Shad Alive Izumi 50mm – test nr 1 [szczupak, okoń, pstrąg]

Swimbait Shad Alive 50mm Izumi jest przede wszystkim szczupakową przynętą. Wartość tego wabika sprawdzałem na pstrągach bardziej z ciekawości, choć z chyba z dobrym efektem.

Skoncentrowałem się głównie na okoniach i szczupakach. Test miał miejsce trzy razy w dzikim łowisku o relatywnie niewielkiej presji.  Co mogę powiedzieć? Jednym zdaniem jest tak: na szczupaka przynęta świetna, na okonia też ale już pod warunkiem, że ryby są aktywne i jeszcze z zastrzeżeniem, o którym niżej. Łowiłem przy dość zróżnicowanej aurze. Od słoneczka pod chmurką przy zachodniej cyrkulacji, po totalną lampę i wschodni wiatr. Nie łowiłem tylko o świcie. Jeden test, to przeciętnie 4 godziny spinningowania na zmianę swimbait`em i gumami, przy czym każdą kolejną miejscówkę obławiałem w odwróconej kolejności, czyli raz zaczynały gumy, a raz Izumi.

Mimo niewielkich rozmiarów i małej wagi [2,8g] Shad Alive 50mm nieźle spisywał się na zestawie składającym się z kija do 35g, żyłki 0,22m i stalki o wytrzymałości 5kg.  Zarówno prowadzenie jak i długość rzutu nie budziła u mnie zastrzeżeń. Jeśli idzie o szczupaki, to skuteczność zacięć praktycznie 100% o ile ryba trafiła w wabik. Optymalnym zestawem był jednak kijek do 20g, żyłką 0,20mm lub plecionką 0,10mm i stalką 2,5kg. Przynętę prowadziłem na dwa sposoby:

  1. Zaraz po upadku dość ostry start i na już nie co zwolnionych obrotach, jednostajne zwijanie żyłki [swimbait idzie wężowym ruchem tuż pod powierzchnią, lekko ją zaburzając, co kilka sekund]
  2. Po upadku szybki start, i mając napiętą linkę chwilka przestoju, po czym spokojne ale zdecydowane pociągniecie samą szczytówką tuż nad wodą – przynęta jakby pokłada się bokiem, nie tracąc nic z falistej pracy korpusu [to stosowałem przy sztywnym i cięższym kiju].

Dobrze prowadzić ten wabik z nisko pochylonym kijem.

Szczupaki, mimo, że to łowisko nie przełowione, to i tak jakby chciały się pozabijać w pogoni za tą przynętą. Bardzo skutecznie wyciągała na otwartą wodę przyczajone ryby spod nawisów gałęzi na dosłownie 10-20cm wodzie. Widok brania bardzo spektakularny i można rzec, że dodatkowym bonusem. Pewnym kłopotem jest rozmiar przynęty – należy się liczyć, że kusi głównie małe ryby. Powiem uczciwie, że tylko jeden z tych mniejszych zębaczy nadawał się do zdjęcia, ponieważ reszta miała ten wabik w gardle, a dość potężne uzbrojenie przynęty nie ułatwiało odhaczenia.

(fot. A.K.)

Jak się trafił jakikolwiek ciut większy [przedział 50 – 60cm], a miałem kilka takich ryb, to sytuacja wyglądała podobnie. Możecie mi wierzyć tylko na słowo, że ryba ze zdjęcia firmującego ten wpis wzięła na opisywany produkt.

Dość często zdarzało mi się, iż ryby nie trafiały w przynętę. Takie sytuacje miały dwie przyczyny. Po pierwsze – ze względu na dużą ilość roślin prowadziłem swimbait`a szybko. Po drugie, właśnie zauważalna w porównaniu z gumami agresja z jaką szczupaki biły w ten wabik. Czasem jakby przedobrzały.

Odnośnie okoni, to już takich miodów nie ma. Tzn. jeśli ryby są aktywne i mają tendencję do ścigania ofiar, to Shad Alive wygrywał z gumami. Gdy okonie „stały”  – lepszy był zwykły 5cm twister, który jednym haczykiem rzadziej łapał zielsko, opuszczony troszkę głębiej.  Sama aktywność okoni nie jest tu jeszcze wystarczająca. Otóż polecałbym ten wabik dla okoni, gdyby ktoś miał do czynienia regularnie z rybami w wielkości 35+. Ryby mniejsze,  a i tak przeciętnie atakowały mi ten wabik okonie z przedziału 20-25cm, czyli nie karzełki, tylko takie „typowe”, niestety często odpuszczały, po nawet bardzo mocnym braniu.

Przyjrzyjcie się fotce.

(fot. A.K.)

Przynęta ma spory i twardy ogon – cały wabik jest z bardzo trwałej masy. Myślę, że wytrzyma atak każdej wielkości szczupaka.  Mniejsze okonie łapią zdobycz zwyczajnie za ogon.  W tym wypadku mimo często łapczywego i silnego pobicia, nie trafiają na haczyk, tylko właśnie w płetwę ogonową. Szybko dochodzą do wniosku, że coś jest nie tak. Gdyby wyprodukować ten sam swimbait z miękkim ogonem – na okonia zabójcze.

