Dobre popołudnie

Zrobiło się trochę zaległości. Tekstowo jestem dopiero w połowie kwietnia. Nie mam zamiaru w nieskończoność zanudzać Was jaziami, ale mam nadzieję, że jeszcze trochę wytrzymacie. Obiecuję od 1 maja dać szansę innym rybom, a czy skutecznie, to się zobaczy. Nie mniej zanosi się na „nudny” sezon, bo nie mam wątpliwości – jazie będą mi towarzyszyć zapewne do końca października. Pewnym urozmaiceniem miały być egzotyczne dla mnie belony, których nigdy nie łowiłem, ale już wiem, że się nie wybiorę. Cóż – życie, jak się to mówi. Ostatnio skończyłem na wzdręgach. Ponieważ pogoda była chwiejna, krasnopiórki już nie chciały żerować, postanowiłem postraszyć jeszcze jazie. Dwie godziny po rozstaniu z kolorowymi rybkami jestem na jaziowej mecie. Co mogę powiedzieć dziś, pisząc to z perspektywy dwóch tygodni? Jedna uwaga zasadnicza: wtedy ryby brały nadal „wczesnowiosennie”. Przynęta musiała iść bardzo, bardzo wolno. Teraz Czytaj więcej [...]

Życiówka w galerii C&R

Otrzymałem na pocztę przepiękne zdjęcie z przekozackim pstrągiem potokowym. Dzikim pstrągiem z dzikiej rzeki. Pstrąg wrócił do wody. Dawno się tak nie ucieszyłem. Z dwóch powodów. Pierwsze, że ryby tego gatunku niezwykle rzadko są wypuszczane, jeśli są miarowe, pod drugie – łowca pstrąga chce być w galerii „jesteśmy elitą”. Od dłuższego czasu, od prawie roku nikt się nie zgłosił. Zastanawiałem się dlaczego? Czy wśród moich Gości aż tak mało ludzi wypuszcza ryby? Bo, że mniejszość, to jest oczywiste. Nie sądzę, że aż tak ważne jest, by być na fotce z jakimś okazem, choć pewnie każdy z nas woli taka opcję, niż jakąś maliznę, tyle, że tu chodzi o zamanifestowanie postawy. W świetle tego, że PZW poza zasłonami dymnymi w postaci jakiejś debaty „brać, czy wypuszczać”, nie robi w zasadzie nic w tym kierunku i możemy posłuchać tylko jak jeden prezes mówi o wymieraniu pokolenia i że wtedy to już będzie fajnie, to potrzeba Czytaj więcej [...]

Wielbicielki słońca

By nie było zbyt nudno, zrobiłem małą odskocznię od jazi. Nie wiem, czy wzdręgi są dla Was na tyle atrakcyjne, by poświęcić im cokolwiek czasu. Moim zdaniem warto.  Powody są co najmniej trzy: - można nacieszyć się dużą ilością brań, co szczególnie z początkiem sezonu ma niemałe znaczenie - jeśli sensownie podejdzie się do sprawy, to statystycznie średnia wielkość przeciętnej wzdręgi będzie wyraźnie większa niż przeciętnego okonka - ryby te są znacznie bardziej dynamiczne, sprytniejsze w ucieczce niż podobnej wielkości garbusek, a przy tym, w niektórych przynajmniej łowiskach można polować na konkretne sztuki, a nie na chybił trafił, co dla mnie jest szczególnie ekscytujące Namawiam szczególnie teraz. Ze względu na brak zimy, krasnopiórki już od jakichś 2 – 3 tygodni są bardzo aktywne; kulminacja ich najlepszego żerowania ma miejsce teraz i potrwa jeszcze z dziesięć, maksymalnie dwadzieścia dni. Potem ryby się rozpłyną Czytaj więcej [...]

Niezła tyczka

Na początku poważny apel. W imieniu dość dużej grupy, [chyba początkujących] wędkarzy, którzy zwrócili się z zapytaniem o sprzęt do bardzo lekkiego spinningu [kije max do 10g], proszę ewentualnych użytkowników o krótkie informacje, co do swoich doświadczeń. Siłą rzeczy mam wgląd tylko w mały wycinek tego, co oferuje rynek, więc nie chcę się wypowiadać na temat wędek, którymi nie łowiłem, a często nawet nie miałem w ręce. To, co najczęściej powtarza się w zapytaniach, a co prosiłbym uwzględnić w ewentualnych wpisach, to: - realna akcja kija [często ta podawana w opisie niekoniecznie potwierdza się nad wodą] - ciężar wyrzutu i ewentualne tutaj uwagi [doświadczenia z różnymi przynętami] - zachowanie wędki, przy danej grubości żyłki [czy ryby spadały, czy nie] - ważne: zwrócenie uwagi na to czy wędka to wklejanka Jak obiecałem kiedyś, poniżej zamieszczam recenzję kija, który zakupiłem specjalnie pod jazie.  Najpierw suche Czytaj więcej [...]

Metr jazia [w dwóch rzutach]

Życie wędkarzy nie rozpieszcza. No, chyba, że się jest emerytem o w miarę środkach do życia i niezłym zdrowiu. Cały tydzień słuchałem tylko ile wyjść miał kumpel, ile emocji, a jak przyszedł weekend, to zrobiło się szaro – buro. Tak naprawdę zgadzało się  tylko jaziowe ciśnienie, bo cała reszta była do bani. Totalne zachmurzenie z tendencją do takiego jednolitego, co zazwyczaj przekłada się na naprawdę nędzne wyniki. I hulał sobie wiatr jak zimą: ostry i wschodni.  Mimo, że ubranie – wydawało mi się mam ok., to jednak przemarzłem okropnie. Najzwyczajniej mnie przewiało.  Woda wyglądała jak martwa, nie licząc dwóch momentów. Widziałem ewidentne dwa ataki bolenia lub boleni – jeden za drugim w tym samym miejscu i coś co wyglądało jak atak sporego drapieżnika z odgłosem sypanego żwirku, więc chyba mały sumek. Wyglądałem jak kosmita, zanim nie dojechał po dwóch godzinach znajomy, bo ani ludzi, [co akurat tutaj normą], ani Czytaj więcej [...]

Uciekając przed cieniem

Wygląda, że będzie świetny sezon jeśli chodzi o jazie. Wprawdzie kolejne przedpołudnie miało być zabawą ze wzdręgami, ale że coś mi nawaliło w elektryce, to auto odmówiło posłuszeństwa i nadal nie wiem, jak jest z tym gatunkiem, choć wszystko wskazuje, iż powinien żerować i to jeszcze w tych wielkich pozimowych stadach. Drugie auto mogłem podkraść dopiero po południu mojej ładniejszej połowie i już ostatnie, trzy godziny przed zmrokiem spędziłem planowo. Było bardziej obiecująco, bo wiaterek stał się znacznie słabszy niż dzień wcześniej. Znów zaskoczył poziom wody, dla odmiany wysoki i tak ma być przez cały rok. Mają jakiś „prikaz” na zaporach i będą jechać z wodą, to znów wstrzymywać. Raczej nie do przewidzenia, nie licząc większych opadów lub suszy. Okazało się, że przy zimnej jeszcze wodzie lepszy jest jej niski poziom, albo płytsze fragmenty. Nie wiem do końca, czy chodzi o to, że jazie przyklejone teraz zazwyczaj Czytaj więcej [...]