Przynęta „ogień”

Kiedyś pisałem, że buszując w magazynie sklepu Pirania, wyłowiłem sobie kilka dość ciekawych i na oko łownych, w szczególnych warunkach bardzo łownych moim zdaniem przynęt i to przynęt, na które większość spinningistów na ogół nie zwraca uwagi.

Co roku odkrywam dla siebie jakiś wabik. W zeszłym sezonie były to ultra małe woblerki na jazie. Coś mi się zdaje, że dla mnie odkryciem ostatnich dni będzie ciekawa błystka Streamepps.

W temacie błystek wirowych raczej cudów się chyba już nie wymyśli, nie mniej konstrukcja, którą chcę przedstawić jest, co pokażę niżej bardzo, bardzo skuteczna przez swoją nieprawdopodobną lekkość. Zasadniczym novum jest to, że korpus przynęty stanowi delikatna plecionka. Nie jest to jakieś rewolucyjne rozwiązanie, ponieważ miałem okazję w ostatnich latach testować podobne „cuda” innych firm, nie mniej miały one jedną wadę: albo oferowano błystki jak śmigła helikoptera, albo jeśli w asortymencie było coś małych rozmiarów, to kończyło się na fajnym wyglądzie. Przynęty zupełnie nie pracowały, inaczej już dawno bym kilka takich zakupił. Na marginesie powiem, że sam chciałem zrobić taką błystkę z 15 lat temu tylko brakło umiejętności.

Dość ostrożnie serwuję oceny przynęt – jeśli jest ona negatywna, to odważam się na to po kilku co najmniej sezonach. W prezentowanym przypadku nie mam zupełnie obiekcji, by reklamować ten wabik, choć trochę czekałem na przyzwoite warunki, by się upewnić, co do jego skuteczności, nie mniej sama przyroda zmusiła mnie do przetestowania go w różnych warunkach. I był to szczęśliwy zbieg okoliczności, bo z czystym sumieniem daję tej błystce plusa, a w szczególnych warunkach wielkiego plusa o czym dalej.

Błysteczka waży zaledwie 0,9g. Paletka ma rozmiar 15mm wzdłuż dłuższej osi. W miejscu najszerszym – 10mm. Wszystko składa się ze strzemiączka, dwóch maleńkich, metalowych koralików łożyskujących i dwóch blaszek zaciskających. Osadzono to na trzech centymetrach elastycznej plecionki. Całość zakończona efektownie wyglądającą muchą na pojedynczym haczyku. Paletki w trzech kolorach: srebrna, złota i miedziana [brązowa], choć moim zdaniem ma to drugorzędne znaczenie.

(fot. AK.)

Przynęta zalecana jest, jak zresztą wskazuje nazwa, do łowienia w małych strumieniach, czy rzeczkach. Producent sugeruje, że będzie skuteczna na wzdręgi jelce, a ma nie pogardzić nią kleń i pstrąg. Proponowana grubość żyłki to 0,12mm bez żadnych agrafek.

Testowałem ten wabik od lipca na pstrągach oraz na kleniach, okoniach w ostatnich tygodniach w rzekach typu Soła, Skawa; także w wodach stojących oraz na wiślanych jaziach.

Zacznę od łyżki dziegciu w beczce miodu, bo to naprawdę kozackie cudeńko. Otóż ktoś, kto wpadł na pomysł z tym konkretnym modelem haczyka, chyba jednak sam nie łowił na to ryb większych, czy bardziej drapieżnych. Nie wiem, czy w tym, czy dopiero w następnym sezonie dowiem się, jak działa ta blaszka na krasnopióry [doświadczenie mi mówi, że będzie rewelacyjna] i na ten gatunek ryb firmowy haczyk jest dostateczny. Otóż jest to masywny, rzekłbym dość toporny „hacor” [choć z piękną muchą], który owszem capnie wzdręgę, ale dla innych ryb, zwłaszcza z większym pyskiem doprowadzi nas do szału pustymi pobiciami, tym bardziej, że ryby „ładują” w to bez oporów.

