Zębata rzeka

Jest sobie taka rzeka, nad którą przejeżdżałem w lutym 2010r. Mocno utkwiła mi w pamięci. Nigdy w niej nie łowiłem, ale mocno rozpaliła moją wyobraźnię. Inn sprawa, złośliwie mówiąc - nasze rzeki jedyne, co robią to rozpalają wyobraźnię. I na tym się kończy. Ale tu było trochę inaczej. Przemieniłem się w internetowego kormorana. Internetowe kormorany, to wędkarze, którzy dużo „wiszą” w sieci i wertują non stop wszelkie fora. Jak tylko wpadną na ślad tropu ryb, to jeżdżą nad daną wodę póki jest po co, a potem wracają do netu i szukają nowej ofiary. Jak ktoś trafnie skomentował – to dlatego fora powoli zamierają. W sumie, to nie zamieniłem się w internetowego kormorana, tylko przyjąłem ich taktykę poszukiwań. O rzece generalnie znalazłem bardzo, bardzo mało. I tak, co jakiś czas wpisywałem w przeróżne przeglądarki, przeróżne zwroty. Upłynął długi kawałek czasu. Aż w tym roku wyklikałem odpowiednią mantrę i... Czytaj więcej [...]

Tak nie powinno być!

Nie wiem, czy to jakieś fatum, czy coś innego. Nie dość, że aura paskudna, to jeszcze jak na zawołanie trafiają się historie jak  poniżej. Tuż pod Krakowem  znajduje się wschodnia część Tenczyńskiego Parku Krajobrazowego, który pod względem widokowym, turystycznym jest względnie dzikim obszarem i nie każde duże miasto Polski czy Europy, ma taki zakątek o dosłownie 10km od swojego centrum. W każdym normalnym państwie chucha się na takie tereny. Jakby naturalną granicą parku jest rzeka Rudawa, której gospodarzem jest  Okręg PZW Kraków. Ciek ma na tym odcinku łąkowy charakter, płynie przez rzadkie, wiklinowe zagajniki i zaliczany jest do krainy pstrąga i lipienia, a ten konkretny fragment należy do odcinka „no kill”. Okresowo rzeka potrafi mocno przybrać i rozlewa się szeroko po okolicznych łąkach. Otóż, pomiędzy Rudawą, a u podnóża tzw. Skały Kmity powstało Rogate Ranczo. Dla osób, które nie są z Krakowa lub nie znają miejsca, Czytaj więcej [...]

Smutno

Tak jak duże rzeki latem, tak późną jesienią uwielbiam wszelkie bajorka, dające szanse na brania wprawdzie na ogół niewielkich ryb, ale licznych. Zgodnie z moim wędkarskim kalendarzem wypadało odwiedzić starorzecze. Nastawiłem się, że nie będzie kolorowo. Kumpel był wcześniej dwukrotnie. Za pierwszym razem było słabo, za drugim praktycznie nie łowił, bo...nie było miejsca. Jeszcze rok temu rekordowy tu „tłok”, jakiego byłem świadkiem, wyniósł” czterech wędkarzy na raz. Licząc z moją osobą. W latach wcześniejszych na ogół łowiłem sam. A jadąc wczesnym świtem w listopadzie, grudniu, to nie było innej opcji, jak wyciszone, bez pośpiechu, samotne spinningowanie.  Woda wspaniała. Stałe połączenie ze sporą podgórską rzeką. Dla mnie było zagadką, dlaczego nikt tu nie łowi? Widać wszyscy koncentrowali się na rzece, a przyjezdni nie mieli pojęcia o starorzeczu, świetnie zresztą ukrytym w gąszczu zarośli. Latem nieprzeniknionych. Poświęciłem Czytaj więcej [...]

Zwykły wiejski staw

Zaczyna się ta część sezonu, gdy ryby, nawet jeśli są, to biorą powściągliwie. Efektem jest większe zainteresowanie wędkarzy tym, co można nazwać elementem politycznym w PZW i wokół PZW. Większość ludzi na co dzień tymi  kwestiami w ogóle się nie interesuje i w zasadzie tak być powinno, gdyby sytuacja na tym polu była normalna. Jak silne jest lobby rybackie i w moim odczuciu na chwilę obecną nie do przeskoczenia, pokazały ostatnie tygodnie. Po pierwsze, przeforsowano w naszym parlamencie przepis, dotyczący zasad użytkowania wód. Otóż  bez uproszczeń, ale w skrócie sprowadzono rzecz do tego, że jeżeli komuś kończy się czas dzierżawy, ale nadal chce daną wodę użytkować, to wystarczy złożyć taką deklarację i nie trzeba startować w żadnych przetargach na zagospodarowanie wód. Czym to skutkuje z punktu widzenia nas, wędkarzy? Ano, są tu dwie możliwości. Pierwsza byłaby dość optymistyczna. Zakładając, że nowo wybrane władze Czytaj więcej [...]

Spinningowanie muchówką

Podzielę się w poniższym tekście swoimi spostrzeżeniami, co do zaadoptowania wędki muchowej do spinningu. Jak wiecie, jedna z moich ulubionych wędek poległa. Kijów mam sporo, nie mniej wśród delikatnych wędek tylko trzy mogłem brać pod uwagę. Pierwsza to Diaflex pstrągowy, który od biedy by się nadał, gdyby nie mała długość. W warunkach, w których łowię komfortu by nie dał. Drugi kij -  Tango Chempion Kongera do 10g, 2,7m byłby do zaakceptowania, nie mniej ma poważną wadę, która szczególnie jesienią daje się we znaki: w mgliste, lub deszczowe dni żyłka okropnie klei się do blanku, tak, że czasem wyrzucenie dwu gramowego parocha na żyłce szesnastce bywa ciężkie, a co dopiero wobka – mikrusa na dziesiątce. Wzdręgowej wędeczki nawet nie przetestowałem – łowiłem podobną wędką kumpla. Z sukcesem, ale miałem po godzinie wrażenie, że noszę wielki plecak. To był skutek bólu ramion od ciągłego unoszenia kija. Po całym dniu czułem, Czytaj więcej [...]