Rzutem na taśmę

Zanim oficjalnie rozpocząłem zabawę z kropkowańcami w tym roku, dzień wcześniej poświęciłem, a właściwie zmarnowałem na dla mnie kompletnie nieznanej wodzie. No ale tak już jest, gdy poszukujemy czegoś nowego, łudząc się, że odkryjemy – może nie Eldorado, ale jakąś zapomnianą [bo na nieznaną w tych czasach to już nie liczę] wodę. Jak siadłem i pogrzebałem w zapiskach, to wynika z nich że tylko jeden na jakieś dwanaście wyjazdów w „nieznane” kończy się pozytywnie, a przez ostatnie prawie 20 lat tylko dwa razy trafiłem na coś, co można nazwać łowiskiem prawie nie uczęszczanym i bardzo obfitym w atrakcyjne gatunki [w tych konkretnych przypadkach to kleń i pstrąg]. Poza tym wraca się na ogół z podkulonym ogonem. Około 10.00 rano stanąłem nad rzeczką, której wygląd już na starcie podkręcił mnie niezmiernie. Nieprawdopodobnie wąska, potężnie zakrzaczona wiklinami dość głęboka struga. Z informacji jakie udało mi się zdobyć, Czytaj więcej [...]