A już się zdawało, że…

W ostatni wtorek było bardzo ciepło. Spokojnie 30 stopni w słońcu. Lekki wiatr wschodni. Prognoza pogody zapowiada zmianę za dwa dni. Czuwamy z kumplem, bo co najmniej jeden z najbliższych dni powinien być właśnie tym rewelacyjnym. Pytanie tylko, który? Jest tuż po 12.00. Wychodząc z pracy zastanawiam się, co robić. Nad Wisłę nie bardzo chce mi się jechać, wszak połowa dnia za nami, rozważam pstrągi, choć w tym upale, to myślę powoli, ruszam się powoli i w ogóle nic mi się nie chce. Ale to może być ten dzień.  Ostatecznie wybieram małą rzeczkę. Trzy godziny później ze zdumienia przecieram oczy. Znajoma woda, jak nie ta sama. Na oko wszystko wygląda jakby tu przeszedł kataklizm. Powalone bez mała dziesiątki drzew, zerwane całe burty. Rzeka sprawia wrażenie mocno podniesionej, ale to tylko złudzenie. Kolejna fala powodziowa wybrała niesamowite dołki i pogłębiła całe koryto. Nie ma śladu po powszechnych tu, całych pokładach sinego mułu Czytaj więcej [...]