Ryby na Mikołaja

Byłem! Byłem w końcu na rybach. Wskoczyłem na moje normalne, wędkarskie tory. Jeśli aura pozwoli [nie zamarznie] to mam nadzieję jeszcze z 7-8 razy spędzić przynajmniej pół dnia nad wodą. Nie macie pojęcia jak mi tego brakowało. Tak długa abstynencja bez wędki spowodowała, że zaplanowałem mały maraton. Dzień wcześniej spędziłem bite 12 godzin na pracach końcowych i porządkowych w domu, a spałem raptem cztery godziny. Jedynie ten krótki sen spowodował, że nad wodą nie byłem, jak chciałem o świcie [ 6.30] tylko dopiero o 7.15. Generalnie stronię od „skakania” po łowiskach danego dnia, ale w tej sytuacji nie zmartwiłby mnie nawet zupełny brak brań, a zarazem chciałem się trochę „zachłysnąć” przestrzenią, różnorodnością łowisk itp. górnolotne kwestie. Ale prawdziwe. Były jeszcze dwie sprawy: pierwsza – mniej istotna – bardzo, bardzo wysokie ciśnienie, sugerujące, że większość gatunków może mocno kaprysić, oraz rzecz Czytaj więcej [...]