Jak nie złowiłem nic

Ostatnie, moje rzadkie przez chorobę wyjazdy, były wręcz katastrofalne. Powiedzieć, że nie złowiłem nic, tak zupełnie zero to też nieprawda ale efekty były żenujące. Chwilę zastanawiałem się, czy jest sens o tym pisać, ale – nie ukrywam, że świadomość iż dawno nie dodałem tekstu, swoje robiła, a dwa, to zapewne i Wy, macie czasem spore wątpliwości, na co się zdecydować. Ja, szczególnie późną jesienią i właśnie wczesną wiosną miewam poważne kłopoty z podjęciem decyzji, gdzie jechać i często wybieram źle. Nie będę koncentrował się na tym, czy ryb jest dużo, czy mało, ale na innych czynnikach. Moje ostatnie kiepściutkie wyniki nie są na pewno winą ryb, ale mój udział też nie jest tu szczególny. Po prostu są inne czynniki, których choćby nie wiem co, to nie przeskoczymy. Ponieważ jestem zdecydowanie wędkarzem rzecznym z zaakcentowaniem nizin, pstrągi są dla mnie mimo wszystko jakimś tam uzupełnieniem. Łaskawa aura pozwalała Czytaj więcej [...]