Worek się otworzył

Jazie rozkręciły się na dobre. Pierwszy dzień nad wodą już po pierwszych 30 minutach dał prawie półmetrową rybę, zaraz potem „skopałem” branie dające mi na tacy chyba największą rybę tego dnia. O 14.00 byłem niesamowicie optymistycznie nastawiony, zakładając, że zakończę dzień z czwórką  - piątką ładnych ryb. To co się działo wieczorem przerosło moje oczekiwania, zaś finalny wynik był powodem lekkiego zdenerwowania. Potencjalnie, miałem w realnym zasięgu około 20 dużych jazi. Niestety, rzeczywistość terenowa i, że tak powiem „przyrodnicza” bywa czasami nie do przeskoczenia, więc w ostatecznym rozrachunku miałem na kiju 7 ryb, a wyjąłem zaledwie trzy. Koledzy złowili dalsze sześć. Co istotne, żaden jaź nie miał mniej niż 45cm. Ponownie potwierdziła się niechęć jazi do wiatrów i to, że o ile ryby te nie mają sokolego wzroku, to słuchem dysponują fenomenalnym. Sobota 29 marca. Przed szybkim, porannym galopem nad wodę Czytaj więcej [...]

Jak w książkach…

Tytuł trochę na wyrost. Tak naprawdę było bardzo, bardzo ciężko, choć nie przegrałem wirtualnego zakładu, w którym postawiłem nowy kij. W tym marcowym łażeniu za jaziem jest dużo prawdy, ale głównie w wyniku doświadczeń wędkarzy gruntowych. Faktycznie, ten gatunek żeruje już nieźle, ale właśnie w taki sposób i chyba na takim pokarmie, że spinningistom aż tak lekko i łatwo nie jest. Może inaczej wygląda to z perspektywy Dolnego Śląska, gdzie temperatury łaskawsze, ale na moich terenach, to ja, poza przypadkowymi złowieniami, na ryby te mogę liczyć w celowy i powtarzalny sposób, dopiero w kwietniu i to raczej w jego drugiej połowie. Na szczęście, w tym roku przyroda wynagrodziła nam zimę długą w zeszłym sezonie jak tasiemiec  i już teraz nie jest utopią zapolowanie na jazia, grubego jaziola. Porównując warunki nad wodą do analogicznego czasu 2013r, to u mnie było wtedy minus 11 w nocy i tuż poniżej zera w dzień. Pierwszego jazia Czytaj więcej [...]

Emocje już były

To będzie o tyle dziwny tekst, że nie dokumentowany fotkami. Piszę go jednak z jednego powodu: wszyscy wyposzczeni zimową przerwą spinningiści, którzy nie łowią z wyboru, albo nie mają możliwości zapolować nawet na tak niewielkie jak moje pstrągi, powinni udać się nad nizinną wodę! Naprawdę, już warto. Te wszystkie info od znajomych o tym, że jazie gdzieś się pojawiły, że ktoś, gdzieś coś widział, a czasem nawet złowił nie były ściemą. Na moich wodach bardzo okazałe ryby tego gatunku są już na swoich letnich stanowiskach, choć uczciwie powiem, że na szał żarcia nie ma co liczyć. Albo inaczej: ryby są tak powolne, iż nie nadążają, nie mniej żerują. Nic tak w wędkarstwie nie nuży niż kolejna pusta godzina bez kontaktu, choćby wizualnego. Co w związku z tym jest konieczne, byśmy zaraz na pierwszej nizinnej akcji, nakręceni „wędkarskim postem” nie sparzyli się i nie powiedzieli, że jest jak zwykle? Po pierwsze musimy mieć Czytaj więcej [...]

Jak nie złowiłem nic

Ostatnie, moje rzadkie przez chorobę wyjazdy, były wręcz katastrofalne. Powiedzieć, że nie złowiłem nic, tak zupełnie zero to też nieprawda ale efekty były żenujące. Chwilę zastanawiałem się, czy jest sens o tym pisać, ale – nie ukrywam, że świadomość iż dawno nie dodałem tekstu, swoje robiła, a dwa, to zapewne i Wy, macie czasem spore wątpliwości, na co się zdecydować. Ja, szczególnie późną jesienią i właśnie wczesną wiosną miewam poważne kłopoty z podjęciem decyzji, gdzie jechać i często wybieram źle. Nie będę koncentrował się na tym, czy ryb jest dużo, czy mało, ale na innych czynnikach. Moje ostatnie kiepściutkie wyniki nie są na pewno winą ryb, ale mój udział też nie jest tu szczególny. Po prostu są inne czynniki, których choćby nie wiem co, to nie przeskoczymy. Ponieważ jestem zdecydowanie wędkarzem rzecznym z zaakcentowaniem nizin, pstrągi są dla mnie mimo wszystko jakimś tam uzupełnieniem. Łaskawa aura pozwalała Czytaj więcej [...]

Warto poświęcić godzinę

Poniżej zamieszczam link do dyskusji jaka miała miejsce na ostatnich targach Rybomania. Nie będę wdawał się w krytykę poszczególnych wypowiedzi panów prezesów, których wypowiedzi były w 90% kręceniem się w kółko, niezdarnym kluczeniem próbującym znaleźć jako taki sensowny argument. Na tle pozostałych uczestników debaty wypadli blado, mało kompetentnie. Każdy ma swój rozum i sam sobie oceni. Chciałem za to zauważyć trzy kwestie, na które niekoniecznie każdy zwróci uwagę. 1.     Z jednej strony pozytywnie zaskoczył mnie fakt upublicznienia takiej debaty. Z drugiej strony, sądząc z ilości wpisów w dyskusji pod nią, mało ludzi jest zainteresowanych takimi kwestiami. Można wyciągnąć wniosek, że wśród wędkarzy jest tylko garstka realnie martwiąca się o to, co w wodzie i tak pewnie jest. Nie mam też wątpliwości, iż upublicznienie przez PZW całej dyskusji, było jednak takim „gierkowskim” zagraniem na zasadzie: wiemy, że jest Czytaj więcej [...]