3 x pech

Czasem opowiadamy sobie różne anegdoty, jak to tam komuś coś nie poszło. Jedne mniej, inne bardziej wiarygodne. Ja miałem  pechową majówkę do sześcianu. Pierwszy raz od trzech lat zdarzyło się, że nie tylko nie wypłynąłem nigdzie 1 maja [faktem jest, że prawie nigdy nic nie łowiłem przy tej okazji], ale nawet nie byłem na rybach. Przeżyłem chyba tylko dlatego, że na otarcie łez coś tam się skromnie uwiesiło 2 i 3 maja, ale przede wszystkim dlatego, że wśród moich znajomych połowili albo tacy, którzy postawili na łowiska komercyjne, mieli szczęście połowić w dobrze strzeżonych wodach no kill, albo zawitali nad wodę znaną tylko wąskiej grupie ludzi. U pozostałych bez szału. Poza tym był centralny dzień pełni 2 maja i uparcie trzymałem się tej świadomości, by nie zwariować. W każdym razie moja majówka przypominała wędkowanie, jakie praktykowałem mając 13 lat, a nie wyprawy maniaka, który jednak celuje w cokolwiek większego, a jak Czytaj więcej [...]