Miałem okazję pooglądać jak reagują na to pstrągi. Powiem tyle, że Streamepps nie za bardzo działał tylko w bardzo ostrych fragmentach wody. Natomiast w spowolnieniach kropkowańce wyciągało to nawet z głębszych dołków. W płytkich, nieszybkich odcinkach rybom ciężko to pominąć. Szczególnie podany pod prąd i leniwie prowadzony tuż pod powierzchnią, pozwala obserwować spektakularne ataki, nie tylko maluchów. Kłopot właśnie tylko z tym haczykiem – te większe [miarowe i około miarowe pstrągi mi spadały].  Błystka za to wybacza rzuty niecelne, ponieważ bardzo wolno tonie, jak na było nie było metalowy wabik. A, i na żyłce 0,14mm rzuty wcale nie są takie bliskie, bo te 8 – 10 m przynęta leci, a jak można machnąć mocniej to jeszcze dalej.

Jeśli chodzi o łowienie Streamepps`em w większej, bystrej wodzie, to nie jest za łatwo. Przynęta jest jakby poniewierana przez ostry nurt i bardzo często wyrzucana na powierzchnię. Nie mniej w spowolnieniach, lub prowadzona pod odpowiednim kątem do nurtu daje radę. Złowiłem na to dużo niewielkich [do 30cm] kleni i okoni w Wiśle, czy Skawie. Znów z większymi jest ten kłopot, co z pstrągami. Podobnie okonie, które w zastoiskach  i bardzo, bardzo płytkich zatoczkach nie chciały nawet typowych twisterków,  dostawały jakiegoś amoku, aczkolwiek mimo małych rozmiarów ryb, także część brań była pusta. Łowiłem żyłką 0,14mm – w większej masie wody niż pstrągowa struga, trochę trudniej było panować na tą przynętą.

Głównym powodem mojego rozpływania się nad tą błystką są zaś jazie. Powiem tak: jeśli macie ten gatunek w swojej wodzie, kupcie sobie dwie – trzy takie wiróweczki, choć nie są najtańsze i po niewielkiej przeróbce będziecie zachwyceni.

Zazwyczaj małe, albo bardzo lekkie przynęty służą do łowienia rybek niewielkich, czym nie każdy jest zainteresowany. Zapewniam, że w temacie jazia, to można na to z łatwością skusić bardzo przyzwoite egzemplarze, które szczególnie przy wodzie mocno „trąconej”, mają gdzieś całe nasze pudełko. Sam się o tym przekonałem.

Podejście pierwsze było stresujące. W zasadzie miałem obawy, co do tego haczyka, będąc już po zabawach z pstrągami i chyba dość dobrze znając anatomię brania większych jazi. Nie mniej chciałem testować rzecz, jaką jest. Trafiłem na jak mi się zdawało dość ciężkie warunki, w których zazwyczaj jaziom dawałem spokój: mocno zmącona woda. Do tego ciągły gęsty deszczyk. Bezwietrznie. O łowieniu na upatrzonego nie było mowy. Okazało się, że trafiłem na świetne brania, ale dzięki tej przynęcie. Przez około dwie godziny zaliczyłem 8 brań, cztery wyjścia i kilka kleniowych maluchów. Łowiłem w „obczaskanych” miejscówkach, gdzie jazie powinny być. Na zmianę:  woblerki, Streamepps. Ryby tego dnia reagowały tylko i wyłącznie na tę błystkę. Myślę, że powodem była brudna woda. Jazie chyba nie mają dobrego wzroku. Do tego nawet moje najmniejsze wobki trzeba prowadzić w może bardzo wolnym, ale jednak takim tempie, by pracowały. Okazało się, że ta szybkość była dla ryb raczej za duża i albo nie chciało im się sprawdzać, co tam zaszumiało w mało przejrzystej toni, albo nie wyłapywały drgań, których nie było, jeśli prowadziłem wolniej. Otóż  Streamepps ma trzy potężne atuty: nienagannie pracuje w ekstremalnie wolnym tempie zwijania [z kijem uniesionym pod kątem około 45 stopni w stosunku do tafli wody, uzyskamy wręcz stanie przynęty w miejscu w ledwo widocznym nurcie, gdy nawet twisterki na 1g już wiszą bez życia], bez kłopotu penetruje 20 – 30cm płycizny pełne kłaków glonów, a dość silna fala akustyczna, jaką wywołuje skrzydełko, jest szybko przez ryby identyfikowana. Tutaj dodam, że jednak większość ludzi jeśli sięga po błystki w temacie tych ryb, to raczej są to konwencjonalne konstrukcje i nawet jeśli małe, to ważą te 1,5 – 2g i trzeba nimi jednak zasuwać. W moim łowisku jazie generalnie unikają wirówek – myślę, że wynika to z tego, iż są to ryby dość duże, i które w wyniku doświadczenia omijają przesadnie silne i dość szybko, co podkreślam, poruszające się wibracje.  Tak czy inaczej Streamepps, jest chyba moją najpowolniejszą przynętą.

