Jak w tropikach

Uff…Niedługo zapomnę po co są wędki. Mam taki ostatnio kołowrót, że na jedyne słuszne hobby praktycznie nie mam czasu. To jedyny powód braku kolejnego tekstu. Ale jeszcze z dziesięć dni i zacznę mega maraton. Napalać to się nie napalam, bo warunki trudne, choć drobna ryba w Wiśle ruszyła się zdecydowanie, ogłaszając lato w pełni. Kolega w ostatni piątek zaliczył okoniowe eldorado. Poświecił się wprawdzie i pośrodku Wisły stał już o 4.00, ale do 11.00 zaliczył grubo ponad setkę brań różnych ryb. Dominowały pasiaki w całkiem sensownym rozmiarze [większość powyżej 20cm, liczne 25-28cm]. Wszystko to okraszone pojedynczymi sandaczami, szczupaczą obcinką, jakimś kleniem i jeszcze jedną rybą, która nie dała się wyciągnąć lekkim zestawem. Poświęcając czas boleniom, kumpel zaliczył spotkanie z wąsaczem w okolicach 20kg [jakieś 150cm], ale niestety zaraz po drugim przywitaniu się z rybą, ta odpaliła z takim impetem, że plecionka Czytaj więcej [...]