Liczy się już każde branie

Powoli zbliża się czas, gdy niezależnie już od pogody każde branie jest na wagę złota. Oczywiście próbując „wychodzić” coś większego, bo to dokładnie tak wygląda – te większe ryby najczęściej kosztują sporo czasu; mamy  - zdarza się  - jedno, czasem dwa czy wyjątkowo więcej. Z kolei w różnych, mniejszych zazwyczaj „kałużach”, coraz rzadziej przytrafi się ta setka kontaktów, a nierzadko jest ich tylko kilkanaście… Zanim w następnym tekście przedstawię jaziowe ostatki, które zaczęły się bardzo obiecująco, choć skończyły poczuciem totalnej klęski, połączę w jeden tekst dwa wypady, gdzie dosłownie o każdy kontakt było takie staranie, iż najmniejsze okonki podnosiły mnie na duchu. W dużej części wpływ na to miała pogoda. Pierwszy wypad wydawał się być łatwym. Inna tym razem rzeka, ale z tego samego worka [od Soły po Wisłok]. Szczerze, to nastawiłem się na kilka ryb, ale miałem nadzieję, że to będą świnki. Udawało Czytaj więcej [...]