Efekt tego pierwszego testu był tyleż spektakularny, co dołujący. Wszystkie osiem brań skończyło się brakiem „ostrego” kontaktu z rybą, nie licząc jednego, który po paru metrach spadł [dla mnie to rzadkość, bo jeśli się już zatnie to tylko kwestia podebrania ryby]. Szczególnie żal było mi czterech ryb, spokojnie pięćdziesiątek, którym na wodzie po kostki wyciągałem z pyska wiróweczkę, bez żadnych dla nich konsekwencji.

Podobną sytuację miałem rok temu, gdy spory jaziol wyłamał jeden grot podczas brania, a czego nie zauważyłem. Kilka kolejnych ryb nie zapięło się na kotwiczkę dwuramienną.

Szybka przeróbka i wabik wygląda jak poniżej.

(fot. AK.)

Niestety trzeba się pozbyć pięknej i wabiącej ryby muchy, poprzez przecięcie kółka haczyka. Dołożyłem najmniejsze z możliwych kółeczko łącznikowe i maleńką kotwiczkę Owner. Jest dość delikatna, ale na jazie, nawet duże wystarcza. Taka zmiana nie wpłynęła negatywnie na pracę przynęty; nie skręca też żyłki, co podkreślam – mimo setek rzutów. Łowię żyłką 0,10mm i jak widać korzystam z agrafki. Zasięg nie budzi żadnych zastrzeżeń.  Nie bójcie się, że „korpus” się pokrzywił. Nawet z lekko pogiętym drucikiem skrzydełko wiruje nienagannie. Daję słowo.

Co było dalej?

Kolejny dzień, mimo niezłej aury, nadal przywitał mnie brudną wiślaną wodą. Naprawdę mocno brudną. Wszystko w okolicznych bagienkach było jakby uśpione, jeśli w ogóle żyło.

(fot. AK.)

Okropnie mokro po deszczykach, zero owadów; tylko żaby niemrawo schodzą mi z drogi.

Mam słownie jedno branie, ale właśnie na wirówkę Mepps`a. Ryba jest bardzo przyzwoita.

(fot. AK.)

Ten jaź „pokazał” mi, że jest, bo w wodzie na około stopę głębokości, przemieścił się i zauważyłem sporą falkę. Wziął w bodajże czwartym rzucie, jakieś 50cm od brzegu i z 7m ode mnie w dół nurtu. Miał 50cm.

(fot. AK.)

Kolejny test był w normalnych warunkach. Woda nieznacznie wyższa, ale czysta. Dość pogodnie, choć sennie. Znów dwie, wieczorne godzinki. Zaliczam dwa wyjścia, gdzie ku mojemu zdziwieniu, ryby po kilku metrach „pościgu” dały spokój. Za każdym razem okazało się, że coś drobnego  [glony, a drugi raz spora trzcinka] zniechęciło ryby do brania. Trzeci atak spaprałem ja, widzą, jak jaź zamyka mordkę na wirówce.

Branie nr cztery było w końcu skuteczne [nic nie zrobiłem, a to właśnie należy zrobić].

Poświęcę parę zdań bo ryba atakowała zażarcie jak na jazia, a i sztuka była moją największą w tym sezonie, a drugą, co do wielkości w ogóle.