(fot. A.K.)

Co można i moim zdaniem warto [o ile jest małe prawdopodobieństwo, że skoczy nam do tego większy szczupak] zrobić, by poprawić skuteczność zacięć okoni. Otóż rzecz bardzo prosta – wystarczy cienkim [2mm] wiertłem zrobić  mniej więcej na wysokości  wcięcia ogona, blisko krawędzi otwór i na 5mm kółku łącznikowym zawiesić małą kotwiczkę, równocześnie odpinając tą tylną z brzucha, a ja sugerowałbym pozbycie się także tej przedniej [łapiemy mniej glonów w płytkich łowiskach]. Skuteczność gwarantuję, choć to założenie teoretyczne. Uwaga: kotwiczka w ogonie musi być lekka, aby nie zaburzać falistej pracy przynęty.

Uwzględniając powyższe uwagi wabik bardzo skuteczny, szczególnie na „płytkie” szczupaki i że tak powiem miły w użytkowaniu ze względu na urodę pracy w wodzie.

Oglądając pierwszy raz tę przynętę, pomyślałem sobie jeszcze o pstrągach. Ot, taka fantazja zrodzona z niewielkich rozmiarów sztucznej rybki. Łowiłem tylko raz przez około 4 godziny w jednej z naszych krakowskich rzeczek.  Test wypadł bardzo pomyślnie, ale proszę wziąć pod uwagę, że dobrze znałem odcinek wody, a ilość ryb w tym także miarowych jest tam co najmniej dobra. Shad Alive 50mm jest niełatwy do zastosowania w stanie oryginalnym  na pstrągi . Jest zwyczajnie za lekki. Modele większe są dostępne w różnych gramaturach i co za tym idzie wolno i szybko tonące. Ten opisywany w tym tekście, najmniejszy nie ma alternatywy wagowej.

Polecałbym go do obławiania spokojnych odcinków lub podrzucania pod brzegowe zastoiska. Niestety oba typy wody wymagają, aby przynęcie dać trochę się zanurzyć, by wyzyskać maksymalnie ten jej wężowy, kuszący ruch, co niestety pstrągi błyskawicznie wykorzystują, atakując i natychmiast puszczając. W ten sposób, ku swojemu zaskoczeniu straciłem około 40cm pstrąga. Ostatecznie złowiłem cztery ryby miarowe, z tym, że największy miał tylko 32cm.

(fot. A.K.)

Gdy przynęta zetknie się z wyraźnym nurtem mamy mały kłopot. Z prądem wabik przestaje pracować, a przyspieszając pracę, zaczyna kłaść się na powierzchnię. Ciągnięty pod prąd  łatwo się wykłada. Jest na to dość dobry sposób. Wystarczy okręcić kotwiczki cienką lametą. By osiągnąć pożądany efekt, musi być po około gramie na kotwiczkę i trzeba do zrobić bardzo starannie. W innym wypadku swimbait wykłada się na którąś stronę. Wpadłem na to już po łowieniu, ale wygląda obiecująco. Bez tego, polowanie na pstrągi jest, krótko mówiąc trudne. Na plus warto zaliczyć, że ryby rzadko spadają – przynęta jest mocno uzbrojona. Rodzi to wprawdzie sytuacje, szczególnie przy cienkiej plecionce, gdy koziołkujący w holu pstrąg potrafi linkę omotać nie do rozplątania wokół haczyków, ale to już mniejszy kłopot skoro ryba jest w podbieraku.

(fot. A.K.)

W przypadku kropkowańców najmniejszy model Shada Izumi traktowałbym jako jakąś tam alternatywę czy w sumie skuteczną ciekawostką dla tych, którzy nie potrafią obejść się bez woblera nad pstrągową rzeczką, szczególnie taką, w której niejeden wabik ryby już widziały.

Zakładam, ale przekonam się o tym późną jesienią, że wabik ten będzie spektakularny na podgórskim starorzeczu na klenie. Ciągnięty dość szybko przy powierzchni do złudzenia pozostawia ślady, jakie wielokrotnie opisywałem przy krótkiej i burzliwej aktywności ryb o świcie w listopadzie, a nawet grudniu.  Z kolei powolne zapadanie w toń przynęty, bez utraty równowagi, może okazać się także zabójcze w tym samym łowisku, w czasie gdy pozornie panuje cisza, a od przynęty nie wymaga się w zasadzie żadnych spektakularnych ruchów. Zobaczymy.

P.S. Proszę pamiętać o „spisie” pstrągów z naszych wód [ilość i wielkość]. Chcemy zrobić takie zestawienie, co żyje w danej wodzie, ile i jakie duże/małe.

Już w najbliższą niedzielę odbędzie się przełożona  z maja, kolejna edycja Pstrąga Doliny Raby. Szczegóły zawodów na stronie klubu zebaty.com

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *