Od świtu do zmierzchu

Nie wiem, czy uda mi się pojechać jeszcze raz na ryby w tym roku. Niby mam taki plan. Tak, czy inaczej, jeśli to było zakończenie sezonu, to całkiem przyzwoite. Przyzwoite, bo rybki, które zechciały docenić moje starania, były całkiem ładne, jak na to, co spotykało mnie w tym sezonie na wszelkiego rodzaju bajorkach. Nie będę relacjonował jak zwykle szczegółowo, tylko ograniczę się do głównych spostrzeżeń. Warunki były początkowo fatalne. Z zapowiadanych plus 2 stopni nocą nic nie wyszło i wyjeżdżając, miałem na termometrze trzy kreski pod zerem. Po drodze, temperatura wprawdzie wzrosła i nad wodą było minus jeden, to w połowie trasy dopadła mnie taka mgła, która w co najmniej jednym miejscu spowodowała całkowitą dezorientację i mimo ślimaczej jazdy o mały włos nie złamałem dwóch znaków na wysepce, którą w ostatniej chwili udało mi się ominąć na jakimś skrzyżowaniu. Ciśnienie było niskie 972hPa. Nad tę wodę wybierałem Czytaj więcej [...]