Dwa jazie kręciły się z 2m od lądu, na wodzie do 30cm. Udało mi się dokicać do nich z wyższego brzegu. Jedna z ryb zaatakowała natychmiast. Pierwsze wyjście najzwyczajniej jaź spudłował, poprawił jakby z tego samego machnięcia ogonem, co pierwszy raz – poczułem nawet lekkie trącenie błystki. Zero. Gdy byłem pewien, że jest po sprawie, bo jaź jakby się zawahał, ryba dosłownie przeczołgała się po glonach i mule [wystawało mu z 5cm grzbietu] i capnęła błystkę z metr od szczytówki i  20cm od linii traw. Wszystko, dzięki niesamowicie powolnemu zwijaniu żyłki, na co pozwala niegasnąca praca tego wabika.

Po zacięciu natychmiast uciekł kilka metrów od mojego stanowiska i jak to jazie, na wodzie ciutkę głębszej, chyba pomyślał, że wszystko jest ok, bo stanął. Dopiero, gdy uniosłem się z kolan i mocniej napiąłem żyłkę, pokazał na co stać grubego leniwca z końca lata.

(fot. AK.)

Po może zaledwie dwóch minutach, choć długich minutach, rybę z trudem w końcu podniosłem za brzuch i położyłem w trawskach na bagienku.

(fot. AK.)

Od początku, jak tylko zobaczyłem jego ślady na wodzie, widać było, iż będzie w okolicy 50-ki, ale okazał się być przede wszystkim wyraźnie…grubszym [42cm w najszerszym miejscu obwodu]. Miałem duży problem, by zmieścić go na dłoni i choć parę sekund utrzymać w tej pozycji. 53cm i z pewnością ważył ponad 2 kg. Podobną rybę tej wielkości złowiłem chyba z końcem kwietnia, ale tamten, to była chudzina przy tym „miśku”.

(fot. AK.)

Podsumowując: Streamepps to przynęta wyborna na jazie w mętnej, spokojnej wodzie. Przy normalnej przeźroczystości wody ma porównywalną skuteczność, co uznane wobki na te ryby. Przewyższa je w momentach szczególnego lenistwa ryb, choć powiem, że na wodach mocniej schodzonych przez wędkarzy, jazie bardziej ufnie łapią wobki. U mnie ten wabik ma niezbywalne miejsce w pudełku z przynętami na jazie.

Jeszcze jednym atutem tej zabawki, jest to, iż będzie na bank przynętą całoroczną. Właśnie przez możliwość niesamowicie powolnego prowadzenia Stremepps`a i zarazem wyrazistości i delikatności pracy, świetne sprawdzi się na wszelkich starorzeczach [kleń, okoń], co zamierzam również pokazać, tylko niech się schłodzi. Polecam z czystym sumieniem.

 

4 myśli nt. „Przynęta „ogień”

  1. Ciekawa sprawa. Elastyczny korpus przynęty mnie by skłaniał do przekonania, że praca będzie właśnie chybotliwa, a okazuje się, że jest dokładnie odwrotnie.

    Mam też propozycję 🙂 Mogę zaoferować ukręcenie much na kotwiczkach do montażu w miejsce topornych haków (wzór muchy wg uznania). W zamian chętnie przyjmę parę pstrągowych wahadłówek do testów na przyszły sezon;)

  2. Bardzo chętnie się tak wymienię. Proszę podesłać adres na mail – ja wyślę wahadełka i kotwiczki pod muchy z krótkim opisem.

  3. Jaką wielkość założonej kotwiczki polecałby Pan do najmniejszego rozmiaru 0,9 g ? Docelowo do testów na jaziach i wzdręgach na wolnym uciągu ;kotwiczki będą bezzadziorowe.

    • Na wzdręgi jak najmniejsze, choć lepszy jest pojedynczy haczyk z „muchą”. Nie musi być bardzo mały. Ważne by był cienki. Na jazie stosuję dwa rozmiary kotwiczek: tu mam kłopot, bo kupuję na oko, a różne firmy mają różne numeracje. Powiem tak: w tych większych pojedyncze ramię od kółka do miejsca gdzie się zagina ma około 5mm, a rozstaw między grotami sąsiadujących ramion – równo 6mm. Te większe są dłuższe o jakieś 2mm i rozstaw około 8mm. Ale te mniejsze chyba są skuteczniejsze przy wabikach jakie stosuję. Wg mnie to rozmiary 12 i 14.

Odpowiedz na „PiotrAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *