Metr jazia [w dwóch rzutach]

Życie wędkarzy nie rozpieszcza. No, chyba, że się jest emerytem o w miarę środkach do życia i niezłym zdrowiu. Cały tydzień słuchałem tylko ile wyjść miał kumpel, ile emocji, a jak przyszedł weekend, to zrobiło się szaro – buro. Tak naprawdę zgadzało się  tylko jaziowe ciśnienie, bo cała reszta była do bani. Totalne zachmurzenie z tendencją do takiego jednolitego, co zazwyczaj przekłada się na naprawdę nędzne wyniki. I hulał sobie wiatr jak zimą: ostry i wschodni.  Mimo, że ubranie – wydawało mi się mam ok., to jednak przemarzłem okropnie. Najzwyczajniej mnie przewiało.  Woda wyglądała jak martwa, nie licząc dwóch momentów. Widziałem ewidentne dwa ataki bolenia lub boleni – jeden za drugim w tym samym miejscu i coś co wyglądało jak atak sporego drapieżnika z odgłosem sypanego żwirku, więc chyba mały sumek. Wyglądałem jak kosmita, zanim nie dojechał po dwóch godzinach znajomy, bo ani ludzi, [co akurat tutaj normą], ani Czytaj więcej [...]