Czy warto naprawiać wędki?

Mam w tej materii niewielkie doświadczenie, ale podparłem się także opiniami znajomych, którzy sięgali po tego rodzaju pomoc. Moim zdaniem nie ma sensu naprawiać [oddawać do profesjonalnej firmy/osoby] kijów bardzo tanich. Oczywiście jeśli darzymy daną wędkę szczególnym sentymentem, bo mamy z nią super wspomnienia, albo szczególnie leży nam w dłoni, to nic nie stoi na przeszkodzie, aczkolwiek ja kijków tańszych niż 150zł do remontu raczej bym nie dawał. Sam bardzo intensywnie używam dwóch odratowanych kijów i jedno mogę powiedzieć – nic nie wskazuje na to, by mogły strzelić w miejscach regeneracji. Potwierdzają to znajomkowie, wśród których żadnemu, nigdy reperowany kijek nie złamał się w miejscu wcześniejszej usterki. W październiku zeszłego roku miałem okazję oddać  trzy wędki do naprawy. Kij pierwszy to Diaflex 2,7m do 20g. Złamany dwukrotnie. Pierwszy raz odłamało się końcowe 10cm ewidentnie z mojej winy, gdyż forsowałem kij, Czytaj więcej [...]

Po długiej przerwie…

Cieszę się niezmiernie, że po długiej przerwie pojawił się kolejny wędkarz, rozumiejący sens wypuszczania ryb. Napiszę po raz kolejny: to nie moda, czy inne dziwactwo, tylko prosty rachunek ekonomiczny. Trzymam zakład, iż za kolejne 10 lat o ile system funkcjonowania państwa się nie zmieni, nadal będziemy się pytać, dlaczego gatunku X jest tak mało, dlaczego gatunek Y reprezentują małe ryby, a  były duże. I wszystko przy opłatach ze trzy razy takich jak dziś. Tak, tak - nastawcie się na to. Przy cenie jaka jest za kartę, niezależnie już czy uważamy ją za drogą, czy tanią - ani PZW, ani nikt inny nie zapewni nam, bo nie jest w stanie zapewnić wód bardziej bogatych w ryby, przy podejściu jakie ma większość łowiących, a i tak często naginających przesadnie hojny regulamin.Tym bardziej miło mi powitać w naszej galerii "Dajmy rybom szanse" - Tomasza Wróbla. "Wędkując sportowo mogę z uśmiechem patrzeć jak ryba złowiona wraca do swojego Czytaj więcej [...]

Wzdręga

Ponieważ udało mi się odzyskać ze stacjonarnego kompa trzy brakujące teksty do działu „Tylko się nie śmiejcie” – zapraszam do poczytania o moich doświadczeniach i rekordach w temacie krasnopiór. Jeszcze nie sprawdzałem, ale najdalej za tydzień – dwa, te kolorowe rybki pojawią się już blisko brzegów i powierzchni i mniej więcej do końca kwietnia będzie je można łowić, że tak powiem – taśmowo. A podkreślam, że w tym okresie często będą to egzemplarze całkiem przyzwoite [20+, a nierzadko 25cm i więcej]. Może kogoś z Was tekst zainspiruje i sam spróbuje zmierzyć się z tematem. Przy okazji: może ktoś ma jakis fajny namiar na ten gatunek i napisze, gdzie i co? Rybki te nie mają wielu amatorów, więc raczej najazdu nie ma co się obawiać.Ja w zasadzie mam dwa łowiska: Kryspinów wiosną z brzegu i rozlewiska powyżej progów na Wiśle z pontonu latem, aż do października.

Ryby z łąki

Pstrągi w najbliższej rzeczce w tym roku nie miały lekko i raczej rozmyślam o tym, jak to postawić na nogi, jak już ruszymy, niż silę się na łowienie ich. Wprawdzie od czasu do czasu zaglądam, ale wyniki są, jakie są. Złowiłem nawet kolejną rybę na 35cm…tę samą co dwa tygodnie wcześniej. Szał. Skubaniec mieszka w tak badziewiastym odcinku, że jak go nie zmieni, to nikt go tam raczej nie złowi. Może się jeszcze z nim spotkam. Niby mógłbym ruszyć tyłek dalej, ale to znaczy naprawdę daleko. Bo cóż innego pozostaje, gdy na Szreniawie z 10 dni temu podczas zawodów, na szesnastu startujących, jeden złowił miarowego pstrąga na 34cm. Żarty jakieś. Czyli trzeba by uderzyć daleko. Ale aż takim maniakiem tych ryb nie jestem. Pstrągi są u mnie dopiero na trzecim miejscu w raz z jaziami po boleniach i wzdręgach. A tak naprawdę, to te ryby lubię najbardziej, które są i biorą w danym czasie. Pewnie dlatego z rzadka łowię coś naprawdę większego. Po Czytaj więcej [...]

Początek

Zarybienia. Temat mocno kontrowersyjny. Zazwyczaj odnośnie ilości realnie wpuszczanych ryb oraz efektywności [przeżywalności].  Na ogół wiele się narzeka i jest dużo wątpliwości. Sam jestem sceptykiem odnośnie zarybień innych niż rybami łososiowatymi, chyba, że zarybienie polega na wpuszczaniu ryb wyraźnie podrośniętych. Choć i tu bywa różnie. Kilka razy byłem świadkiem zarybień szczupakami wielkości 40 – 50cm, [a więc nie narybkiem] zbiornika Kryspinów. Ilość wpuszczanych szczupaków nie oszałamiająca. Smutne było to, że kilka dni później spacerując nad wodą, naliczyłem trzydzieści dwie martwe sztuki. Natomiast rozmiar przeżywalności, a raczej nieprzeżywalności ukazał się w pełni, jak wypłynąłem pontonem.  Niewiele było miejsc, gdzie na odbijających ku powierzchni roślinach, na garbach i górkach nie znalazłem rozkładających się drapieżników. Coś poszło nie tak. O zarybianiu narybkiem to szkoda w ogóle pisać, choć przykłady Czytaj więcej [...]

Cierpliwość i mrok

Miałem okazję namówić Tadeusza Biernata – laureata  zeszłorocznego konkurs na krótki wywiad. Jest to jedyna znana mi osoba, która na naszym terenie z sukcesami i to niemałymi zmagała się z sandaczami. Mnie zaimponowała szczególnie ilość ryb, często bardzo, bardzo już ładnych [70+] oraz naprawdę wiele ryb trochę mniejszych, a wszystko to okraszone kilkoma pięknymi egzemplarzami. Całość jakby  trochę zaprzeczała nie tylko moim ale i spostrzeżeniom wielu innych wędkarzy, skoro nawet w naszym okręgu gatunek ten doczekał się górnego wymiaru ochronnego. Powiem szczerze – spodziewałem się jakichś bardzo odkrywczych teorii, czy oryginalnych przynęt [jedyne, co mój Rozmówca zataił, podkreślając jednak, iż są to jak najbardziej seryjne, powszechnie dostępne wabiki]… Tymczasem okazało się, że kluczem do wszystkiego jest prostota i konsekwencja podejścia. Dla mnie właśnie takie postawienie sprawy, nie ukrywam -  zachęciło mnie do zmierzenia Czytaj więcej [...]