Dwa w jeden dzień – cz.I

Jest późny październikowy wieczór. Gdzieś za plecami, za wielkim wzgórzem dogasa słońce. Po długim, naprawdę, wyjątkowo długim marszu tego dnia, stoję wreszcie przy aucie. Jest bardzo chłodno – trochę zmęczony szybkim spacerem powrotnym, dymię jak lokomotywa. Składam sprzęt, patrząc na pobliską rzekę, cały czas mając przed oczami emocjonujące obrazy z mijającego dnia. Tak, przeżyłem świetną wędkarską przygodę. Dwie życiówki, w jeden dzień. Chyba pierwszy raz mam taki przypadek. Rozmarzony, zastanawiam się, czy częściej nie moglibyśmy przeżywać takich chwil? Wystarczyłby kawałek wody, niezdziesiątkowanej przez chory regulamin i ludzi bez refleksji . Albo kawałek dzikiej, niezadeptanej wody, który miałem szczęście znaleźć. Przecież  ryby są proste do złowienia. Jak są... Nie wiem jakby wypadki się potoczyły, gdyby nie moje roztargnienie. Tak naprawdę wszystko zaczęło się tydzień wcześniej. Kilka razy rozmawiałem ze Czytaj więcej [...]