Sushi z okonia

Nie, nie skusiłem się. Okonie próbował zjeść ktoś inny, ale to tylko epizod. Głównym celem były klenie, choć aura i warunki w wodzie wybitnie nie ułatwiały, by dobrać się do tych ryb. I mimo, że trafiały się sztuki wyraźnie nad 40cm, to jednak ilościowo przytłoczyły je okonie. Sporo czasu poświęciłem ostatnio większym górskim wodom. Było, szczególnie na początku, przed załamaniem pogody - bardzo fajnie, choć bez większych ryb. Rzeka nadrabiała za to piękną ilością brań. Można się było wyluzować po gonitwach za pstrągami i aktualnymi podchodami za większymi jaziami. Zacząłem 16-go, chyba dwie albo trzy doby po grubym deszczu. Celem miały być cztery spore kałuże starorzeczy, ale okazuje się, że zerwanie się w połowie wrześniowej nocy poszło na marne: wszystkie trzy dołki są zapełnione brązową wodą, okraszoną toną liści, strąconych przez wichurę. Wszystko jeszcze pływa na tafli. Mimo dopiero co budzącego się dnia, już Czytaj więcej [...]

Przynęta „ogień”

Kiedyś pisałem, że buszując w magazynie sklepu Pirania, wyłowiłem sobie kilka dość ciekawych i na oko łownych, w szczególnych warunkach bardzo łownych moim zdaniem przynęt i to przynęt, na które większość spinningistów na ogół nie zwraca uwagi. Co roku odkrywam dla siebie jakiś wabik. W zeszłym sezonie były to ultra małe woblerki na jazie. Coś mi się zdaje, że dla mnie odkryciem ostatnich dni będzie ciekawa błystka Streamepps. W temacie błystek wirowych raczej cudów się chyba już nie wymyśli, nie mniej konstrukcja, którą chcę przedstawić jest, co pokażę niżej bardzo, bardzo skuteczna przez swoją nieprawdopodobną lekkość. Zasadniczym novum jest to, że korpus przynęty stanowi delikatna plecionka. Nie jest to jakieś rewolucyjne rozwiązanie, ponieważ miałem okazję w ostatnich latach testować podobne „cuda” innych firm, nie mniej miały one jedną wadę: albo oferowano błystki jak śmigła helikoptera, albo jeśli w asortymencie było Czytaj więcej [...]

Wędka warta uwagi

Będąc pasjonatem historii, dość mocno, choć teoretycznie zachwycam się różnego rodzajami broni białej. Ponieważ mam kilku znajomków należących do bractw rycerskich, kilkakrotnie miałem okazję doświadczyć różnic w na pozór dość podobnych egzemplarzach danej broni. Jako przykład podam  zaskakujący  dla mnie, jako wyłącznie teoretyka pokaz szabel. Były to tzw. batorówki – obie współcześnie wykonane kopie. Dało się zauważyć między nimi niewielkie różnice w krzywiźnie, wielkości struziny, szerokości pióra. Co ciekawe – na wadze były identyczne. Do grama. W ręce zaś… Nawet nie będąc szermierzem i nie mając o tym pojęcia, jedną trzymało się jak patyk; no czuć było, że coś z nią nie tak. Przy pozycji, nazwijmy ją zasadniczą [ręka dzierżąca broń, wyciągnięta do przodu, lekko ugięta w łokciu], po kilkunastu sekundach zaczynał mi „latać” nadgarstek. Ta druga – coś całkiem innego. Największa różnica była zaś przy Czytaj więcej [...]

Trzecie podejście – cz.II

Dzień trzeci Tajemnica chyba odkryta. Ciągle nurtowała mnie ta zmiana zainteresowań ryb, dotycząca twisterów.  Startuję 20 minut przed szóstą. Kroi się znów totalna lampa. Wybieram fragment leśny, nad którym byłem raz, ale schodzę jeszcze niżej, bo za pierwszym razem w dole rzeki miałem w polu widzenia co najmniej trzy świetne zakręty. Jedyną trudnością jest bardzo muliste dno. Pierwsza miejscówka. Spokojna, widać, że głębsza woda pod pniakiem. Podchodzę powolutku i widzę subtelny ale wyraźny spław. Na pewno nie maluch. Dyskretne ale całkiem duże falki rozchodzą się prawie od brzegu, do brzegu. Nauką wczorajszych zmian rzucam 5cm twister na 1g. Wychodzi nawet ten pierwszy rzut i gumka ląduje głęboko pod pniem. Nie zdążyłem nawet odczekać, by przynęta zatonęła. Żyłka nagle sama się napięła, a już przed pniem, od mojej strony wysokie salto robi fajny pstrąg. Jak na początek dnia – świetnie. Nie pamiętam czy miał 37, Czytaj więcej [...]

Trzecie podejście – cz.I

W ostatni dzień sierpnia zamykałem sezon pstrągowy na wodzie okręgu. Byłoby pewnie w miarę nieźle gdybym wybrał Rudawę, ale uparłem się udowodnić sobie po raz nie wiem który, że w Cedronie pływa coś więcej, niż rybki ciut większe niż palec. Tak, czy inaczej był to bolesny powrót do krakowskich realiów pstrągowania. Ale to była tylko końcówka projektu jaki sobie na ten sezon założyłem [o tym napiszę zimą]. Na szczęście, po raz trzeci miałem możliwość zmierzyć się z pokaźnym pstrągiem w dniach 27 -30 sierpnia. Tak, tak – dość niespodziewanie wylądowałem tam ponownie. Głównie za sprawą Agnieszki, która widząc mojego doła po ostatniej porażce z olbrzymem, autentycznie namówiła mnie [dla mnie dwa razy było aż nadto], poświęciła się i pojechała ze mną w rejon, gdzie – nie czarujmy się – poza wędkarstwem, to szczególnych cudów nie ma. Często chwalimy się żonami/dziewczynami, ale fajnie wiedzieć, że po 15 latach bycia Czytaj więcej [...]