Maraton

Cały zeszły tydzień upłynął mi na ciągłych rozjazdach. Wbrew pozorom umożliwiło to krótkie pobyty nad wodą prawie codziennie. Niestety, efekty tych wyjazdów w stosunku do częstotliwości oceniam jako najsłabsze od 2005r. Mamy połowę maja, a nie udało mi się mieć nawet kontaktu z boleniem, nie licząc podcinki. Zawsze się jakiś powód usprawiedliwienia takiej sytuacji znajduje, ale bez krygowania się, powiem, że faktycznie pogoda krzyżuje plany jak tylko może. Nie licząc soboty i niedzieli, cały zeszły tydzień miał ten sam, jednostajny rytm pogodowy. Każdy dzień zaczynał się od rześkiego poranka bez jednej chmurki, około jedenastej był już upał i pojawiały się pierwsze obłoki, a tak od 15.00 niebo bywało już mocno zaniesione i grzmiało, a do 20.00 pewna była lokalna ulewa. Pytanie tylko gdzie spadnie deszcz. Efektem była nie tyle bardzo podniesiona, co zmącona jak tylko to możliwe Wisła. Płynął muł z wodą. To były efekty oberwań Czytaj więcej [...]