Szaleństwo

Wędkarstwo jest dla mnie czymś w rodzaju pogoni za emocjami, ściganiem się z samym sobą, rodzajem hazardu, wreszcie dziwacznym rodzajem kontemplacji, kiedy wyłączam się całkowicie i liczy się tylko skrawek zielono-wodnego świata. Tym razem napiszę bardziej zdawkowo, bo i tak raczej nie znajdę słów, które oddadzą poziom ekscytacji i  wręcz eksplozji emocji, jakich nigdy nie doświadczyłem, łowiąc pstrągi, a i niewiele porównywalnych chwil mógłbym przywołać z nad innych wód, łowiąc inne ryby. Fakt jest taki, że cały pobyt przerodził się w pogoń, poszukiwanie dużego pstrąga, gdyż bardzo szybko te koło 40cm – tamtejszy standard – owszem, cieszyły mnie jak nie wiem co, ale w sumie nie miały znaczenia wobec tego, co momentami można było widzieć. Nawet żałuję, bo na ten wyjazd namówiła mnie Agnieszka, gdy po raz setny opowiadałem, jak dałem się zrobić w konia wielkiemu kropkowańcowi poprzednim razem. I stało się tak, że spotkałem rybę, Czytaj więcej [...]

13/72 – cz. II

Dzień drugi Po długiej jeździe i tym pierwszym popołudniu, i wieczorze jem coś, co szumnie nazwę kolacją. Najbliższe miejsce, gdzie może coś kupię do jedzenia jest o prawie 10km od domku, pod warunkiem, że zjawię się przed 22.00. Nie chce mi się.  Pozostaje bogata, ale mająca parę godzin kanapka. Jakoś mi to nie przeszkadza. Mam na najbliższy dzień tyle alternatyw, że nie mogę zasnąć. Martwię się tylko tym, że gdy Karol odwoził mnie na kwaterę, to parę kilometrów jechaliśmy w totalnej ulewie. Boję się, że to załatwi temat na amen, choć Przewodnik twierdzi, iż rzeczka nr 1, choćby nie wiem jak lało, w górnym biegu będzie czysta. Taka jest. Panuje taki upał po całym dniu, że można zwątpić. Chmary komarów nagromadzonych nie wiadomo skąd, wyłażą ze wszystkich kątów. Co mogę to tłukę, potem gaszę światło i zapalam na korytarzu przy otwartych drzwiach. Większość paskud nabiera się na to. O otwarciu okien nawet nie myślę. Czytaj więcej [...]

13/72

To będzie długa relacja. Wyprawa była dla mnie pouczająca pod kilkoma względami. Po pierwsze – przestałem się podniecać pstrągami po 35cm. Co więcej, po tym co mnie spotkało, to czterdziestka będzie taka sobie. Kolejny wniosek – kocha się i łowi największe ryby do jakich ma się dostęp, przy czym – faktycznie, dla kropkowańców można zwariować. Zacząłem już rozumieć, dlaczego duże pstrągi niektórzy uważają za nobilitujące: muszą mieć szansę urosnąć, trzeba takiego podejść, a to że weźmie okazuje się małym sukcesem wobec tego, czy hol się powiedzie. Wprawdzie nie zmienię  zdania i nie uważam pstrągów za bardziej szlachetny gatunek od innych „łuskowców”, ale to chyba najtrudniejsza ryba do wyholowania po zacięciu [pomijam trocie, łososie i głowacice, bo o nich nie mam pojęcia]. Wiem już, że pancerny zestaw nie zawadza, choć trochę finezji też nie szkodzi, aczkolwiek żyłkę 14-kę to można zostawić w domu, bo różnica Czytaj więcej [...]

Krótkie info

W związku ze sporymi ostatnio kłopotami i koniecznością styczności z naszym chorym systemem opieki zdrowotnej, niestety nie miałem wiele okazji pojechać na ryby, pomimo wakacji. Stąd przez tak długi czas nie pojawił się żaden wpis. Dziś wyjeżdżam na ciekawą, trzydniową wyprawę, więc za około cztery dni pojawi się relacja. Mam nadzieję, że będę miał o czym Wam poopowiadać…