Puste brania

Niełatwe były moje ostatnie, dwa wypady. W zasadzie wszystko szło pod górkę. Najbardziej chyba zaważyła na wynikach pogoda. Stąd zapewne ilościowo było wg moich kryteriów dostatecznie, a wielkościowo słabiutko. Poza tym wszystko zrobiłem chyba jak należało. Trochę się pocieszając, porównałem swoje wyniki z siedmioma innymi wędkarzami na tych samych łowiskach w tym samym  czasie i wyszło, że w sumie to poszło mi najlepiej [jeden z łowiących  10 okoni, pozostali bez ryby], ale i tak bardzo chciałem połowić lepiej, by zatrzeć niefajne wspomnienie tak długiej przerwy, jaką miałem. Wprawdzie zamierzam jeszcze ostatecznie zamknąć sezon, czyli zaliczyć ostatni wypad, ale patrząc na aurę, to sam już nie wiem, jaką wodę wybrać… Na pierwszy ogień poszło ulubione starorzecze. Bladym świtem stałem w gotowości. Nieśmiało przez plątaninę łysych w większości gałęzi, na horyzoncie powolutku się zaróżowiało. Ciemność ustępowała szarości Czytaj więcej [...]

Wróżby z chmur

Długo się nie cieszyłem. Nudne to, ale jestem chory. Klasyczna grypa, która mnie akurat zdarza się rzadko [no w tym roku wyjątkowo drugi raz, ale ja nie wyleżałem niczego z czterech ostatnich miesięcy]. Poprzednio capnęła mnie 6 lat temu. Obecna ma nieciekawy koloryt, bo mnie tak gna, że w porywach czasu mniej niż na zacięcie pstrąga. Poszczę już trzecią dobę… Poniższy tekst nie jest jednak czymś zamiast. Nosiłem się z jego napisaniem od ponad roku, tylko albo nie było czasu albo – to na szczęście częściej – miałem okazję podzielić się wrażeniami z wędkarskich wyjazdów. Rzecz mianowicie dotyczy wyglądu nieba [kwestii chyba najłatwiejszej do obserwacji], a potencjalnych wyników nad wodą. Nie każdy ma barometr, a naprawdę mało jest ludzi, co wozi takie ustrojstwo ze sobą, chyba że ma w zegarku, albo w GPS-e. Oczywiście można tu polegać na wielu mądrościach ludowych, ale śmiem twierdzić, że wiele z nich nijak ma się do rzeczywistości. Przykład Czytaj więcej [...]

Ryby na Mikołaja

Byłem! Byłem w końcu na rybach. Wskoczyłem na moje normalne, wędkarskie tory. Jeśli aura pozwoli [nie zamarznie] to mam nadzieję jeszcze z 7-8 razy spędzić przynajmniej pół dnia nad wodą. Nie macie pojęcia jak mi tego brakowało. Tak długa abstynencja bez wędki spowodowała, że zaplanowałem mały maraton. Dzień wcześniej spędziłem bite 12 godzin na pracach końcowych i porządkowych w domu, a spałem raptem cztery godziny. Jedynie ten krótki sen spowodował, że nad wodą nie byłem, jak chciałem o świcie [ 6.30] tylko dopiero o 7.15. Generalnie stronię od „skakania” po łowiskach danego dnia, ale w tej sytuacji nie zmartwiłby mnie nawet zupełny brak brań, a zarazem chciałem się trochę „zachłysnąć” przestrzenią, różnorodnością łowisk itp. górnolotne kwestie. Ale prawdziwe. Były jeszcze dwie sprawy: pierwsza – mniej istotna – bardzo, bardzo wysokie ciśnienie, sugerujące, że większość gatunków może mocno kaprysić, oraz rzecz Czytaj więcej [...]