Zielone piekiełko

Zacząłem letni maraton spinningowy. Mam nadzieję, że przerwy będą tymi planowanymi, a pogoda będzie łaskawa, choć na to, to akurat się nie zanosi. Niestety. Urwanie głowy związane z prymitywnym sposobem spędzania wolnego czasu [praca] w końcu powoli okiełznałem. Nie miałem, o czym pisać, bo chciałem odrobić się ile można i z czystym sumieniem zbijać bąki z wędką w ręku. No, te dwa – cztery dni w tygodniu będę musiał czasem popracować, ale nie będzie źle. W zasadzie, to maraton miał się zacząć 22 czerwca. Uciułałem wolny dzień. Byłem tak „nagrzany”, że pojechałbym na Syberię bez środka przeciw komarom. Dzień wcześniej było dość chmurno i zapowiadano przelotne, lekkie opady. Wisła brudna, więc miałem zaliczyć zbiornik wody stojącej. Wszystko, absolutnie wszystko zapakowałem dzień wcześniej, by potem iść lekkim krokiem do auta, tym bardziej, że zastanawiałem się czy iść w ogóle spać. Ostatecznie zrobiłem sobie mały Czytaj więcej [...]