13/72 – cz. II

Dzień drugi Po długiej jeździe i tym pierwszym popołudniu, i wieczorze jem coś, co szumnie nazwę kolacją. Najbliższe miejsce, gdzie może coś kupię do jedzenia jest o prawie 10km od domku, pod warunkiem, że zjawię się przed 22.00. Nie chce mi się.  Pozostaje bogata, ale mająca parę godzin kanapka. Jakoś mi to nie przeszkadza. Mam na najbliższy dzień tyle alternatyw, że nie mogę zasnąć. Martwię się tylko tym, że gdy Karol odwoził mnie na kwaterę, to parę kilometrów jechaliśmy w totalnej ulewie. Boję się, że to załatwi temat na amen, choć Przewodnik twierdzi, iż rzeczka nr 1, choćby nie wiem jak lało, w górnym biegu będzie czysta. Taka jest. Panuje taki upał po całym dniu, że można zwątpić. Chmary komarów nagromadzonych nie wiadomo skąd, wyłażą ze wszystkich kątów. Co mogę to tłukę, potem gaszę światło i zapalam na korytarzu przy otwartych drzwiach. Większość paskud nabiera się na to. O otwarciu okien nawet nie myślę. Czytaj więcej [...]