Dwa w jeden dzień – cz.II

Wyjęcie mojego największego jak dotąd jazia, zupełnie „ustawiło” dzień. Całkiem na luzie kontynuuję spacer bagienkiem. Robi się przy tym pogodnie i ciepło. Owady jakby czuły, iż to pewnie ostatnie takie dni i wokół lata dosłownie wszystko. Pobrzękują nawet jakieś ostatnie niedobitki komarów. Na trawach zalanych wodą dostrzegam sporo różnych gąsienic. Niektóre, dla mnie jako dla totalnego laika w tym temacie – wyglądają dość egzotycznie. Bardzo aktywne tego dnia małe klonki, nie dają mi skupić się na fotografowaniu dziwnych, małych, owadzich  stworów, podtrzymując w przeczuciu, że ten jaziol nie był jedyny. Ja z drugiej strony wmawiam sobie, że taka kupa owadziego żarełka, musi te jazie jakoś stymulować do aktywności. I faktycznie, po może dwóch kolejnych klonkach pod 30cm, mam leciutkie i miękkie pobicie, które udaje mi się zaciąć. Ryba wygląda na taką pod 40cm ale raczej nie więcej; w pierwszych szarpnięciach jest mniej Czytaj więcej [...]

Dwa w jeden dzień – cz.I

Jest późny październikowy wieczór. Gdzieś za plecami, za wielkim wzgórzem dogasa słońce. Po długim, naprawdę, wyjątkowo długim marszu tego dnia, stoję wreszcie przy aucie. Jest bardzo chłodno – trochę zmęczony szybkim spacerem powrotnym, dymię jak lokomotywa. Składam sprzęt, patrząc na pobliską rzekę, cały czas mając przed oczami emocjonujące obrazy z mijającego dnia. Tak, przeżyłem świetną wędkarską przygodę. Dwie życiówki, w jeden dzień. Chyba pierwszy raz mam taki przypadek. Rozmarzony, zastanawiam się, czy częściej nie moglibyśmy przeżywać takich chwil? Wystarczyłby kawałek wody, niezdziesiątkowanej przez chory regulamin i ludzi bez refleksji . Albo kawałek dzikiej, niezadeptanej wody, który miałem szczęście znaleźć. Przecież  ryby są proste do złowienia. Jak są... Nie wiem jakby wypadki się potoczyły, gdyby nie moje roztargnienie. Tak naprawdę wszystko zaczęło się tydzień wcześniej. Kilka razy rozmawiałem ze Czytaj więcej [...]

Bocheny Team

Dziś chciałem zaprosić na spotkanie ze szczególnym rodzajem wędkarzy – pasjonatów. Przedstawiam  Marków: Maro z nad Raby i drugi Marek z nad Dunajca, stanowiących duet „Bocheny Team”. Chłopaki  tworzą  „Bocheny” – woblerki kleniowe, o których coraz głośniej w południowych i południowo – wschodnich rejonach kraju. Jak więc widać, to duet wędkarsko - konstruktorski  ludzi, którzy, że tak górnolotnie napiszę – oddali duszę swoim rzekom i ulubionemu gatunkowi ryb. Są przykładem, że takie wyspecjalizowane podejście musi przynieść sukces, pod postacią licznych okazów, nawet gdy nie ma się za sobą szczególnie długiego wędkarskiego stażu. Wędkarskie Wakacje: O kleniach powiedziano bardzo dużo. Kleń wiślany, z rzek podgórskich, małe rzeczki. Ja bym dołożył klenie z wód stojących. Czym różni się kleń z Dunajca od innych? Maro: Kleń z Dunajca ? Specjalistą od tych wyżej wspomnianych jest Marek. Ja niestety mało spędziłem Czytaj więcej [...]

Złowić cokolwiek

Na początek pochwalę się, bo nie wytrzymam. „Trzepnąłem” jednego dnia dwie życiówki, za każdym razem większą. Już wkrótce relacja. Teraz małe wyjaśnienie odnośnie zapytań o moją osobę, jako przewodnika. Takie zapytania trafiają mi się nieczęsto, ale się zdarzają. Ponieważ ostatnio było kilka na raz, odpowiem hurtem i na forum, by nie tracić czasu na indywidualne odpowiedzi.  Otóż nie zajmuję się czymś takim. Są dwa, prozaiczne powody. Pierwszy, to moje podejście do wszelkiej współpracy: klient musi być zadowolony! Ja chyba bym się zapadł pod ziemię, jakby ktoś pod moją opieką nie złowił tego, co było w planie i nie myślę tu o szarżowaniu na medalowe okazy. Po drugie, musiałbym mieć nie wiem jak tragiczną sytuację finansową, by ujawniać komuś, kogo zwyczajnie nie znam, świetną miejscówkę, skazując ją najpewniej na „upowszechnienie”.  Dlatego żadne trzy, czy nawet pięć stów mnie nie skusi. Sparzyłem się na Czytaj więcej [...]

Gra na cienkiej strunie

Obawiam się, że moje relacje staną się nudne. Co mam jednak zrobić, że te miśkowate jazie są, biorą i mają bardzo przyzwoite gabaryty?  Chyba każdy, kto ma pewne łowisko nie traci czasu na poszukiwanie nowego. Nie wiem, może te jazie zmienią lokum z nastaniem zdecydowanych chłodów, które w sumie u mnie już są, bo przymrozki po minus 2 mam od tygodnia. Łudzę się jednak, że ryby przesuną się tylko za krawędź płycizny na głębszą wodę i może uda się je od czasu do czasu skusić. A jak nie to do wiosny. A na razie biorą. W kolejny piątek znów jestem nad wodą. Udało mi się wyrwać wcześniej i zaczynam tuż po 15.00. Temperatura wyraźnie niższa, bo tylko 13 stopni, ale powietrze „miękkie”, łagodne przy zdecydowanie zachodniej cyrkulacji i dość silnym wietrze z tego kierunku. Ciśnienie bez zmian od tygodnia. Średnie dla mojego regionu.Panuje duże zachmurzenie, jednak jakieś zamglone smugi przebijają się od czasu do czasu. Krajobraz Czytaj więcej [...]

Magiczne kręgi

Nie, nie chodzi mi o kręgi w zbożu. Mam na myśli delikatne aczkolwiek wyraźne chlupoty dużych jazi. Dostojne, majestatyczne. Takie bez pośpiechu. Grube grzbiety co i raz pokazujące się nad wodą, ogony nad powierzchnią machające do mnie z kilkudziesięciu metrów. Nie ma opcji, nie ulec takiemu zaproszeniu. Można klęczeć w zalanych szuwarach i ślinić się do tych ryb bez końca. Drugi tydzień trwają moje „naloty” na jaziowy odcinek. Zaczynam już w piątki, jakkolwiek, ze względu na pracę, realnie mam w taki dzień tylko 2-3 godziny łowienia. Czasem mniej. Zależy od pogody. Zazwyczaj jaziole uaktywniają się na tym fragmencie "na maxa"  około 17.00 – 17.30 i wielkie żarcie trwa godzinę. Sygnałem do rozpoczęcia powierzchniowych tańców jest ustanie wiatru, jeśli był za dnia. Początkowo byłem pewien, że o zmierzchu, czy po ciemku będzie jeszcze lepiej, ale się przeliczyłem. Wraz z wieczorowo – nocną ciszą, jazie jakby znikają. Ani się Czytaj więcej [...]