Zaczarowane

  Sobota. Dochodzi jedenasta. Od niecałej godziny jestem nad wodą. Właśnie spadł mi czwarty [!] miarowy potok z czego jeden z nich, jak na pstrągi, które ja spotykam, to był już klocek... Za nic na świecie nie dał się wyciągnąć spod samotnej kłody, a jego branie było takie, że ostatni, podobny kontakt to miałem może 2 lata temu. Ze zdziwieniem oglądam twister, który jest jedyną przynętą, na jaką tutejsze ryby na razie reagują. Właśnie stracił ogon podczas małej szamotaniny z kolejnym potokowcem. Czy jestem na jakimś odcinku specjalnym? Nie. Najnormalniejsza dzika woda. Tyle, że dość nietypowy fragment. Jak tu trafiłem? Mówiąc szczerze – z nudów. W tym roku ze względu na długie chłody przyroda zmusiła mnie do skoncentrowania się na pstrągach. Swoją rzeczkę odpuściłem już w połowie marca. Tam szybko nie wrócę. Nie ma, po co. Zacząłem się tułać po różnych znanych i mniej znanych rzeczkach, tych blisko i całkiem daleko. Czytaj więcej [...]