Długi marsz

Końcówkę pierwszego tygodnia września zamknąłem jeszcze raz wypadem nad Skawę. Przeznaczyłem na to prawie cały dzień. Nie będę ściemniał, nie nastawiałem się na jakieś większe ryby. Wręcz przeciwnie. Cele były dwa: świnki, co do których przygotowałem się bardziej psychicznie, bo cóż też mogłem wrzucić więcej do przynęt, oraz multum brań drobnicy. Czy warto? Moim zdaniem tak, bo jeśli czegokolwiek mam się uczyć, zdobywać jakieś doświadczenie, to jak to inaczej zrobić. Nastawiając się na większe ryby, których jest jak na lekarstwo? Wolę mieć kilkadziesiąt brań malizn, które dają mi jakiekolwiek spojrzenie na wodę, niż jedno – dwa brania czegoś konkretnego, które [o ile się ich doczekam] wiele nie wnoszą. Poza tym w lepszych latach, przy pogoni za drobnicą, na Skawie zawsze coś większego się uwiesiło i wcale nie wymagało to szczególnie większych przynęt. Inna sprawa, że z wyholowaniem bywało różnie. Ale spokojnie – Czytaj więcej [...]