Szaleństwo

Wędkarstwo jest dla mnie czymś w rodzaju pogoni za emocjami, ściganiem się z samym sobą, rodzajem hazardu, wreszcie dziwacznym rodzajem kontemplacji, kiedy wyłączam się całkowicie i liczy się tylko skrawek zielono-wodnego świata. Tym razem napiszę bardziej zdawkowo, bo i tak raczej nie znajdę słów, które oddadzą poziom ekscytacji i  wręcz eksplozji emocji, jakich nigdy nie doświadczyłem, łowiąc pstrągi, a i niewiele porównywalnych chwil mógłbym przywołać z nad innych wód, łowiąc inne ryby. Fakt jest taki, że cały pobyt przerodził się w pogoń, poszukiwanie dużego pstrąga, gdyż bardzo szybko te koło 40cm – tamtejszy standard – owszem, cieszyły mnie jak nie wiem co, ale w sumie nie miały znaczenia wobec tego, co momentami można było widzieć. Nawet żałuję, bo na ten wyjazd namówiła mnie Agnieszka, gdy po raz setny opowiadałem, jak dałem się zrobić w konia wielkiemu kropkowańcowi poprzednim razem. I stało się tak, że spotkałem rybę, Czytaj więcej [...]