Kilka kopnięć na koniec lata

Po powrocie znad Klimkówki, zaraz na drugi dzień pognałem z pontonem nad Wisłę. Miałem nadzieję, że odbiję sobie pontonowe niepowodzenia. Dość ciepło i ogólnie przyjemnie, tylko ta wredna wschodnia cyrkulacja. Poziom wody normalny. Temperatura wody już nie z Afryki, bo 19 stopni. Omiatam delikatnie sonarem okoniową miejscówkę. Piękne echa tuż nad dnem. Żółte „grochy” – wiadomo, że w tym miejscu to na 99% kolczaki.  Szybko się ustawiam, kotwiczę. Kij rozłożyłem, gdy się wodowałem. Jedna guma, druga, trzecia....szósta. Wobler, wahadłówka. Cisza. Już widać, że to nie ich... tfu – raczej nie mój dzień. Emocje natychmiast opadają. Zakładam jeszcze na koniec, by uciszyć sumienie, że próbowałem wszystkiego - duże [10cm] zielone kopyto na 10g. Przynęta ląduje na końcu rynny. Mam ładne branie zanim guma dotknęła dna. Wyraźne, choć miękkie. Kijkiem przygina tyleż zdecydowanie, co dość ślamazarnie. Dość szybko mija więc obawa Czytaj więcej [...]