Mała, tajna

Wyobraźcie sobie taką rzecz: mała, naprawdę mała, zapomniana rzeczka nizinna. Kiedyś w odległych latach zarybiona pstrągiem. Wiem, wiem – brzmi, jak żart. Jak marzenie naiwniaka. Rzeczka  naprawdę istnieje. Ryb, jak na lekarstwo - to jej stan faktyczny, jednak na pewnym odcinku, przy odpowiedniej pogodzie... Te około 1000m z całych, może 10km cieku, bo taka jest mniej więcej długość siurnika. Poza moim znajomym i jeszcze dwoma wędkarzami, prawie na pewno nikt tu nie zagląda w temacie złowienia czegokolwiek, nie licząc paru dziadków z robalami i sprzętem sprzed 30 lat. Dość liczne są małe rybki, głównie strzeble. Znacznie mniej jest kloneczków, ślizów. Pstrąg 30+ to duży sukces. Tych, którzy w miarę często łowią naprawdę poważne ryby w kropki, do razu ostudzę: jestem prawie pewien, że okaz powyżej 50cm tu nie  mieszka. Co więcej, sądzę, iż ryba ponad 40cm byłaby wielkim sukcesem. Tu wszystko widać, przy normalnej wodzie i jeśli Czytaj więcej [...]

ASC

Cóż, wyjdę w tym tekście na straszliwego malkontenta. Co więcej, sam odniosłem takie wrażenie nad wodą, rozmawiając ze spotkanymi wędkarzami.  Ale  nie! Nie dam się zbić z tropu i pocieszać na siłę. 7, 8 i 11 lutego, czyli tydzień po rozpoczęciu sezonu pstrągowego, kolejny raz wybrałem się na ryby. W zasadzie dokonałem wędkarskiego samobójstwa, gdyż pojechałem nad powszechnie znane, wręcz sztandarowe rzeczki pstrągowe naszego okręgu. Już rok temu miałem w planach „oblecieć” główne cieki pstrągowe – mam na myśli Rudawę, Szreniawę, Dłubnię, Głogoczówkę i Harbutówkę oraz Prądnik zwany Białuchą. Oczywiście moja opinia jest niezwykle wyrywkowa i jestem tego świadomy. W jednym zdaniu, przynajmniej cztery z tych rzek [na czwartej byłem 14-go] można skwitować tak: jest tam bardzo mała, wręcz znikoma szansa na złowienie okazu, co potwierdzają zresztą nieliczne zdjęcia z tego sezonu, lecz taka szansa jest, za to by mieć relatywnie Czytaj więcej [...]

Edukacja

Nazbierało się tego wszystkiego tyle, że zanim przejdę do krótkiej relacji z kolejnego wypadu, chciałbym odnieść się do przynajmniej niektórych  opinii. Zrobiłbym to szybciej ale ostatni czwartek i piątek spędziłem na rybach z naprawdę niezłym skutkiem. Doba ma ile ma, więc jak mam czas to jednak wolę ryby, niż pisanie o nich, a są przecież inne sprawy. Ale do rzeczy. Kwestia pierwsza, bo wydaje mi się najłatwiejsza. Uklejki poniżej zapory. Ktoś napisał jednym zdaniem, że to ingerencja człowieka. Dokładnie tak. Trafne są spostrzeżenia jednego z Panów, iż to obniżenie lustra wody i szybki nurt spowodował w zasadzie brak tych rybek w porównaniu do stanu sprzed budowy zapory. Do tego dochodzi obniżenie temperatury wody w skali roku, a nie jej wzrost. Zapora ma taką konstrukcję, że podobnie jak nad Soliną – wypływający nurt pochodzi z dolnych, bardzo chłodnych warstw. To dlatego od czasu wybudowania zapory, w ciągu całego roku można liczyć Czytaj więcej [...]

Kilka spostrzeżeń

Kolejne dwie doby, to dość radykalna zmiana aury. Nocami panuje zdecydowany mróz, nawet do minus 7 stopni. W dzień jest realnie ledwo na plusie, ale nie czuć zimna, szczególnie gdy wyjdziemy z cienia. Słońce świeci bardzo mocno, lity błękit, suche powietrze. Ciśnienie jeszcze podskoczyło, ale niewiele.Tylko w zacienionych jarach jest mglisto, jak na głównej fotce. W takich okolicznościach jestem nad wodą. Nie spieszyłem się głównie z powodu temperatury. Jeszcze o 10.00 był zaledwie jeden stopień nad zero. Ale  wśród zeschłych trawsk, które teraz zalewa ostre słońce, nie czuć chłodu. Celem nie może być nic innego, tylko rzeczka z tym domniemanym olbrzymem, co ostatnio mi zwiał. Cokolwiek to było. Woda jakże odmieniona. Mogę się teraz dobrze przyjrzeć ciekowi. Jest faktycznie płytki. Nawet bardzo. Pół metra to już całkiem nieźle. Sporo kamyków, choć dominuje piach.  Woda płynie na ogół całkiem żwawo, choć miejsca na oko nieciekawe, Czytaj więcej [...]

Obiecujący początek sezonu

Pierwszego dnia sezonu musiałem odpuścić. Ponieważ temperatury były plusowe, przed wyjazdem na koncert pojechałem tylko zobaczyć, jak się ma stan wody na pobliskiej rzeczce, choć nie ona miała być celem następnego dnia. Ale wielkość podobna. Taki punkt odniesienia. Wyglądało to nieźle. Woda czyściutka i nic a nic nie podniesiona. 2 lutego Paweł jest u mnie o rano. Mamy nietęgie miny, ponieważ pada dość dokuczliwy deszczyk. Do tego w nocy było na plusie, więc mamy obawy. Poza tym pogoda świetna: pochmurno, bezwietrznie, pięć stopni na plusie. Ciśnienie 981hPa. Pakuję graty do samochodu kolegi i jazda. Już wcześniej, licząc się z większą wodą wytypowaliśmy niewielki ciek, generalnie płytki i to jeszcze w jego górnym biegu, by mieć jakieś szanse na wypadek większej odwilży. Na miejscu pozostawiamy samochód i ostatnie mniej więcej 1,5km drepczemy pieszo. Z tym, że kumpel idzie w górę, a ja w dół rzeczki. Na miejscu cudów nie ma. Woda Czytaj więcej [...]