W przyrodzie walka trwa…

Niestety nie będzie o rybach. A w każdym razie będzie niewiele o łowieniu ryb. Wiosna jednak idzie. Jak patrzę sobie na wielki, dziki ogród przed moimi oknami, to widzę sroki, które pracowicie zbierają gałęzie. Nie znam się na ptakach nic, a nic, lecz pewnie budują gniazda. Podobnie jak kawki robią to we wlotach wentylacyjnych wielkich bloków. Koty też chodzą już zahipnotyzowane, tak, że w biały dzień dostojnym krokiem defilują tuż pod nadjeżdżające auto. W wodzie, nie wątpię, powolutku jakiś rozruch się zaczyna. Mimo, że znów ścięło cienkim lodem. Pewnie nieliczne szczupaki nieco żywiej, niż jeszcze miesiąc temu atakują ofiary; tam, gdzie rok temu brakło wędkarzy bez umiaru, teraz nie powinno zabraknąć stadek jazi, jeśli tylko w pobliżu mamy rzekę z mniejszym dopływem. Byle ujście było spokojne i względnie głębokie, to rzeczka może być śmiesznie mała. Tak, trwa walka o przetrwanie pod i nad wodą. Drwiąco powiem, że największe Czytaj więcej [...]

Najskuteczniejsze = najczęściej używane

Ponieważ zima trwa w najlepsze, siedzę zaziębiony w domu. I tak chyba bym na ryby nie poszedł – było nad ranem minus 13. Ot, paradoks – w chyba ostatnim tygodniu zimy – najniższa u mnie temperatura. Oglądam sobie z tęsknotą zdjęcia z marca zeszłego roku. Upałów nie było, ale normalne przedwiośnie i wczesna wiosna już tak. Pomyślałem, że może część z Was zechce rzucić okiem na przynęty na jakie łowię najczęściej, czyli takie, które uważam za najskuteczniejsze. Od razu powiem, iż należę do wędkarzy, którzy nie trzymają w pudełku super woblera na pokaz, bo kosztował dużo. Nawet, jeśli dany wabik jest ostatni, ale działał na ryby – idzie w wodę bez litości. Dlatego kilka z nich, niepowtarzalnych mam już tylko na zdjęciach. Najbardziej żal mi trzech woblerów: - obrzydliwie wykonanej ok. 4cm samoróbki, bardzo, bardzo silnie bocznie spłaszczonej [zdemolował mi ten wobler prawdopodobnie większy sandacz; niestety ryby nie wyjąłem, Czytaj więcej [...]

Nadal zima…

 Pogoda jaka jest każdy widzi. Pisząc ten tekst, dzień wcześniej moja okolica zaliczyła z 20cm śniegu. Mnie się już odechciewa…  Żałuję, że w sobotę nie mogłem się wyrwać nad wodę.  Pogoda była znośna. W niedzielę rano – zwątpiłem: minus 11. Zima wyrównała tegoroczny rekord [w moich stronach]. Nie wiem czy liczyliście, ale tegoroczna, chłodna pora jest strasznie długa. Rok temu najniższa u mnie temperatura wyniosła niby aż 22 stopnie poniżej zera, ale śnieg leżał realnie 4 tygodnie. Obecnie leży już bite 3 miesiące [przerw nie wliczam].  Wraz z dniem słońce dawało jednak powolną nadzieję. Jak koło 11.00 pojawiło się zero na termometrze – nie wytrzymałem. Stwierdziłem, że odwiedzę najniższy odcinek „swojej” rzeczki.  Niby człek idzie bez nastawiania się na cokolwiek, lecz w duchu zawsze jest nadzieja. Ponieważ rzeczka ma średnio 30cm głębokości, to sporadycznie korzystam z okularów. Tym razem nie dałbym rady. Wszechobecna Czytaj więcej [...]

Kiedy ta wiosna…

 Mam nadzieję, że kolejna relacja, będzie już mniej pstrągowa, a za to bardziej wiosenna. Nie żebym nie lubił kropkowańców, ale jak ciężko z wody wyrzeźbić cokolwiek miarowego, to popada się w pewną monotonię, której trzeba by „dorobić” sporo kolorów, by wzbudzić zainteresowanie. Ale, że nie zwykłem „rozciągać” swoich ryb w relacjach, to jest realnie, czyli bez fajerwerków. Dwie ostatnie wyprawy dotyczyły ze względu na brak czasu, powszechnie znanych podkrakowskich rzeczek. Cóż – rzecz, którą zwykłem podkreślać: raczej nie ma się co nad taką wodę wybierać w weekend, a jeśli już to bladym świtem, a i tak trzeba się liczyć z tym, że ktoś nas dogoni i na dżentelmeńskie zachowanie kolejki, lub choć wspólne łowienie na zasadzie twoja miejscówka - moja miejscówka, nie ma co liczyć. Na pierwszej wyprawie towarzyszyła mi za to przyjazna pogoda. Stan wody był ekstremalnie niski, a przejrzystość nieprawdopodobna. Nie można podważyć Czytaj więcej [...]

Nie ma tańszego sposobu

Zanim przejdę do głównego tematu, kilka słów podziękowań i wytłumaczenia się zarazem. Dostaję ostatnio dość częste zapytania odnośnie wyboru kija. Mam wrażenie, że są to zapytania młodych ludzi, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z wędkowaniem. Pytania takie sprawiają mi – nie ukrywam – satysfakcję, będąc uznaniem jakichś tam doświadczeń; z drugiej strony są pewnym problemem, gdyż mogę bazować jedynie na własnym i najbliższych kolegów doświadczeniu, a ono sprowadza się do znajomości jednak małego wycinka sprzętu, jaki jest na rynku. Dlatego, czasem moje odpowiedzi być może nie zadowalają każdego. Mam taką teorię, że [poza skrajnymi sposobami wędkowania], nie ma znaczenia czy kij jest szybki, czy wolny, a istotne, kto nim będzie łowił. Uważam, że bardzo wiele zależy od cech osobowych człowieka [refleks, temperament, umiejętność koncentracji lub jej brak itp.] i dlatego jeden wędkarz kijem sztywnym i szybkim świetnie Czytaj więcej [...]