Jak w tropikach

Uff…Niedługo zapomnę po co są wędki. Mam taki ostatnio kołowrót, że na jedyne słuszne hobby praktycznie nie mam czasu. To jedyny powód braku kolejnego tekstu. Ale jeszcze z dziesięć dni i zacznę mega maraton. Napalać to się nie napalam, bo warunki trudne, choć drobna ryba w Wiśle ruszyła się zdecydowanie, ogłaszając lato w pełni. Kolega w ostatni piątek zaliczył okoniowe eldorado. Poświecił się wprawdzie i pośrodku Wisły stał już o 4.00, ale do 11.00 zaliczył grubo ponad setkę brań różnych ryb. Dominowały pasiaki w całkiem sensownym rozmiarze [większość powyżej 20cm, liczne 25-28cm]. Wszystko to okraszone pojedynczymi sandaczami, szczupaczą obcinką, jakimś kleniem i jeszcze jedną rybą, która nie dała się wyciągnąć lekkim zestawem. Poświęcając czas boleniom, kumpel zaliczył spotkanie z wąsaczem w okolicach 20kg [jakieś 150cm], ale niestety zaraz po drugim przywitaniu się z rybą, ta odpaliła z takim impetem, że plecionka Czytaj więcej [...]

Jak „to” robią ryby

To będzie bardzo krótki tekst. Ponieważ nie chcę popadać w przesadny pesymizm, wolałem tak zatytułować ten tekst. Praktycznie nie będzie zdjęć ryb. Wolę to napisać, by ktoś nie tracił czasu, jeśli fotki są głównym czynnikiem, dla których tu zagląda. Po prostu  albo ryby nie brały, albo nie było sprzyjających warunków. W piątek 7-go czerwca kumpel dzwoni, że oszaleje, wszędzie płynie syf, nie ma gdzie łowić. Pocieszam go i mówię, że zaraz sprawdzę stan mojej rzeczki. Jak będzie ok to będzie duża nadzieja, że rzeczka z „magicznym” odcinkiem, z pstrągami, też powinna taka być. Okazuje się, że woda u mnie jest podniesiona o jakieś 25%, ale spokojnie da się spinningować. Rzeczka trącona minimalnie. Umawiamy się, że przed drugą podjadę jeszcze poniżej połączenia, by potem, jak ruszymy w sumie w dalszą drogę, mieć w miarę pewną sytuację, [jeśli u mnie po połączeniu dwóch rzeczek będzie ok, to tam też powinno]. Znajomy jednak Czytaj więcej [...]

O rekordach i nie tylko

Nie, nie chodzi o moje rekordy. Z kilkoma znajomymi w ostatnich dniach, z powodu ciągłych deszczy i burz, zamiast łowić, to daliśmy zarobić operatorom poszczególnych sieci telefonicznych i  pogwarzyliśmy o dużych rybach. Takie teoretyczne gdybanie. Trochę narzekanie, czy w ogóle jest szansa [niekoniecznie w naszym wykonaniu], na pobicie jakiegoś rekordu w czasach, gdy nadal lwia część ryb dostaje od razu w łeb. A wypuszczanie ich stanowi niezrozumiałe postepowanie. Kolega zauważył, że wśród jego znajomych niezmiennie pojawia się zapytanie „dlaczego wyrzuca ryby”. Zwróćcie uwagę: nie pytają dlaczego wypuszcza, tylko dlaczego wyrzuca. Tak to postrzegają - jako rodzaj jakiegoś marnotrawstwa… No i tak sobie zacząłem dumać, czy pojawią się w tym roku jakieś szczególne okazy. Zawsze takie ryby budzą silne emocje. Oczywiście patrzymy na temat z perspektywy spinningistów, a punktem odniesienia są dla nas rekordy WŚ. Jak wielokrotnie zauważono, Czytaj więcej [...]

W przerwach między deszczem…

Możemy mieć i dziesięć długich weekendów z rzędu, lecz jeśli pogoda będzie taka, jak obecnie, to faktycznie część z nas przerzuci się na łowienie wirtualne.  Co z tego, że wygospodarujemy czas, jak potem wszystko możemy oglądać sobie zza szyby pokoju, lub auta, jak ktoś już zaryzykuje. Może czerwiec  zmieni ten stan rzeczy; jak na razie jest to mój najsłabszy sezon od 2010r. Z tym, że wtedy zabawę z wędką zniweczyła na cały maj i pół czerwca powódź. Pewnie pstrągarze mają powody do radości, bo rzeczki może i nie zawsze czyste, ale jednak pełne wody. Cóż – aż takim wielbicielem kropkowańców nie jestem. Na rybach byłem zaledwie dwa razy w ostatnich dniach. Łowić można było w przerwach między opadami. 30-go maja odpuściłem właśnie ze względu na aurę. Tzn. miałem mocne postanowienie. Miała być Wisła i ponton. Uratował nas przypadek. Paweł wysłał sms, by spotkać się pół godziny później niż ustaliliśmy pierwotnie. Czytaj więcej [...]