Od świtu do zmierzchu

Nie wiem, czy uda mi się pojechać jeszcze raz na ryby w tym roku. Niby mam taki plan. Tak, czy inaczej, jeśli to było zakończenie sezonu, to całkiem przyzwoite. Przyzwoite, bo rybki, które zechciały docenić moje starania, były całkiem ładne, jak na to, co spotykało mnie w tym sezonie na wszelkiego rodzaju bajorkach. Nie będę relacjonował jak zwykle szczegółowo, tylko ograniczę się do głównych spostrzeżeń. Warunki były początkowo fatalne. Z zapowiadanych plus 2 stopni nocą nic nie wyszło i wyjeżdżając, miałem na termometrze trzy kreski pod zerem. Po drodze, temperatura wprawdzie wzrosła i nad wodą było minus jeden, to w połowie trasy dopadła mnie taka mgła, która w co najmniej jednym miejscu spowodowała całkowitą dezorientację i mimo ślimaczej jazdy o mały włos nie złamałem dwóch znaków na wysepce, którą w ostatniej chwili udało mi się ominąć na jakimś skrzyżowaniu. Ciśnienie było niskie 972hPa. Nad tę wodę wybierałem Czytaj więcej [...]

Tego nie ma w gazetach…

Właśnie powróciłem z nad wody. Tak naprawdę to nawet nie dojechałem na miejsce. Dostałem cynk, że tam, gdzie się wybieram, to tak wieje, że lepiej odpuścić. I tak od paru dni: jak nie lód na wodzie, to ekstremalnie niski stan danej rzeki itd., itd… Nie mam czym się pochwalić. W związku z tym trochę temat zastępczy, czyli przynęty. Zacznę, jak chyba zwykle, pisząc, że wabik ma znaczenie drugorzędne; najpierw muszą być ryby. Nie mniej jak już są, a co bardziej prawdopodobne – są, lecz w skromnej liczbie, to jakość przynęty plus umiejętność jej prezentacji nie jest bez znaczenia. Od co najmniej kilku lat obserwuję coraz wyraźniejszy wpływ dwóch czynników: - posiadania przynęt jakich inni na danej wodzie nie stosują - prezentowania ich w nietypowy sposób Często obie zmienne dobrze stosować na raz.  Szczególnie na wodach mocno najeżdżanych. Na początek  ocenia uklei RH, polecanej jako świetny wabik boleniowy, a kuszący także Czytaj więcej [...]

Miłe zaskoczenie

O tym, że nie zawsze warto kierować się pogodą, czy innymi okolicznościami na „nie” , niech świadczy niedzielny wyjazd. Rozsądek podpowiadał, by pojechać  dzień wcześniej [sobota – słonecznie, dość ciepło i bezwietrznie, po niewielkim przymrozku w nocy]. Niestety w sobotę brakło sił. Miałem okazję brzdąkać na żywo w jednej ze stacji radiowych, powrót był tak późny, że nie próbowałem nawet  wstawać  o wędkarsko sensownej porze. A niedzielny ranek przywitał mnie totalnym zachmurzeniem z dość gęstym śniegiem i deszczem. I tylko dwa stopnie na plusie. Ciśnienie zwariowanie wysokie, jak na moje strony. Ten rok jest zresztą charakterystyczny: relatywnie bardzo często przy słonecznej i łagodnej aurze panują niskie ciśnienia, a przy pluchach wysokie. Czyli jest jakby na odwrót. Do tego u mnie powiewało i to nie na żarty. Miałem okropny dylemat gdzie jechać, tym bardziej, że tych sensownych miejsc bardzo ubyło w tym sezonie z powodu, Czytaj więcej [...]

Pięć gwiazdek

Bardzo rzadko mam ugruntowaną opinię o sprzęcie po jednym sezonie. Jeszcze ostrożniej podchodzę do oceny przynęt. Nie mniej pozwolę sobie poniżej na recenzję właśnie przynęt, a zrobię to nawet nie po jednym sezonie, a po zaledwie ...3 miesiącach ich używania. A więc do rzeczy: przedstawiam woblerki, które osobiście oceniam jako typowo jaziowe, a o które pytało wiele osób. Kupiłem najpierw jeden, smętnie dyndający na ścianie sklepu  i prawie niewidoczny wśród wielu bardziej kolorowych i zdecydowanie większych. Zaintrygował mnie tym, że był naprawdę mały i relatywnie bardzo ciężki. Sprzedawca poinformował mnie, iż za jakiś czas będzie „seria” jeszcze mniejszych. Oczywiście zakupiłem. Powiem krótko: nic nie zaskoczyło mnie tak pozytywnie w temacie przynęt od czasu okoniowych paprochów [dawno temu] i boleniowych bezsterowców [2005r]. Rewelacyjne było zetknięcie z mikrojigami, ale tego akurat się spodziewałem. Na rynku można kupić Czytaj więcej [...]

Kleń na zimno

Czasami banalna zmiana powoduje diametralnie różny wynik.  Jak napisałem kiedyś, po smutnych testach starorzecza, poszedłem po pociechę nad pobliską rzekę.  Jest tam, około 2km niżej charakterystyczne miejsce.  Długi i łagodny łuk rzeki. Spadek niewielki, więc woda płynie bardzo wolno, ale na zewnętrznym łuku okresowe wezbrania, wypłukały sporo podłoża i woda sięga tu średnio 1,5 – 2m. Ten zewnętrzny łuk rzeki graniczy z bardzo stromym brzegiem, na dodatek od pewnego momentu porośniętym gęstymi krzaczorami. Nawet obecnie, na przełomie jesieni i zimy chodzenie tam to raczej męka. Te wszystkie krzewy i małe drzewa wżarły się swoimi korzeniami w stromą skarpę, efektem czego istny busz sięgający do 2m nad głęboką i spokojną wodę. Gałęzie często dotykają powierzchni.  Dawniej, jeszcze dwa lata temu było tam wielkie zimowisko okoni. Na tych 500m, bo tyle mniej więcej liczy ten fragment, od listopada, czasem od połowy października Czytaj więcej [...]