgam pamięcią, raz, na jakimś bajorze skusił się taki na 45cm. Czyli w sumie też mały. W ostatnią sobotę zębaczom coś jednak strzeliło do ich kaczych łbów i grubo przetestowały ekstremalnie cieniutki zestaw. Nie mam pojęcia dlaczego tak się stało, poza tym, iż chyba, [bo tu nigdy na bank nic nie jest pewne] – trafiłem na porę ekstremalnie dobrych brań. To znaczy – nie było ich jakoś szczególnie więcej, ale odpowiednio podaną przynętę atakowały relatywnie duże wzdręgi i …szczupaki. Najpierw zaliczyłem jeden zbiornik. Pogoda bardzo sprzyjała ekstremalnie lekkiemu łowieniu, Czytaj więcej [...]

Czy jeszcze łowię ryby?

Przed niektórymi tematami nie da się uciec. Po ostatnim tekście znów wpadło do mnie kilka maili. Fajnie, że parę osób odsunęło ode mnie obawy, że mam coś ze wzrokiem. Na co innego chciałem jednak zwrócić uwagę. W tych mailach sporo było na temat nie tyle zarybień, co samego sportu; zresztą w jednym wpisie też jest na ten temat parę słów. Z tzw. sportem w wędkarstwie to ja mam duży kłopot. Zacznę od tego, że dla mnie wędkarstwo ma elementy sportu, przy równocześnie tak dużej ilości czynników niesportowych, że wg mnie nigdy sportem nie będzie. Może być co najwyżej rywalizacją. I mógłbym tu przytoczyć sporo wywodów różnej maści ludzi naprawdę utytułowanych [etyków, filozofów, teoretyków sportu], ale nie o to mi w tej chwili chodzi. Podam tylko jeden przykład: to nieszczęsne wpuszczanie ryb tuż przed zawodami. Z jednej strony to zrozumiałe, gdy panuje w danym cieku/zbiorniku rybna Sahara. Coś tam trzeba wpuścić, bo inaczej łowiących Czytaj więcej [...]

Realna fikcja/fikcyjny realizm czyli mętna woda

Mam nadzieję, że poniższy tekst będzie ostatnim, zamykającym czas zimowy tekstem publicystycznym. Czyli  kolejna pisanina z cyklu gadał dziad do obrazu. Początkowo miałem zamiar nic o tym nie wspominać, żeby się samemu nie denerwować, ale nie mam zamiaru dać robić z siebie durnia. Skąd więc zmiana decyzji i piszę poniższe słowa? Otóż, jeśli komuś z Was lub Waszych znajomych zdarzy się, iż w najbliższych dniach na Krzeszówce lub Rudawie złowi całkiem przyzwoitego pstrąga [jak trafi na właściwe miejsce to może i kilka], to niestety nie będzie oznaczać tego że Kozłowski gada bzdury o zarżnięciu tych rzek, bo sam albo nie umie łowić i jest sfrustrowany, albo wyżywa się na zarządzie okręgu, bo nie dali zgody na kolejny odcinek no kill. Otóż ten ewentualny uśmiech losu, jakim jest ryba pod 40cm na naszych wodach, jest wynikiem zarybienia. Od razu Wam powiem – szkoda czasu – nie sprawdzajcie na stronie Okręgu Kraków – nic tam na ten temat Czytaj więcej [...]