Dobre dla początkujących

Czułem się ostatnio jak dzieciak wpuszczony do sklepu z zabawkami. Otóż mogłem sobie grzebać do woli, bez ograniczeń w magazynie sklepu Pirania. Co więcej, wybrałem sobie rzeczy, które wpadły mi szczególnie w oko. Pojawi się zatem trochę recenzji, aczkolwiek bez pochwał rzucanych na wiatr. Nie mniej celowałem w wyroby, które raczej nie zawiodą, koncentrując się na np. przynętach, które spinningista – konserwatysta raczej ominie. Pierwszą zdobyczą była wędka, która będzie główną nagrodą w konkursie i jest naprawdę świetna, ale o niej innym razem. Nie ukrywam, że jestem fanem mikrojigów i o nich będzie poniższy tekst, uwzględniający na razie zastosowanie ich wyłącznie wobec pstrągów. W rzeczkach, [bo akurat w takich wodach łowię kropki najczęściej], pstrągi nieodparcie kojarzą mi się z nierozerwalnym trio przynęt, na który składa się wahadłówka, perłowy 5cm twister i właśnie mikrojig. Tu, aby była jasność wg mojego podziału Czytaj więcej [...]

Cena bezmyślności

Miałem napisać małe podsumowanie półrocza; jak tam na poszczególnych wodach, co bierze, a co nie za bardzo. Ale… Mocno przykładam się w tym roku do kropkowańców na pobliskiej, ale też i na bardziej odległych wodach. Dzień przed opadami odwiedziłem odcinek, na którym cały maj i czerwiec łowiłem z kilkoma kolegami, jak na polskie warunki duże ilości miarowych pstrągów potokowych. Przepięknych, w dużej części  z naturalnego tarła z wielkimi ogonami, fruwającymi po kilka razy w powietrzu, zanim znalazły się w podbieraku. Normą były 2-3ryby w granicach 32-35cm, jeden 35+ w ręce i przynajmniej kontakt z pstrągiem, który raczej już mijał czterdziestkę. To był podkreślam standard. Nierzadko bywały dni, naprawdę nierzadko, gdy w ciągu 3-4godzin, bo tyle tu łowiliśmy przeciętnie – przez ręce przechodziło nam do nawet ośmiu miarowych ryb w tym niezłe już sztuki, jak ta poniżej. Oczywiście wszystkie wracały do wody, wyjmowane co najwyżej Czytaj więcej [...]

Udany eksperyment

Bardzo bym chciał, by jak najwięcej osób przeczytało ten tekst.  Sam dość mocno się złoszczę, jak jakiś „dziador” twierdzi, że całe to wypuszczanie ryb to jakaś chora ideologia, kaprys, szpan, nonsens itp. Jakby nie działały przykłady z krajów, które pod tym względem mają się akurat czym pochwalić. Ostatnio miałem taki sparing werbalny z pewnym człowiekiem [nomen omen zarzucał mi, że mówię nieprawdę], który w pewnym momencie już skapitulował i przyznał rację, że może to jest jakiś sposób, by łowić więcej i większych ryb, bo tego chce akurat każdy. Ale nagle coś go olśniło, że co jak co, ale wypuszczanie pstrągów nie ma sensu, bo i tak zdychają. Na nic moje tłumaczenie, że w takiej np. Finlandii są łowiska, gdzie można zabrać tylko pstrąga bez płetwy tłuszczowej [tak odróżniają „wpuszczaki” od dzikich], więc inne się wypuszcza, jakoś są i rosną. Ciężko mu było to zaakceptować… Poniżej wywiad z v-ce szefem Czytaj więcej [...]